GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Polska katastrofa demograficzna

19 lutego 2020, 23:52 / Opracowanie własne, grafika pixabay
Polska katastrofa demograficzna
Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

Ekonomiści twitterowi biją ostatnio na alarm, oto objawiła im się bowiem tajemna prawda, znana do tej pory jedynie kapłanom babilońskim i ich spadkobiercy duchowemu, wróżbicie Maciejowi. Za rewelacje odpowiada OECD, które, pozyskawszy sumeryjskie tablice z wiedzą zapomnianą, zaprognozowało, że w przeciągu 40 lat, Polska z 30 emerytów na 100 pracujących dojdzie do poziomu 70 kilku, a gorzej będą mieli jedynie Koreańczycy (z południa, ci z północy mają raj na ziemi) oraz Hiszpanie. Szok i niedowierzanie, Polska się starzeje.

Źródło: OECD

Bicie na alarm jest oczywiście chwalebne, im więcej ludzi podkreśla, że coś z demografią trzeba zrobić, bo nie tylko ZUS, ale i polska gospodarka tego nie wytrzyma, tym lepiej. Co jednak odpowiada za taki stan rzeczy? Zaniedbania są tu wieloletnie, a węzła gordyjskiego nie da się rozwiązać przecinając go programem klasy plus. Co ciekawe, literatura wcale nie przekreśla sensu bezpośredniego wsparcia finansowego dla noworodków (link). Wydaje się jednak, że 500+ nie odniosło spodziewanego efektu, gdyż nie zostały spełnione inne, ważne wymagania. W artykule omówię wyłącznie kwestie demograficzne, albowiem o systemie emerytalnym powiedziano już w zasadzie wszystko, co było do powiedzenia, a społeczne zaufanie do publicznych emerytur zostało ostatecznie, po wielu latach wysiłków, zamordowane. 

Diagnoza

Przede wszystkim ludzie, co do zasady, chcą mieć dzieci. Przez matkę naturę zostaliśmy tak zaprogramowani i wyposażeni w narzędzia niezbędne do przekazywania genów dalej. Parcie do prokreacji mamy zresztą nie tylko my, ale wszystkie istoty żywe. Ponieważ jednak jesteśmy istotami rozumnymi, decyzja o posiadaniu dziecka jest poprzedzona pewnymi przemyśleniami. Wyłączam tutaj z rozważań przypadkowe ciąże, bo te były, są i będą. Dla rodziców istotne jest jednakże, by po pierwsze dzieci przeżyły, po drugie, zostały im zapewnione godziwe warunki życia. Można tu podnosić casus krajów afrykańskich, gdzie współczynniki dzietności są najwyższe na świecie, a region jest biedny i niebezpieczny. To jednakże da się łatwo wytłumaczyć: ci ludzie nie mają na co czekać! Jeżeli tylko mają względny spokój - będą się rozmnażać. Podobnie w Republice Weimarskiej, stopa dzietności była najwyższa zaraz po wojnie. Społeczeństwo łączyło się w pary i zakładało rodziny bo cieszyło się pokojem, wszak nie wiadomo ile ten będzie trwał.

Dochodzimy tutaj do bardzo istotnego punktu. Dla przyszłych rodziców ważne jest bezpieczeństwo. I ekonomiczne, i militarne. Polska, niestety, jest krajem w trudnym położeniu. Co kilkadziesiąt lat przez nasz kraj przetaczała się jakaś wojna. Policzmy zresztą. Wojny z Zakonem Krzyżackim, powstanie Chmielnickiego, potop szwedzki, następnie rozbiory, Pierwsza Wojna Światowa, Wojna Bolszewicka, potem Druga Wojna Światowa, zależność od Rosji i dopiero po 1989 niepodległość. Wprawdzie ostatnie trzydzieści kilka lat mamy spokojne, jednakże, historycznie, nie możemy być pewni, czy za jakiś czas Polska po raz kolejny nie będzie musiała się przed kimś bronić. Do obrony zaś potrzebujemy silnego, sprawnego i dobrze wyposażonego wojska, a także rozbudowanej sieci sojuszy. To drugie mamy zapewnione - należymy do NATO i do Unii, a inicjatywa Trójmorza również służy umocowaniu międzynarodowej pozycji Polski. Modernizacja i szkolenie wojska to z kolei proces długotrwały. Na razie, na ten cel ma zostać przeznaczone ponad pół biliona złotych. Miejmy nadzieję, że za kilkanaście lat, armia polska, chociaż nie będzie nigdy najliczniejsza, będzie na tyle silna, by każdy potencjalny przeciwnik musiał zastanowić się 10 razy, zanim zdecyduje się na atak. 

Bezpieczeństwo ekonomiczne jest równie istotne. Jeżeli ktoś decyduje się na dziecko, ważne jest zabezpieczenie dochodów na najbliższe lata, tj. dla większości Polaków ochrona przed utratą pracy, a dla pozostałej, także bardzo istotnej części, dobre warunki do prowadzenia działalności gospodarczej. Z tym mamy niestety problem. Oczywiście, kobieta w ciąży jest chroniona na czas macierzyństwa, jednakże bardzo często to mężczyzna zabezpiecza rodzinę finansowo, podczas gdy kobieta pracuje (jeżeli w ogóle) w niepełnym wymiarze etatu, a resztę czasu poświęca na dzieci. Tymczasem mężczyzny nikt nie chroni! Może zostać bez ceregieli zwolniony i nie ma znaczenia tutaj to, że dopiero co jego rodzina się powiększyła. Poszukiwanie pracy to zaś kolejny stres, obciążenie, brak dochodów. Co więcej, efekt owego poszukiwania może okazać się średnio owocny. Pracę znaleźć łatwo. Dobrą pracę dużo ciężej. 

