GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?
na żywo
Producent e-papierosów pozwany za wprowadzające w błąd reklamy

Prokurator generalny stanu Nowy Jork oskarżył czołowego producenta e-papierosów, firmę JUUL o reklamowa...

pokaż więcej
Ważny wyrok w temacie mobbingu

Sąd wydał orzeczenie w głośnej sprawie samobójstwa inżyniera pracujacego dla japońskiej centrali Toyoty...

pokaż więcej

Flyvbjerg: podstawowym problemem z unijnymi funduszami jest to, że są one postrzegane jako darmowe pieniądze

3 listopada 2019, 23:29 / Wywiad PolishBrief. Zdjęcie: Bent Flyvbjerg
Flyvbjerg: podstawowym problemem z unijnymi funduszami jest to, że są one postrzegane jako darmowe pieniądze

Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu z jednym z czołowych ekspertów w dziedzinie geografii ekonomicznej na świecie, profesorem Uniwersytetu w Oksfordzie, Bentem Flyvbjergiem. Dzisiaj, rozmawiamy o tym, jak rozsądnie inwestować w infrastrukturę, unikając dwóch wszechobecnych pułapek oraz czy Unia Europejska dobrze robi, przeznaczając tyle pieniędzy na różnorakie subsydia. W drugiej części omówimy budowę Centralnego Portu Lotniczego i zastanowimy się, czy Polska dobrze robi, próbując stać się regionalnym hubem.

PolishBrief: Pierwsze pytanie, jakie chcielibyśmy Panu zadać dotyczy dwóch pułapek związanych z inwestycjami w infrastrukturę. Pierwsza to obfitość środków unijnych. Inwestycje często są rozpoczynane tylko po to, by wykorzystać fundusze, które inaczej nie byłyby przyznane. Sytuacja taka miała miejsce np. w Hiszpanii, gdzie wybudowano wiele lotnisk, które nigdy nie były używane. W jednym z poprzednich wywiadów wymienił Pan drugą pułapkę – pragnienie polityków, by pozostawić po sobie ślad, by zostać zapamiętanymi. Z tego powodu, dążą oni do inwestycji w infrastrukturę. Jak rząd może ominąć te pułapki i stworzyć rozsądną strategię rozwoju? Czy poleca Pan jakieś konkretne procedury?

Bent Flyvbjerg, Oxford University: Pierwsza pułapka, środków unijnych, jest bardzo skomplikowana. Przypuszczam, że celem takich funduszy jest zachęcić kraje członkowskie do aplikowania o nie. Kraje mają jednakże tendencję do traktowania tych pieniędzy jak darmowe, choć podejście to jest z oczywistych powodów błędne. Pochodzą one od krajów członkowskich, ale gdy tylko zostaną zebrane przez Brukselę i rozdane jako subsydia w obszarze infrastruktury, postrzega się je jako darmowe. To naprawdę zły pomysł. Każdy ekonomista to potwierdzi – to zła alokacja zasobów. Rozwiązaniem byłoby, gdyby Unia Europejska zdała sobie z tego sprawę i przestała to robić, uzasadniając to efektywnością ekonomiczną. Należy przestać działać tak, jak gdyby istniały darmowe pieniądze na infrastrukturę. Inwestycje, które Pan wymienił to bardzo widoczny przykład tego problemu, ale jest ich wiele więcej, np. ‘niewidzialne’ niewykorzystywane drogi w Europie Południowej. To jest problem. Budowanie infrastruktury dla samego jej budowania nie ma żadnego sensu, ale to właśnie się dzieje, gdy rozdaje się darmowe pieniądze na lewo i prawo.

Swoją drogą, to ciekawy przypadek dla badaczy. Można to traktować jako wielki eksperyment społeczny. Niektórzy uważają, że budowanie infrastruktury prowadzi do wzrostu ekonomicznego. Na własne oczy możemy zobaczyć, że nie jest to prawda. Kraje takie jak Portugalia wydały mnóstwo pieniędzy na infrastrukturę i nijak nie przyczyniło się to do wzrostu gospodarczego, poza krótkotrwałym wzrostem wynikającym z budowania tejże infrastruktury. Długoterminowo, budowanie wszystkich tych dróg i torów kolejowych nie przyniesie wzrostu. Dobrą ilustracją tego jest porównanie Irlandii i Portugalii. Irlandia cieszyła się bardzo szybkim wzrostem gospodarczym, do kryzysu w 2008, bez jakichś znacznych inwestycji w infrastrukturę, tymczasem Portugalia zbudowała jej dużo i nie wiodło jej się najlepiej. Te dwa kraje są przykładem tego, że teoria, jakoby budowanie infrastruktury skutkowało wzrostem, a brak inwestycji w tym obszarze powodował brak wzrostu, nie sprawdza się.

