GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?
na żywo
Producent e-papierosów pozwany za wprowadzające w błąd reklamy

Prokurator generalny stanu Nowy Jork oskarżył czołowego producenta e-papierosów, firmę JUUL o reklamowa...

pokaż więcej
Ważny wyrok w temacie mobbingu

Sąd wydał orzeczenie w głośnej sprawie samobójstwa inżyniera pracujacego dla japońskiej centrali Toyoty...

pokaż więcej

Trzydziestokrotność. O co toczy się spór?

23 października 2019, 00:45 / Opracowanie własne. Zdjęcie: pixabay
Trzydziestokrotność. O co toczy się spór?

Zniesienie limitu trzydziestokrotności jest jednym z najczęściej omawianych pomysłów ekipy rządzącej. Na czym jednak polega ów tajemniczy mechanizm? Jest on wpisany do ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych i polega na tym, że od nadwyżki ponad trzydziestokrotność prognozowanego miesięcznego wynagrodzenia na dany rok nie pobiera się składek emerytalnych i rentowych. Dla pracodawcy oznacza to, że jego koszty ulegają zmniejszeniu o dwie proporcjonalnie największe składki, zaś pracownik od pensji brutto nie ma odejmowanej mniej więcej połowy kwoty, którą do tej pory przekazywał ZUSowi.

Tyle trzeba, mniej więcej, miesięcznie zarabiać w 2019, by odczuć trzydziestokrotność w ostatniej pensji.

Prognozowane przeciętne miesięczne wynagrodzenie w roku 2019 wyniosło 4765 zł brutto, co oznacza, że aby realnie poczuć trzydziestokrotność, pracownik powinien zarabiać mniej więcej 12 tys. zł brutto miesięcznie. Wtedy, jego ostatnia pensja nie byłaby już oskładkowana z uwagi na przekroczenie trzydziestokrotności. Niestety, pensja na poziomie 12 tys. nie jest spotykana często. Z tzw. „kompendium” Ministerstwa Finansów [link], opartym o mikrodane PIT-ZUS wynika, że próg trzydziestokrotności w 2016 przekroczyło około 3% zatrudnionych na umowę o pracę, czyli niecałe 411 tysięcy podatników. Oczywiście pensje od 2016 poszły do góry, ale najszybszy wzrost jest domeną najmniej zarabiających, z uwagi na znaczne podwyżki pensji minimalnej. Można zatem relatywnie bezpiecznie założyć, że odsetek podatników przekraczających 30 krotność pozostaje podobny, a ich liczba oscyluje w okolicach 400 tysięcy, liczba, w perspektywie krajowej, niewielka.

Tylu Polaków przekroczyło w 2016 limit trzydziestokrotności.

Co to oznacza z punktu widzenia arytmetyki wyborczej? Grupa jest nieduża, a co gorsza niespójna wewnętrznie. Limit trzydziestokrotności przekraczają osoby z różnych zawodów, różnej płci, z różnych miejscowości i o różnym wieku. Osobom tym znaleźć wspólne mianowniki jest dość ciężko, co utrudnia im walkę o swoje prawa. Sama idea demokracji sprawia, że politykom korzystniej jest zabiegać o względy mniej zamożnego obywatela, niż reprezentantów elity w swoich zawodach, gdyż w wyborach przekłada się to na wyższe poparcie. Zabawę w Robin Hooda widać zresztą na każdym kroku: przykładem może być chociaż 30% PIT.

