GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Podatek cukrowy - zalety i wady nowej daniny [ANALIZA]

9 grudnia 2019, 23:20 / Opracowanie własne na podstawie źródeł w tekście. Zdjęcie: flickr, autor: Marco Verch
Podatek cukrowy - zalety i wady nowej daniny [ANALIZA]
Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

Ostatnimi czasy do konsultacji międzyresortowych trafiła Strategia Onkologiczna, rządowy plan poprawy zdrowia Polaków i walki z nowotworami. W dokument, poza zapisami mającymi na celu zmniejszyć zapadalność i umieralność Polaków na raka, wpleciony został jednak nowy podatek nazwany cukrowym. Resort Zdrowia argumentuje, że danina ma na celu ograniczenie spożycia napojów z dużą zawartością cukru, a w dalszej perspektywie ograniczenie otyłości oraz zmniejszenie zapadalności na choroby związane z nadmierną masą ciała. Szacuje się, że podatek mógłby przynieść budżetowi 2.2 mld zł rocznie.

W teorii, idea jest słuszna. Zgodnie z danymi worldpopulationreview [link], Polacy szczupli nie są. Średnie BMI (masa ciała podzielona przez wzrost w metrach do kwadratu) wynosi 26.4 a ponad 23% populacji jest otyła (tj. ma BMI wyższe niż 30). Jest to wyższy odsetek niż we Włoszech (19.90%), Francji (21.6%) czy Szwecji (20.6%), ale za to jesteśmy szczuplejsi od Czechów (26%). Zaznaczyć w tym miejscu wypada, że BMI nie jest najlepszym miernikiem otyłości, zwłaszcza wobec rosnącego trendu bycia fit, bowiem nie rozróżnia czy dodatkowa masa jest tłuszczowa czy też mięśniowa. Przykładowo, BMI dwóch bardzo rozpoznawalnych w Polsce sportowców: Szymona Kołeckiego, mistrza olimpijskiego w podnoszeniu ciężarów oraz Mariusza Pudzianowskiego, pięciokrotnego mistrza świata strongman (obecnie obaj panowie zajmują się mieszanymi sztukami walki) to odpowiednio 26.88 oraz 33.81, zatem, według tabel BMI, nasz do niedawna eksportowy ciężarowiec zostałby uznany za jegomościa z nadwagą, a Dominator za osobę otyłą. Dane dot. otyłości różnią się jednak w zależności od źródła. Według Engla i Med [link], Polacy wcale nie cierpią na nadwagę, a jedyna grupa społeczna, w której odsetek jest nieco wyższy i może budzić pewien niepokój, to dzieci płci męskiej. Wspomnieć należy wreszcie o stanowisku Ministra Zdrowia, który w wywiadzie dla branżowego portalu medexpress.pl stwierdził, że większość Polaków ma nadwagę, a co czwarty otyłość [link].

Niezależnie od tego, czy uznamy Polaków za masywnych, czy też za lekkich, opracowania naukowe pokazują, że faktycznie, otyłość niesie ze sobą poważne konsekwencje. Laura Webber z zespołem [link] dokonała estymacji zapadalności na choroby związane z nadmierną masą ciała dla 53 krajów. Badacze szacują, że do 2030, co dziesiąty Polak będzie cierpiał na którąś z chorób związanych z nadwagą (rak, cukrzyca, zawały, choroby układu krążenia). Co ciekawe, chociaż przyjmowana przez rząd strategia zakłada walkę z nowotworami, to będą one stosunkowo najrzadsze. Najczęściej występować w Polsce będzie cukrzyca. Co jest jednakże najciekawsze, we wszystkich trzech 'szczuplejszych' krajach, jakie wymieniłem wcześniej (Włochy, Francja, Szwecja) zapadalność na choroby związane z otyłością będzie... wyższa. Dotkną one około 13% Włochów, 12% Francuzów i 10.5-11% Szwedów. 

Wykres 1: Szacowana liczba zachorowań na choroby związane z otyłością, do 2030.

Źródło: Webber L, Divajeva D, Marsh T, et al,The future burden of obesity-related diseases in the 53 WHO European-Region countries and the impact of effective interventions: a modelling study, BMJ Open 2014;4:e004787. doi: 10.1136/bmjopen-2014-004787

