GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Piechociński: realna jest groźba radykalnego podniesienia stóp procentowych w IV kwartale [WYWIAD]

29 stycznia 2020, 23:13 / Wywiad PolishBrief. Zdjęcie: archiwum Janusza Piechocińskiego
Piechociński: realna jest groźba radykalnego podniesienia stóp procentowych w IV kwartale [WYWIAD]
Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

Przedstawiamy Państwu kolejny wywiad w tym tygodniu. Tym razem rozmawiamy z osobą niezwykle barwną, dawnym wicepremierem i ministrem gospodarki, a obecnie prezesem Polskiej Izby Przemysłowo-handlowej Polska-Azja, Januszem Piechocińskim. Poruszamy tematykę polskiego eksportu do Azji, jak go rozruszać, a także czy inflacja w Polsce jest problemem, czy też nie.

Od kilku lat Pan dystansuje się od bieżącej polityki i koncentruje na przedsiębiorczości i gospodarce ba nawet uzależnił przeprowadzenie wywiadu od wydzielenia politycznych wątków. Zacznijmy wiec od spraw globalnych. Co z ekspansją polskich firm na nowe rynki na przykład azjatyckie?

To proste, dzisiejszy sposób prowadzenia polityki, od konfliktu do konfliktu aby się tylko o mnie i mojej formacji, mówiło po prostu mnie nuży bo niczego dobrego nie niesie. Dlatego koncentruję się na sprawach gospodarczych a szczególnie ekspansji globalnej polskich firm. Popatrzmy więc na statystyki i to co one oznaczają dla Nas, Polaków.

W latach 2004-2019 poziom umiędzynarodowienia polskich przedsiębiorstw istotnie wzrósł, czego odzwierciedleniem jest zmiana relacji eksportu do PKB z 34% do ponad 53%. Obecnie ok. 80% sprzedaży zagranicznej kierowane jest do UE, która przez wiele lat była naturalnym kierunkiem ekspansji polskich firm z uwagi na swój duży i zamożny rynek oraz geograficzną, gospodarczą i polityczną bliskość. Biorąc pod uwagę zachodzące zmiany globalne pożądane staje się jednak zwiększanie obecności polskich firm na rynkach pozaunijnych - stanowiące kolejny, trudniejszy etap ich internacjonalizacji. Szczególnie atrakcyjnym celem wydaje się być Azja - rynek o olbrzymim potencjale popytowym (ok. 60% ludności świata) i rozwojowym (wieloletnia średnioroczna dynamika realnego PKB na poziomie blisko 5% - najwyższa ze wszystkich regionów globu).

Wartość polskiego eksportu do Azji jest – biorąc pod uwagę jej potencjał ludnościowy, a co za tym idzie również gospodarczy - niska. Sprzedaż na rynek liczący ponad  4,5 mld ludności wynosi bowiem mniej niż zaledwie 10-milionowy rynek czeski i stanowi niewiele ponad 20% tego, co polskie firmy eksportują do naszego głównego partnera handlowego Niemiec. O blisko 40% więcej niż do całej Azji polskie firmy wysyłają do krajów europejskich pozostających poza UE, których rynek liczy ok. 230 mln. Jeśli przeliczymy całą sprzedaż do Azji na liczbę zamieszkujących ją osób, to okazuje się, iż wynosi ona zaledwie 3 EUR, wobec 300 EUR sprzedawanych przeciętnie każdemu niepolskiemu obywatelowi UE (aż 1,1 tys. EUR w przypadku Czech), 66 EUR eksportu per capita na rynki pozostałych krajów europejskich czy też 13 EUR pozyskiwanych na rynku północnoamerykańskim ( dane za 2018).

Duże odległości dzielące Polskę od wielu rynków azjatyckich, a co za tym idzie wysokie koszty transportu, stanowią tego jedynie częściowe wytłumaczenie. Pod względem eksportu do Azji Polska zajmuje w Unii Europejskiej odległe, 12. miejsce (m.in. za Austria, Danią czy Irlandią). Eksportujemy do Azji najwięcej ze wszystkich nowych krajów członkowskich, lecz nasza przewaga względem niektórych znacznie mniejszych państw regionu jest stosunkowo niewielka (w przeliczeniu na 1 mieszkańca Czechy eksportują do Azji ponad 3-krotnie więcej niż Polska, Węgry zaś ok. dwukrotnie więcej). Słaba pozycja krajowych firm na rynkach azjatyckich znajduje odzwierciedlenie w niskim udziale Polski w łącznym unijnym eksporcie na ten kontynent - wynosi on zaledwie 1,6%. Sprzedaż na rynki azjatyckie stanowi jedynie 6% łącznej wartości polskiego eksportu, wobec średniej unijnej na poziomie ok. 14% i  21% w przypadku Wielkiej Brytanii.

