GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?
na żywo
IMF ma do dyspozycji 1 bln USD na walkę z pandemią

Szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Kristalina Georgieva, ogłosiła, że kryzys koronawirusa jest inny...

pokaż więcej
Zmiany obniżające podatki, dotyczące darowizn na walkę z koronawirusem

Zmienił się sposób odliczania darowizn od podatków. Wprowadzono mnożniki powiększające wartość o...

pokaż więcej
Polacy z lekiem na koronawirusa

Polskie Radio podaje, że Uniwersytet Jagielloński wspólnie z Małopolskim Centrum Biotechnologii opracow...

pokaż więcej

Globalizacja, czyli jak strzelić sobie w biodro

4 marca 2020, 23:40 / Opracowanie własne, grafika pixabay
Globalizacja, czyli jak strzelić sobie w biodro

Przez ostatnie 20 lat globalizacja była kluczowym słowem w nowoczesnych podręcznikach biznesowych. Każdy spec i guru od zarządzania pisał na jej cześć peany pochwalne. Jeżeli dodał do nich równie wszechobecną franczyzę i studia przypadku (oczywiście McDonald’s i Apple, gdzieżby inaczej) powstawał pełnoprawny podręcznik zarządzania, a on sam mógł z dumą tytułować się trenerem biznesu, coachem, czy co mu tam do głowy przyszło.

Historia oficjalna

Sens globalizacji w książkach uzasadniano pięknie. A to dywersyfikacja, a to otwieranie się na inne kultury, pomaganie słabiej rozwiniętym krajom poprzez ulokowanie części produkcji u nich, pomaganie sobie poprzez koncentrowanie się na obszarach dodających najwięcej wartości w – słowo klucz – łańcuchu, z lubością też odkopywano zasadę handlu Ricardo, który głosił, że kraje powinny produkować to, w czym najbardziej się specjalizują i wymieniać się towarami na światowym rynku. Chodziło ogólnie o to, że, przykładowo, bez sensu byłoby gdyby Grenlandia próbowała produkować wino, więc lepiej, żeby wytwarzała niedźwiedzie polarne i wymieniała je z Hiszpanią na wino. Jeżeli podniesiecie Państwo w tym momencie argument, że Iberyjczycy raczej nie potrzebują zbyt wielu niedźwiedzi polarnych – słuszna uwaga, przypuszczalnie dlatego hodowanie niedźwiedzi polarnych nie cieszy się zbytnią popularnością.

Historia prawdziwa

Prawda jest dużo bardziej prozaiczna – cięcie kosztów. Po co? Ano po to, żeby więcej zarobić. Wprawdzie decydenci i akcjonariusze mieli zwykle całkiem dużo, ale chcieli jeszcze więcej. W końcu gdy można sobie bez problemu pozwolić na 11 nowych Lamborghini w roku, to wypada dobić do tych 12, żeby wypadało raz na miesiąc. Trochę jak Jordan Belfort w Wilku z Wall Street, zdenerwowany, że nie dobił do 52 mln $ zysku rocznie, bo wtedy miałby milion na tydzień. Tak, czy inaczej, polityka cięcia kosztów doprowadziła do tego, że sporo produkcji, zwłaszcza tej pracochłonnej i prostej, przeniesiono do krajów ludnych i niedrogich. Przecież zamiast płacić Amerykaninowi 3 czy 4 tysiące $ za wykonywanie prostej pracy, można znaleźć Chińczyka, który zrobi to za 200. Oczywiście – w teorii – powinno to przynieść obniżkę cen, ale cena to ostatnie, co chce się obniżać, więc lepiej podziałać marketingowo i wytłumaczyć klientowi, że produkt ceny jest wart, zbudować markę i żądać tyle samo, a nawet więcej. Zysk trafia do kieszeni, oczywiście akcjonariuszy, ale i manager, który zlokalizuje produkcję w tanim kraju może liczyć na ładną premię. Jakie były tego efekty? Zgubne.