Leczenie kosztuje. Zgodnie z danymi amerykańskich Centers for Disease Control and Prevention, w 2008 roku koszt samej opieki medycznej Amerykanów z otyłością wyniósł 147 mld USD, a koszty związane ze spadkiem produktywności, zwolnieniami lekarskimi, etc. wyniosły od 3.4 do 6.4 mld USD (80 - 130 USD na osobę otyłą). Tremmel i inni podają, że w 2014 globalny koszt leczenia otyłości wyniósł 2 biliony USD. W przeglądzie literatury, badacze zwracają uwagę, że dotychczasowe badania szacują koszt leczenia, per capita, na 3 - 7 tys USD per capita dla Stanów Zjednoczonych (w zależności od metodyki) natomiast badania dla Niemiec wahają się od 772 Euro (Lehnert i inni, 2014) do 1244 Euro (Koenig i inni, 2015). Zainteresowani mogą znaleźć pełen artykuł tutaj [link]. Wreszcie, raport Instytutu Milkena (Waters i Graf) z 2018 wskazuje, że w USA, bezpośrednie koszty leczenia otyłości wyniosły 481 mld USD, a pośrednie, związane ze stratami produktywności itd. aż 1.24 bln USD. Łącznie, otyłość kosztuje USA ponad 9% PKB. Jednocześnie liczba osób z nadwagą lub otyłością jest szacowana na 180.5 mln. Przy populacji 327 mln daje to 55%. 

Wynik USA jest zbliżony do wyniku Polski, jeżeli wierzyć WHO [link]. Według organizacji, w 2008 roku, 58.6% Polaków miało nadwagę lub była otyła. Jeżeli przyjmiemy, że straty związane z leczeniem chorób związanych z masą ciała, oraz z powiązanym spadkiem produktywności są porównywalne do Amerykańskich, to otyłość kosztuje Polskę mniej więcej 6 mld USD rocznie, czyli, na złotówki, około 24 mld. Nie jest to mało, zatem zrozumiałe, że rząd chce się problemem zająć.

Tyle może kosztować Polskę otyłość jej obywateli

Pytanie jakie należy sobie jednak postawić, to czy podatek od cukru rzeczywiście zmniejszy konsumpcję słodzonych napojów i przyczyni się do ograniczenia otyłości, czy też jest kolejną daniną, która brzmi pięknie, ale tak naprawdę służy jedynie zapewnieniu dodatkowych wpływów do budżetu? W przypadku alkoholu, mimo podwyżki akcyzy w 2013, konsumpcja per capita rośnie. W przypadku wyrobów tytoniowych, według raportu CASE [link], produkcja z roku na rok rośnie. Dane dotyczące konsumpcji nie dają jasnej odpowiedzi, według GUS spożycie rośnie, według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej maleje, ponadto należy pamiętać o wyrobach tytoniowych zakupowanych przez migrantów oraz o szarej strefie i handlu przygranicznym, które to czynniki mają wpływ na statystyki. Czy jednak cukier wypada traktować tak samo jak alkohol czy tytoń? Znowu, badania naukowe pokazują, że tak. Zacytuję wyłącznie Dinicolantonio i innych (2017) [link], ale zainteresowany tematyką czytelnik bez trudu znajdzie inne publikacje. Wreszcie, wypada zaznaczyć, że za otyłość nie odpowiadają wyłącznie słodzone napoje. Niezdrowe jedzenie to też fastfoody, kebaby, słone i słodkie przekąski, ogółem przynajmniej kilka dużych regałów w każdym sklepie spożywczym, a tylko jeden z nich to napoje.

Wprowadzenie dodatkowego podatku, swoistej akcyzy na cukier, ponadto niekoniecznie musi przyczynić się do spadku konsumpcji słodzonych wyrobów. Ludzie zwyczajnie je lubią, zdążyli się do nich przyzwyczaić, wręcz uzależnić. Czy zatem będą kupować ich mniej? To wątpliwe, nie tylko ze względu na utrwalone preferencje. Warto pamiętać, że wyroby słodzone nie kosztują dużo, nie stanowią zatem wydatków, jakie przeciętny konsument zauważa. Czym innym jest wprowadzić podatek podnoszący cenę samochodu o 10%, bowiem taką podwyżkę zauważy każdy, kto planuje kupić auto. Oczywiście, każdy wybiera sobie taki samochód, jaki mu pasuje, jeden zakupi używanego Renault Safrane za 4000 zł, drugi nowego Dodge Hellcata za 500 tys, jednakże zwiększene ceny o 10% sprawi, że podwyżkę zauważy każdy, zwłaszcza, że samochód nie jest zwykle zakupem, jakiego dokonuje się lekką ręką. Inaczej jest w przypadku żywności, napojów, itd. Jeżeli nasza ulubiona restauracja nagle zwiększy ceny, zwrócimy na to uwagę, jednakże podwyżka cen soku o kilkanaście groszy nie zostanie zauważona przez konsumenta. Zakupów takich jak sok dokonujemy w ciągu dnia kilku, a w ciągu miesiąca pewnie ponad setki, płacimy za nie kartą lub gotówką, rzadko kiedy sprawdzając paragon. Oczywiście, w podsumowaniu miesiąca podwyżkę zauważymy, jednak obawiam się, że reakcja wiekszości Polaków będzie bardziej zbliżona do: "Ech, wydałam/em, 100 zł więcej, nie wiadomo na co, ale te pieniądze lecą" niż "O, podatek cukrowy kosztował mnie w tym miesiacu 100 zł, może ograniczę konsumpcję napojów z cukrem". Co gorsza, chociaż w przypadku niektórych napojów wiemy, że zawierają one dużo cukru, o tyle inne umykają naszemu postrzeganiu. Jako przykład można podać liczne napoje owocowe, czy nawet smakowe wody mineralne (słodzone na potęgę!). Ponieważ jednak napój to woda mineralna, nikt nie podejrzewa, że jest słodzona.