Ponadto, wypada zaznaczyć, że polski eksport do Azji cechuje silna orientacja na rynki krajów Bliskiego Wschodu, dokąd trafia blisko 46% jego wartości.

Nie wygląda to najlepiej na tle europejskiej konkurencji. Co my sprzedajemy do Krajów Azji ?

Ponad połowa sprzedaży polskich firm na rynku azjatyckim (blisko 58%) przypada na wyroby najbardziej zaawansowanych technologicznie gałęzi przemysłu, do których zaliczyć należy: szeroko rozumiany przemysł chemiczny, maszynowy, elektromaszynowy i elektroniczny oraz środków transportu (w tym motoryzacyjny). Bardzo skutecznie eksport do Azji zwiększali producenci produktów rolnych i wyrobów spożywczych – wartość ich eksportu na rynki azjatyckie rosła w średniorocznym tempie ok. 14%, a ich udział w całkowitym przyroście eksportu w tym czasie wyniósł ok. 20%.

Dlaczego nie ma w eksporcie do Azji istotnego postępu?

Najważniejszymi przyczynami słabej obecności polskich firm na rynkach azjatyckich są:

  • mało komplementarna oferta produktowa w stosunku do oferty azjatyckich producentów;
  • wysoki udział kapitału zagranicznego w polskim przemyśle (fabryki globalnych koncernów znajdują się zarówno w Polsce, jak i w Azji) oraz podwykonawczy charakter produkcji wielu zakładów zagranicznych firm w Polsce
  • stosunkowo mała liczba dużych i średnich firm z krajowym kapitałem o prawdziwie globalnej skali działalności;
  • niedostateczne wsparcie systemowe dla małych i średnich firm;
  • niska skłonność do podejmowania ryzyk, z jakimi wiąże się ekspansja na odległe rynki. Oczywiście w detalach można wskazać jeszcze więcej.

Co wiec robić aby to poprawiać?

W budowaniu nowego i sprawnego Go Asia potrzeba nie tylko mocniejszego zaangażowania i nowych inicjatyw Rządu i jego agend wyspecjalizowanych w wsparciu procesu internacjonalizacji polskich przedsiębiorstw. W sposób szczególny trzeba, poprzez samoorganizację i wspólnotowe zmniejszanie ryzyk i kosztów, pobudzić działania organizacji biznesowych i grup polskich przedsiębiorców. Efektem moich praktycznych doświadczeń w realizacji Go China, Go Arabia i Go Asia w latach 2012-2015 było zainicjowanie nowego procesu dobrej internacjonalizacji poprzez diasporę azjatycką w Polsce. Nad Wisłą stale przebywa ponad 150 tysięcy osób z Azji. To nie tylko obywatele polscy z azjatyckim rodowodem to także coraz liczniejsze przedstawicielstwa azjatyckich firm i całkiem dobrze zorganizowane biznesowe diaspory. Powołanie w 2016 Izby Przemysłowo-Handlowej Polska Azja z sekcjami narodowymi krajów Azji na czele z reprezentantami polskich Chińczyków, Wietnamczyków, Arabów, Koreańczyków, Turków etc wyzwoliło dodatkowe możliwości współpracy i integracji. Efektem wspólnotowych działań i nowych potrzeb było uzgodnienie Projektu Centrum Polska i rozpoczęcie jego realizacji : przekształcenie największych tradycyjnych Centrów Handlowych kapitału azjatyckiego w Europie w Wolce Kosowskiej  (chińskie GD Poland, 5 centrów wietnamskich,  jedno tureckie) w Azjatyckie Miasto Biznesu z pełną obsługą potrzeb informacyjnych, prawnych, inwestycyjnych, handlowych, spedycyjno-logistycznych, certyfikacji, weryfikowania partnerów, wsparcia w egzekucji płatności.

