GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Daniny dla najbogatszych. Czy studni bez dna nie zostawić w spokoju? [ANALIZA]

1 października 2019, 23:43 / Analiza autorska. Zdjęcie: pixabay
Daniny dla najbogatszych. Czy studni bez dna nie zostawić w spokoju? [ANALIZA]
Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

Dyskusja na temat obciążenia najbogatszych obywateli dodatkowymi daninami toczy się w wielu krajach od dawna i wraca zwykle przed wyborami. Wiąże się to z podstawową socjotechniką. Osoby zamożne nie są specjalnie lubiane w społeczeństwie. Każdy z nas zna historie o Robin Hoodzie, czy Janosiku, gdzie tytułowy rozbójnik był przedstawiany jako romantyczny obrońca uciśnionych, a bogaty pan, jako uosobienie zła wszelakiego. Jednocześnie zamożni nie stanowią na tyle dużego odsetka społeczeństwa, by siła ich głosów w demokratycznym systemie była znacząca (pomijam tu garstkę najbogatszych, mających dostęp do narzędzi kształtowania opinii społecznej). W rzeczywistości, temat ten jest dużo bardziej skomplikowany niż wynikałoby z klechd. Niniejsze opracowanie powstało, by przedstawić argumenty padające z obu stron barykady i zaproponować przykład kompromisowego rozwiązania.

Jaki system danin jest sprawiedliwy?

Argumenty za progresywnością

Rozważania na temat słuszności wyższych danin winno zacząć się od podstawienia pytania, czy stopa opodatkowania powinna być różna w zależności od wielkości dochodów? Ci o nastawieniu bardziej społecznym zgodzą się, zaznaczając, iż osoby bogate mogą sobie pozwolić na wyższe płatności do budżetu państwa, a wręcz powinny to czynić celem wyrównania szans w społeczeństwie. Używane są też argumenty ekonomiczne. Osoby bogate mają znacznie mniejszą skłonność do konsumpcji oraz chętniej kupują marki premium, często zagraniczne. Z kolei osoby mniej zamożne po pierwsze konsumują więcej, a po drugie, zwiększony popyt wywołany tą konsumpcją mogą zaspokoić firmy krajowe. Otworzenie nowej piekarni czy zakładu fryzjerskiego nie będzie problematyczne dla polskich przedsiębiorców. Wypromowanie polskiej alternatywy dla Rolexa czy IWC będzie natomiast bardzo trudne (wprawdzie Patek Philippe ma polskie korzenie, ale nikt tego specjalnie nie podkreśla). W związku z powyższym, jeżeli w obrębie systemu podatkowo – świadczeniowego będzie dokonywał się transfer środków na rzecz mniej zamożnych obywateli, powinno to skutkować wzrostem konsumpcji, a co za tym idzie PKB. Obecne doświadczenia pokazują, że mechanizm ten, przynajmniej krótkoterminowo, się sprawdza.

Argumenty za obciążeniem równomiernym

W opozycji do ww. stanowiska stoją osoby o nastawieniu wolnorynkowym. Są one zdecydowanie przeciwne dodatkowemu opodatkowaniu osób zamożnych, argumentując, że przede wszystkim, nieuczciwym jest dodatkowo obciążać obywatela wyłącznie z tego powodu, że lepiej radzi sobie w życiu. Ponadto podkreśla się, iż bogaci ludzie często tworzą miejsca pracy, więc powinno się raczej zachęcić ich do tego ulgami. Wykorzystywany jest też szereg argumentów ekonomicznych. Po pierwsze, wszystkie teorie wzrostu gospodarczego podkreślają rolę innowacyjności, której nie sposób zwiększać bez odpowiednich inwestycji. Z racji kosztów, ryzyka i wymaganych, napędzanie innowacyjności spoczywa na barkach zamożnych inwestorów, a także wysokiej klasy, kreatywnych specjalistów, których usługi zwyczajnie sporo kosztują. Po drugie, bogaci ludzie mają tendencję do inwestowania i dalszego pomnażania swojego majątku, a przecież inwestycje również napędzają PKB, aczkolwiek nieco wolniej niż konsumpcja. Po trzecie, wszyscy eksperci od konkurencyjności międzynarodowej zgodnie podkreślają, że na dłuższą metę, skupianie się na tanim produkowaniu podstawowych dóbr nie zdaje egzaminu i w pewnym momencie konieczne jest przestawienie się na aspekt jakościowy i produkty bardziej zaawansowane. Dobrym przykładem takiej zmiany mogą być Chiny. Wreszcie, pamiętać należy, że zbyt wysoka stopa opodatkowania rzadko kiedy zdaje rezultat u osób najbogatszych, albowiem tych stać na wynajęcie specjalistów, którzy wskażą im różnorakie luki w przepisach, bądź wręcz na turystykę podatkową, tj. przeniesienie, na papierze, działalności do kraju z niższymi daninami.