Prowadzący działalność gospodarczą także nie mają miodów. Oczywiście, pewne zmiany wprowadzone przez rząd sprzyjają małym przedsiębiorcom, ale inne mogą być dla nich zabójcze, na przykład podwyżki płacy minimalnej. Nagła, skokowa podwyżka, wymuszona ustawowo, raz nie daje pracodawcom czasu na dostosowanie się, dwa, najczęściej jest kompletnie nieuzasadniona ekonomicznie. Dodajmy też, że podniesienie pensji minimalnej brutto to też podwyżka wszystkich składek opłacanych przez pracodawcę, a te są niemałe. Nagły wzrost minimalnego wynagrodzenia wpływa znacznie na koszty. Ponieważ nie zawsze da się podnieść cenę (szczególnie w biznesach ceną konkurujących!) rezultat może być jeden - zwolnienia. Było 5 pracowników po 2000 brutto, minimalną podniesiono do 2500 - pracowników będzie czterech, każdy z piękną podwyżką, a piątego będzie żal. 

W tym miejscu pora na ciekawostkę. Pozwoliłem sobie pobrać najnowsze dane OECD dot. klina podatkowego na płacy oraz stopy dzietności i sprawdzić korelację. Oczywiście jestem świadom, że correlation =/= causation, ale wybaczcie, że na potrzeby artykułu nie wykonam testu przyczynowości Grangera czy analizy kointegracji, bo takie analizy wolę zostawić sobie do ewentualnej pracy naukowej i rozłożyć je w czasie, by się nie pomylić, a nie próbować postawić poprawny model na chybcika. Tak czy inaczej, korelacja jest ujemna i wynosi -0.29 co oznacza, że w krajach z wyższym klinem podatkowym na pracy jest niższa stopa dzietności.

I oto mamy pierwsze wskazówki dla rządzących!

Zamiast wypłacać świadczenia, może obniżmy podatki? Wprawdzie dane OECD są dla wszystkich, ale co powiedzielibyście Państwo na to, gdyby zamiast wypłacać świadczenia gotówką, obniżyć podatki rodzicom i oboje zabezpieczyć przed utratą pracy. Wystarczy np wprowadzić zapis, że trzy miesiące po narodzinach dziecka pracodawca nie może zwolnić świeżo upieczonego ojca, a po owych trzech miesiącach, okres wypowiedzenia wynosi 6 miesięcy (albo 3 miesiące + 3 miesięczna odprawa). Pewnie ktoś rzuci argument, że w takim razie pracownik nie będzie miał żadnej motywacji do pracy, skoro jest niezwalnialny, ale litości. Miejmy do siebie trochę zaufania i pozytywnych emocji. Pracownik chce pracować, nie trzeba wiecznie stać nad nim z batem. 

Zaprzestańmy też szokowych zmian dla przedsiębiorców. Zaproponujmy im w zamian trochę stabilności, sympatyczną skarbówkę i aparat państwowy. Urzędników, którzy odpowiadają za swoje decyzje, tak, aby właściciel miał świadomość, że pracownik US nie zniszczy mu biznesu, bo nie ponosi żadnych konsekwencji za pomyłkę. Wyrównajmy wreszcie sytuację w sądownictwie. W analizie dla Komisji Europejskiej, której byłem współautorem (link) zaznaczyliśmy wyraźnie - to nie wysokość podatków najbardziej dotyka biznes w Polsce, a niestabilność całego otoczenia. 

Oczywiście dodatkowo warto prowadzić odpowiednie kampanie informacyjne i promować wartości rodzinne. Dzieci to wydatek, ale wydatek ten jest wartościową alternatywą wobec wszechobecnego konsumpcjonizmu. Wydajemy pieniądze, często na rzeczy, które tak naprawdę nie są nam potrzebne, by imponować ludziom, na których nam nie zależy. Naturalnie, inwestycja w dziecko może okazać się nietrafiona, ale tutaj akurat bardzo wiele w rękach (i sercach) rodziców. 

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

3 komentarze

Tom.
Tom.
20 lutego 2020, 22:00
Jakie dzieci w kraju gdzie Polak Polaka utopilby w łyżce wody.
Trzeba być potworem , żeby w tym kraju dac życie dziecku , które do końca będzie się męczył ze skurw... .
ODPOWIEDZ
Kamil
Kamil
20 lutego 2020, 16:39
Szkoda, ze nie mamy w Sejmie takich ludzi jak Pan. Bardzo trafna analiza, aczkolwiek, brakuje mi watku o emigracji osob w wieku produkcyjnym. Sadze, ze to kolejny czynnik wpywajacy na kurczenie sie populacji. W samej Wielkiej Brytani jest prawie milion Polakow. Wiekszosc zalozyla rodziny dopiero tam, poniewaz w Polsce nie mieli szans na godna prace i utrzymanie dzieci.
ODPOWIEDZ
naczelny
naczelny
23 lutego 2020, 10:50
Dziękuję uprzejmie!
Oczywiście - emigracja do UK wyniknęła po części z powodów wspomnianych w artykule. Wielka Brytania jest silniejsza i gospodarczo, i militarnie. Jeżeli nie nastąpi znaczny kryzys bezpieczeństwa wewnętrznego, to ci ludzie tam zostaną, co jest przykre. Czy powetujemy sobie te straty migrantami ze wschodu? Być może częściowo, według mnie warto się starać, by Białoruś i Ukraina nie pojechały dalej na zachód. W tym momencie przypuszczalnie ktoś wypomni mi Wołyń, ale osobiście wolę patrzeć dalej, na czasy Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ostatni czas, kiedy Polska była potęgą.

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