Wreszcie, w przypadku każdego podatku należy wspomnieć o stracie społecznej powodowanej przez każdy podatek. W rynku pozbawionym podatków, występuje krzywa popytu i krzywa podaży, obie krzywe przecinają się w punkcie równowagi, następuje sprzedaż q1 jednostek dobra za cenę p1. W przypadku wprowadzenia podatku, cena dobra wzrasta, co zmniejsza popyt. Jednocześnie producenci są mniej chętni by owo dobro produkować - wszak podwyższona cena nie trafia do ich kieszeni, tylko do skarbu państwa. Efekt to strata dla całego społeczeństwa, którym podzielą się po równo producenci i konsumenci. Jednakże wróćmy do tego, co zostało napisane wyżej: cukier potrafi uzależnić, ceny produktów objętych nowym podatkiem są niskie, przez co konsument zapewne ich nie zauważy, a producenci potrafią sprytnie maskować marketingiem rzeczywistą zawartość cukru w napoju. Można zatem przyjąć, że popyt jest stosunkowo nieelastyczny, przez co na podatku więcej stracą konsumenci, niż producenci. 

Wykres: Uproszczony wpływ podatku na dobro o nieelastycznym popycie, strata społeczna zaznaczona na szaro.

Podsumowując, chociaż decyzja rządu o walce z plagą otyłości jest słuszna, należy zastanowić się, czy sensowne jest obciążąnie obywatela kosztem walki z nią. W pewnym sensie można to traktować jako podatek od wagi. Jeżeli ktoś konsumuje dużo słodzonych napojów - niech sobie konsumuje dalej, ale musi liczyć się z tym, że zapłaci więcej do budżetu. Czy podatek zmniejszy popyt? Szczerze wątpię. Dodatkowe pieniądze w kasie państwa można natomiast oczywiście spożytkować na walkę z chorobami, dofinansowanie Służby Zdrowia, zapewnienie obywatelom lepszej opieki medycznej, czy nawet społeczne kampanie edukacyjne, które wytłumaczyłyby obywatelom, że może i dobrze być body positive i cieszyć się ze swoich krągłości, ale nadwaga wiąże się z poważnym ryzykiem zdrowotnym, którego nie warto zamieniać na kilka serduszek na Instagramie. Jeżeli wpływy tytułem podatku cukrowego rzeczywiście zostałyby przeznaczone na te cele, to nawet nie miałbym zbyt wielkich pretensji. Faktycznie bowiem, w sytuacji w której służba zdrowia jest publiczna, za leczenie chorób związanych z otyłością płacą wszyscy obywatele, nawet ci, którzy całe życie dbali o zdrowie. Podobnie jest z leczeniem palaczy - na terapie dla nich zrzucają się także ci, którzy nie zapalili ani jednego papierosa w życiu. Co więcej, im kto zdrowszy, tym rzadziej korzysta z opieki medycznej, przez co tym więcej składa się na innych. 

Wolałbym jednak, by koszt daniny (jeżeli już trzeba ją wprowadzać) ponieśli ci, którzy obywatela tak ochoczo cukrem karmią. Nie uderzałbym tu jednak w detalistów. Żadna tu ich wina, oni jedynie dostarczają towar, którego oczekuje na półce konsument. Jeżeli uderzać podatkiem to w producentów. Ponadto chętnie zobaczyłbym w reklamach wszystkich cukrowanych napojów informację o zawartości białego kryształu prosto z buraka. Na butelkach alkoholu mogły pojawić się informacje, że nawet 25 gramów czystego etanolu szkodzi kobietom w ciąży, nie widzę powodu dla którego na etykiecie napoju nie można umieścić czytelnej informacji o zawartości cukru. Może to nieco oświeciłoby społeczeństwo, bo jednak najskuteczniejszą metodą walki z otyłością jest poprawianie świadomości społecznej.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