Polska praktyka

Chęć zastąpienia starego, trójprogowego systemu podatkowego (19%/30%/40%) podatkiem 3 x 15% deklarowała swego czasu Platforma Obywatelska. Ostatecznie jednak, projekt ten upadł, a zamiast niego wprowadzono obecny system podatku od osób fizycznych o stawkach wynoszących 18% i 32%. Nie uciszyło to jednakże dyskusji. W trakcie kampanii wyborczej w 2015 można było słyszeć sugestie partii Razem, by wprowadzić zdecydowaną progresję podatkową, ze stawkami odpowiednio 0%, 22%, 33%, 44%, 55% i słynnymi już 75%. Obecnie, rząd umieścił zniesienie limitu składek ZUS (30 krotność) w budżecie, aczkolwiek głośne protesty sprawiają, że być może projekt zostanie zaniechany, zwłaszcza, że 30 krotność ma też na celu uniknięcie sytuacji, w której następne pokolenie będzie obciążone kosztem wypłacenia gigantycznych emerytur. Kończąc wypada zaznaczyć, że próg 18% jest już nieaktualny, albowiem PiS obniżyło go do 17%, zostawiając drugi próg bez zmian.

W tym miejscu wypada zadać kolejne pytanie, czy obywatele Polski powinni podlegać powszechnemu obowiązkowi podatkowemu tzn. czy powinni płacić podatki w Polsce niezależnie od tego, w jakim kraju uzyskują dochody? Popularnymi argumentami „za” są sprawiedliwość, lojalność w ramach społeczeństwa, podkreślanie stabilności w krajach o mniejszych różnicach dochodów, a także zaznaczanie, iż owa stabilność przekłada się na szybszy wzrost gospodarczy. Problem polega na tym, że osoby najbogatsze (tj. te osiągające dochody z pracy lub kapitału czy z połączenia obu źródeł dochodu przekraczające dwa i pół miliona złotych rocznie) mają wiele możliwości legalnego niepłacenia podatków przewidzianych przez polskie prawo, tzn. 32% od dochodów z pracy oraz 19% od zysków kapitałowych. Zmiana rezydencji podatkowej, zagraniczne spółki czy krajowe fundusze inwestycyjne zamknięte to tylko niektóre z przykładów. W efekcie, maleńki odsetek wyżej wspomnianych rozlicza w Polsce po nominalnych stopach podatkowych swoje bardzo wysokie dochody.

Proponowane rozwiązanie

Próbując poradzić sobie z tym problemem można zastosować rozwiązanie szwajcarskie, czy też luksemburskie, tzn. uczynić system przyjaznym dla osób zamożnych i ściągnąć jak największą ich liczbę pod polską jurysdykcję podatkową. Próby uczynienia z Polski raju podatkowego byłyby jednak skazane na porażkę, po pierwsze z uwagi na przynależność do Unii Europejskiej, po drugie z racji bezsensowności całej idei. Raje podatkowe już istnieją i bardzo mało prawdopodobnym jest, by osoby korzystające z dobrodziejstw jednego państwa nagle zdecydowały się zmienić azyl na Polskę.

Istnieje jednak inne rozwiązanie. Składa się ono z dwóch elementów. Pierwszy z nich to zryczałtowany podatek od najbogatszych. Jego wysokość jest do ustalenia, załóżmy jednak, że wynosiłaby ona pięć milionów złotych. Zapłata tego zryczałtowanego podatku oznaczałaby, że płatnik przez dziesięć lat byłby zwolniony ze wszystkich podatków dochodowych, tj. z pracy oraz zysków kapitałowych, a składki na ubezpieczenie społeczne czy zdrowotne byłyby w takim wypadku opcjonalne. Osoby korzystające z tego rozwiązania nie będą musiały składać żadnych deklaracji odnośnie swoich dochodów lub sprostać innym formalnościom. Poniżej kilka przykładów zastosowania nowego podatku w poszczególnych grupach społecznych:

  • Najlepiej opłacani profesjonaliści, zarabiający powyżej 300 tysięcy złotych miesięcznie, zwykle świadczą swoje usługi w formie działalności gospodarczej, więc ich dochód jest opodatkowany 19%, czyli płacą około 600 tys. złotych podatku rocznie. Dodatkowo przy takich zarobkach prawdopodobnie ich oszczędności mogą wynosić powyżej 5 milionów złotych. Jeśli średnio rocznie zwrot na zainwestowanym kapitale będzie 7% (350 tys. PLN), to podatek wyniesie ponad 65 tysięcy złotych. Jeśli taki profesjonalista widzi dobre perspektywy swojego rozwoju zawodowego, to powinien być zainteresowany zryczałtowanym podatkiem;

  • Przedsiębiorcy, którzy rozwinęli swoją firmę tak, że przynosi ponad 3 miliony zysku rocznie, a jednocześnie nie planują przekształcić swojej działalności lub spółki w spółkę prawa handlowego – np. nie korzystają z długu, więc ryzyko bankructwa postrzegają jako znikome;

  • Właściciele i udziałowcy przedsiębiorstw wypracowujących 10 milionów zysku operacyjnego, którzy planują sprzedaż przedsiębiorstwa. Wycena takich firm to między 45 a 60 mln złotych. Zamiast tworzyć skomplikowane międzynarodowe struktury podatkowe, aby ograniczyć podatki od zysków uzyskanych na sprzedaży tego przedsiębiorstwa, a następnie reinwestować zyski, bardziej opłacałoby się zapłacić podatek zryczałtowany;