Teraz już wie Pan co mnie, także zawodowo, kręci od 2016 roku. Chcemy aby polski przedsiębiorca poprzez Centrum otrzymał pełną wiedze o rynku, potencjalnych, zweryfikowanych partnerach, wzbogaconą ofertą rozwiązań logistycznych. W planach mamy nie tylko otwarcie stałych ekspozycji produktów firm azjatyckich ale także uruchomienie stałych ekspozycji eksportowych polskiej gospodarki z możliwością sprzedaży hurtowej. Ruszają  platformy e-handlu w głównych azjatyckich językach. Polska i polski biznes nie powinny zrezygnować z ambicji bycia hubem dobrych relacji na linii Europa Centralna – Azjatyckie  Firmy.

Przejdźmy do spraw krajowych. W grudniu zaskoczyła nas inflacja. NBP  i rząd uspakajają,  ze to przejściowa sytuacja…

A nie ma do tego pełnego uzasadnienia tylko życzeniowość, bowiem podwyżki cen energii elektrycznej (rozłożone na styczeń i luty), wywozu śmieci, akcyzy na alkohol i tytoń oraz efekty bazowe z poprzedniego roku podniosą inflację do ponad 4,5 proc. r/r w pierwszym kwartale. Rada Polityki Pieniężnej i Prezes NBP uspakajają i zakładają ,że inflacja będzie wyższa, w okolicach pułapu 3,8 proc., potem będzie spadać. Na styczeń zaś przewidują 3,6 proc. Za chwile minie styczeń i już będzie wiadomo jak kształtuje się tendencja i kto lepiej prognozuje.

Czy zatem wróci temat zmiany stóp procentowych?

Zacytuję wypowiedz Prezesa  NBP: "Przypuszczam, że pierwsza zmiana stóp, tak jak to dzisiaj widzę, to będzie ruch w dół. Koniunktura się obniży i będziemy chcieli do tej sytuacji dostosować stopy" .

To fatalna informacja dla oszczędności. Widać, że taką drogą NBP chce konsumpcyjnie pobudzać gospodarkę a przecież grudniowe 3,4 proc. inflacji oznacza najniższą realną stopę procentową w historii Polski po 1991 roku. Przypominam, w listopadzie było 2,6 rocznego wzrostu inflacji.  Zakładanie, że w końcówce II kwartału tempo podwyżek zacznie wygasać nie ma mocnych podstaw, realna za to jest groźba konieczności podniesienia i to radykalnego stóp procentowych w IV kwartale. Co to oznacza dla rekordowo zadłużonych polskich gospodarstw domowych, co dla firm i ich kondycji oraz inwestycji?

Zdecydowanie nie podzielam optymizmu NBP. Pierwszego stycznia 2020 zdrożało prawie wszystko. Wzrósł podatek od nieruchomości, opłaty czynszowe i administracyjne, przedszkolne. Wyższe są ceny posiłków w restauracjach i stołówkach, koszty dowozu i transportu. Tymczasem RPP i NBP lekceważą choćby kwestię oddziaływania istotnego wzrostu płacy minimalnej.

Warto wiec przypomnieć, że w polskich warunkach zwiększenie tejże to podniesienie wynagrodzeń w niemal co drugiej firmie… Zwracam tez uwagę, że bardzo istotny wpływ na poziom inflacji ma wzrost kosztów usług. Ta kosztowa inflacja wynikająca z korzystnych przecież dla budżetu państwa, ZUS  i pracobiorców rozwiązań ma też i drugą stronę. Po kilku miesiącach może przecież dać o sobie znać silny impuls bezrobocia szczególnie w biedniejszych częściach Polski, gdzie dominują małe i średnie przedsiębiorstwa. Wzrost cen, spadek konkurencyjności produkcji naszych przedsiębiorstw może być bolesny i radykalnie zmniejszający pozytywy transferów socjalnych. Widać to przecież było w 2019 roku, kiedy istotnie znowu zaczęła rosnąć skala ubóstwa i siła nabywcza kolejnych programów ze znaczkiem+. Zbierzemy także plon spowolnienia inwestycji i wydatków modernizacyjnych. Wzrost kosztów, brak dostatecznych inwestycji czy zakupu maszyn i urządzeń osłabia konkurencyjność polskich firm. Dlatego wieszczę głębsze niż rząd spowolnienie tempa wzrostu, pogorszenie sytuacji na rynku pracy, a co za tym idzie, wzrost upadłości firm i napięć społecznych.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