Ile zatem można zyskać na zniesieniu trzydziestokrotności? Różnorakie szacunki mówią o kwocie 5 mld zł. Nie jest to mało. Za kwotę tę można by wybudować trzy stadiony narodowe, czy 135 km autostrad rocznie. Pytanie jednak, czy sięgniecie po te pieniądze nie będzie miało żadnych negatywnych konsekwencji? Zacznijmy od oczywistych minusów:

1. Wątpliwym jest, by zniesienie trzydziestokrotności zapewniło zakładane przychody budżetowe. Bardzo prawdopodobnym jest, że przy większym obłożeniu zamożnych pracowników różnorakimi daninami, sami pracodawcy będą zachęcać ich do rozliczania się działalnością gospodarczą. Relatywnie wysoki ZUS nie stanowi tu problemu, bowiem i tak jest znacznie niższy od opłacanych składek;

2. Część pracowników, wykorzystując swoją pozycję poszukiwanych ekspertów będzie chciała przerzucić obciążenie na pracodawcę, żądając podwyżki. Przy obecnym niskim bezrobociu, znalezienie zajęcia, które zaciekawi wykwalifikowanego specjalistę nie jest nadmiernie trudne. Zwiększenie kosztów prowadzenia działalności spowoduje podwyżkę cen, co będzie miało wpływ na cały łańcuch wartości;

3. Obciążanie najbardziej wykwalifikowanych pracowników dodatkowymi daninami zarówno zniechęca rodaków do pozostawania w kraju, jak i odstrasza utalentowanych obcokrajowców, którzy widzieliby w Polsce miejsce do robienia kariery. A talentów nam brakuje, co podkreślają różnorakie zagraniczne opracowania, chociażby Global Competitiveness Report;

Wyżej przedstawionym argumentom można jednak zarzucić, że są one nadmiernie „ekonomiczne” tj. hipotetyczne i gdybające. W końcu przyciąganie talentów to problem zbyt złożony by spłycać go do kwestii pensji. Gdyby tylko pieniądze się liczyły, wówczas wszyscy eksperci pracowaliby w krajach o najwyższych stawkach, a tak przecież nie jest. Z kolei przejście na działalność jest również wątpliwe, zresztą i samozatrudnienie można przecież zreformować, by uniknąć sytuacji, w której pracownik przechodzi na dg, a nadal łączy go z pracodawcą umowa mająca wszelkie znamiona umowy o pracę.

Pora zatem na mniej oczywiste argumenty:

4. Zniesienie limitu trzydziestokrotności spowoduje konieczność wypłacania horrendalnie wysokich emerytur za kilkanaście – kilkadziesiąt lat. Niestety, w przyrodzie nic nie ginie. ZUS od dawna jest traktowany przez różne rządy jako etatowy pożyczkodawca, wszak nie jest żadną tajemnicą to, że obecne składki służą spłacaniu obecnych emerytów i wcale nie są odkładane do sejfu, by zabezpieczały naszą starość. Jeżeli jednak każemy owym 400 tysiącom zamożnych Polaków wpłacać więcej na ZUS, to w momencie gdy przejdą oni na emeryturę, będzie im przysługiwało znacznie wyższe świadczenie. Po prostu opłacić ich będzie musiało przyszłe pokolenie. Naszym dzieciom będzie jeszcze trudniej, bo za dwadzieścia kilka lat pracujących będzie znacznie mniej niż obecnie, a emerytów więcej;

5. Pięć miliardów rocznie nie rozwiązuje problemów. W niedawnej analizie oszacowaliśmy koszt obietnic wyborczych wraz z niezbędnym pakietem inwestycji w energetykę i zbrojenia na ok 40 mld zł. rocznie. Chociaż 5 mld zł. to bardzo duża kwota, to jednak niewystarczająca. Krajowi potrzebne są głębsze reformy, dobrym pomysłem będzie walka z szarą strefą i ograniczanie luk w innych podatkach niż VAT.

Czy trzydziestokrotność zostanie zniesiona? Nie wiadomo. Z jednej strony jej zniesienie zostało wpisane do budżetu na 2020, jednakże w obozie rządzącym coraz głośniej mówi się, że konieczna będzie jego nowelizacja. W obecnym parlamentarnym tyglu nic nie jest jeszcze klarowne. Wiadomo jedno - Polacy, jak zwykle, sobie poradzą. 

Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Redaktor naczelny

przeczytaj także

© 2019. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