  • Osoby o wysokich dochodach kapitałowych - tzw. "bogaci Polacy", posiadający środki do inwestowania na poziomie ponad 50 mln złotych. Fakt inwestowania przez takie osoby przez swoje zamknięte fundusze lub struktury na Malcie czy też w Luksemburgu, oznacza, że ich zyski kapitałowe uzasadniają ponoszenie kosztów funkcjonowania tych struktur w wysokości co najmniej 300 tysięcy rocznie. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że zryczałtowany podatek będzie dla nich atrakcyjny;

  • Zagraniczni menedżerowie wyższego szczebla pracujący w przedsiębiorstwach zlokalizowanych w Polsce, których część może zdecydować się porzucić swoją dotychczasową jurysdykcje podatkową, na rzecz ryczałtu w Polsce.

Wpływ na finanse państwa

Wpływ owego rozwiązania na budżet państwa może być niebagatelny. Wprawdzie szacowanie liczby osób majętnych jest bardzo trudne, ale można przyjąć, że jeśli tylko 10% rocznie zdecyduje się na zryczałtowany podatek, to ich liczba będzie wahać się między 800 a 1300. Co więcej, rozwiązanie to może sprawić, iż pod polską jurysdykcję wróci kolejne 100 – 200 osób rocznie. Jeśli taka instytucja byłaby trwała, to może potencjalnie przyciągać zamożne osoby również z innych krajów – nawet do 1000 osób rocznie. Dla budżetu państwa oznacza to dodatkowe kilka (4-8) mld. PLN rocznie. Jest to suma niebagatelna, porównywalna przykładowo z obecnymi wydatkami na naukę. Podkreślić należy również fakt, że dzięki takiemu rozwiązaniu więcej kapitału zostanie w Polsce lub do niej trafi, co winno przełożyć się na poprawę koniunktury gospodarczej. W dobie zbliżającego się spowolnienia może mieć to szczególne znaczenie.

Proponując jednakże podatek zryczałtowany, pamiętać należy o wpływie czynnika losowego na życie ludzkie. Dziesięcioletni okres zwolnienia podatkowego za cenę pięciu milionów złotych jest bardzo długi i część podatników może uznać, że przy takiej dozie niepewności związanej z przyszłością, cena początkowa jest zbyt wysoka. Pamiętać należy, że podatek zryczałtowany można uznać za inwestycję, gdzie w okresie zerowym płaci się pięć milionów, a w dziesięciu następnych zyskuje kwotę, która w innym wypadku przepadałaby tytułem podatku. Nie jest jednakże pewne, czy inwestycja w ogóle przyniesie zysk, pewna jest jedynie stuprocentowa strata pięciu milionów w okresie zerowym. Dostępna literatura analizująca procesy decyzyjne w warunkach ryzyka wskazuje ponadto, że decydenci z reguły preferują loterię, aniżeli pewna, nawet znacznie mniejszą stratę (szereg artykułów, chociażby Kahneman i Tversky, Prospect Theory albo Brandstätter i inni, The Priority Heuristic). Dlatego też rozważyć można rozwiązanie alternatywne, polegające na ryczałcie rocznym. Wysokość ryczałtu ustalona byłaby w sposób następujący: początkowo oferowałoby się określoną liczbę ryczałtów w niższej wysokości, na przykład 300 tys. złotych rocznie. Po jej wyczerpaniu się, następna oferowana kwota byłaby 50 tys. złotych wyższa, itd. aż do 500 tys. złotych rocznie, która to stawka oferowana byłaby już wszystkim pozostałym podatnikom bez wyjątku. O przyznaniu ryczałtu w niższej stawce decydowałaby kolejność zgłoszeń bądź losowanie. Taka metoda zabezpiecza podatnika przed nieszczęśliwymi wypadkami, jakie mogłyby go spotkać w ciągu dziesięciu lat.

Co dalej? Letarg czy poważna debata?

Dyskusja na temat dodatkowego obciążenia najbogatszych wraca jak bumerang, w związku z nadchodzącymi wyborami. Przypuszczać można jednak, że zaraz po nich odejdzie on w niebyt. Partie zdają sobie sprawę z ryzyka i nieefektywności modyfikacji statusu quo, a cała dyskusja ma na celu nie tyle realną chęć zmian, co zdobycia dodatkowych głosów. Jeżeli jednak temat ma zostać podjęty na poważnie, reformy trzeba precyzyjnie przemyśleć. Niska innowacyjność, niewielka stopa inwestycji, ograniczone finansowanie venture capital, trudności w przyciąganiu najlepszych specjalistów – to wszystko realne problemy polskiej gospodarki. Warto ich nie zwiększać i uważać, by nadmierne czerpanie z tytułowej studni nie doprowadziło do odkrycia, iż jednak ma ona dno. Uderzenie wiadra o kamienie odczujemy wtedy wszyscy.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