Stąd, podstawa to pozbyć się darmowych pieniędzy rozdawanych przez Unię Europejską. Oczywiście decyzja taka leży w gestii Unii i krajów członkowskich. Druga pułapka, dotycząca upodobania polityków do budowania wielkich projektów jako monumentów, to inna historia. Politycy lubią budować takie monumenty za pieniądze podatników w swoich krajach czy miastach, tam gdzie żyją. To epidemia. Wielu polityków i innych decydentów otwarcie przyznaje się, że budowanie wielkich projektów dostarcza znacznej satysfakcji, bo staje się dziedzictwem. To jest podstawowa przyczyna, dla której lubią to robić. Sposobem, by to powstrzymać jest upewniać się, że budowane projekty rzeczywiście spełnią swoją rolę: zgodnie z założeniami poprawią życie obywateli, po przeznaczonym na ten cel koszcie. Celem projektu nie może być zbudowanie monumentu. Mogą być wyjątki , ale ogólnie projekty mają przyczyniać się do wzrostu gospodarczego.

Zgoda, najlepiej byłoby gdyby Unia przestała rozdawać te pieniądze, ale przypuszczam, że będzie to dość trudne. Może natomiast istnieją jakieś procedury, które zatrzymają generowanie liczb? Co przez to rozumiem: czasami budowana jest autostrada, która ma dwa pasy i nie przyczynia się specjalnie do wzrostu gospodarczego, bo jest wiecznie zakorkowana, albo prawie nieużywana, ale wygląda dobrze na papierze. Polityk może wtedy powiedzieć „Zbudowałem 300km autostrad w tym regionie”. Czy są jakieś algorytmy, procedury by lepiej wykorzystywać te pieniądze? Na przykład „przynajmniej trzy pasy w jedną stronę” albo „upewnić się, by przynajmniej tylu i tylu ludzi miało dostęp do tej drogi”. Może warto pójść w tę stronę?

Cóż, ulepszanie tego, co się buduje jest zawsze dobre, ale myślę, ze podstawowym problemem z unijnymi funduszami jest to, że są one postrzegane jako darmowe pieniądze, co czyni cały proces decyzyjny mniej racjonalnym. Poza tym, na wydawanie funduszy unijnych często są określone terminy. Muszą zostać spożytkowane do konkretnego dnia, co sztucznie przyśpiesza część projektów. Kraje rozpoczynają inwestycje, na które nie są gotowe, ale robią to, bo to jedyna droga, by skorzystać z finansowania unijnego.

Myślę, że to różne warianty darmowych pieniędzy czynią największe szkody. Mam wrażenie, że Unia to rozumie. Ponadto, nie należy traktować tego jako czegoś niemożliwego do zlikwidowania. To trochę jak z subsydiami w rolnictwie. Chociaż to wielkie sumy i są one powszechnie używane w całej Unii, rośnie świadomość, że nie jest to coś dobrego i powinniśmy się tego pozbyć. Nie jest to proste, bo uderzy to w rolników. Jeżeli twój biznes objęty jest subsydium i nagle ono zniknie, masz problem. Trzeba to robić stopniowo i myślę, że właśnie to będzie miało miejsce. Te i inne subsydia, summa summarum, albo zostaną zmniejszone, albo zlikwidowane.

Jak rząd powinien sobie poradzić z rosnącymi kosztami? Przykładowo w Polsce, kontraktorzy schodzą z budów, ponieważ umowy opiewały na, przykładowo miliard Euro, ale po pewnym czasie ceny materiałów znacząco wzrosły i obecnie ten miliard to zwyczajnie za mało. Czy można w jakiś sposób chronić firmy przed taką sytuacją, zwłaszcza jeżeli w grę wchodzą pieniądze unijne?

Można i nie ma tu większego znaczenia, czy pieniądze pochodzą z Unii, czy też nie. Trzeba być ostrożnym. Nie można zawsze wybierać najniższej oferty. Czasem coś, co jest najtańsze na papierze, nie jest najtańsze w rzeczywistości, jest po prostu najtańsze na papierze. To wielki błąd, wybierać wykonawcę tylko dlatego, że przedstawił on najniższą ofertę. Trzeba przeanalizować jego historię, zobaczyć, czy są w stanie zrealizować zamówienie, czy też nie. To pierwszy krok. Nie należy wybierać najtańszego wykonawcy, należy wybrać najlepszego, takiego, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa dostarczy końcowy produkt za rozsądną cenę. Drugie, co można zrobić, jeżeli występuje wysokie ryzyko inflacji, to przedyskutować, kto ma ponosić to ryzyko? Czy sprawiedliwym jest, by ponosił je wyłącznie wykonawca? Nie. To niesprawiedliwe obarczać budowniczych ryzykiem inflacji, czy rosnących kosztów pracy. Kwestie te powinny zostać omówione między zamawiającym a wykonawcą w momencie spisywania kontraktu. Jeżeli nie chcecie, by kontraktorzy opuszczali teren budowy, musicie upewnić się, że będą oni mogli wyżyć ze swojej pracy. Jeżeli nagle muszą ponieść całe ryzyko związane ze wzrostem kosztów, zarówno materiałów, jak i robocizny, mogą znaleźć się w sytuacji, gdzie jedyne, co im pozostanie to odejść z budowy albo zbankrutować.

Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Redaktor naczelny

przeczytaj także

© 2019. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