Wąż na własnej piersi

Globalizacja sprawiła, że USA i Europa Zachodnia sama wyhodowały sobie rywala w postaci Chin. Rywala bardzo groźnego, zdeterminowanego, dynamicznego i nie ograniczanego kagańcem w postaci kilkuletniej kadencji, co pozwalało im planować strategicznie. Pierwsze plany tego typu wyszły Chińczykom fatalnie (wielki skok towarzysza Mao), ale szybko uczyli się na błędach. Kiedy pojawiły się propozycje ulokowania w Chinach montowni oraz innych zakładów tego typu, Chińczycy się zgodzili, w zamian za transfer technologii (bez transferu nie było zgody), a co nie zostało przetransferowane i tak było wychwytywane, bo, jak już wspomniałem, mieszkańcy Państwa Środka głupi nie są i uczą się szybko. Wtedy problemu nikt nie widział. Super, mamy tanią montownię, nasz produkt złoży Wei za 200$, a nie John za 3 tysiące. A Chińczycy cierpliwie się uczyli, a jak się nauczyli, zaczęli produkować własne dobra high tech i obecnie są drugim krajem, po USA, który oblatuje myśliwiec 5 generacji. Bez globalizacji i transferu technologii taki skok byłby niemożliwy, ale przecież produkowało się taniej, wyższe zyski, więc warto było, a to, że obecnie sami musimy z chińskimi firmami konkurować? No, whoopsie daisie, następne pytanie proszę.

Niechciane, ale jednak kluczowe

Sektory praco i energochłonne tradycyjnie stanowią podstawę gospodarki. Weźmy na przykład produkcję stali, kluczową dla całej produkcji przemysłowej. Obecnie w takiej Unii Europejskiej, produkuje się jej mało. Prym wiodą firmy z Indii, które zresztą przejęły wiele hut na terenie Starego Kontynentu. Dlaczego? Bo w Unii droga jest praca i energia elektryczna, a w Indiach wręcz przeciwnie. Klimat? Są rzeczy ważne i ważniejsze. Unia, na szczęście, ale i tak bardzo późno, reaguje. Planowany jest podatek węglowy, tzw. carbon border tax, czyli opłata na różnicę emisyjności w produkcji oraz transporcie towaru z miejsca wytworzenia do granic Unii. Z nazwy wynikałoby, że ma on służyć klimatowi i globalnym ograniczaniu emisji, ale prawda przypuszczalnie jest inna. Globalizacja, chcący lub nie, zabiła w Unii kilka kluczowych sektorów. Gdy się lubimy, wszystko dobrze, natomiast gdy tylko pojawią się tarcia, jakiekolwiek uzależnienie zostaje natychmiast wykorzystane do walki. To jak w kłótni rodzinnej. Wujek sobie troszeczkę popija, a przynajmniej nie wylewa za kołnierz (ale nikomu krzywdy nie robi)? W porządku, nic się nie dzieje, chluśniem bo uśniem. Ale niech tylko jakaś ciotka pokłóci się z nim przy rodzinnym obiedzie, zaraz usłyszymy, że to alkoholik i niemalże menel. W gospodarce konsekwencje są dużo poważniejsze. Wyobraźmy sobie Unię całkowicie zależną od dostaw stali z Indii. Nagła kłótnia, Indie wstrzymują dostawy. Staje niemiecki przemysł, staje przemysł w innych krajach, nagle robi się bardzo poważny problem. A, że Indie nieco stracą? Koszty wliczone w ryzyko, Unia straci bardziej. Dodatkowym problemem jest to, że sektory wykańczane przez globalizację będzie ciężko ponownie uruchomić. Specjaliści branżowi się przekwalifikowali, albo wyemigrowali – w końcu przez kilkanaście lat nie byli potrzebni, know how zniknęło, infrastruktura przerobiona na hotele albo smutnie sypie się po troszeczku z dnia na dzień. Na kryzys relacji nie da się zareagować natychmiast, bo nie będzie miał kto, budowa nowych zakładów to kilkunastoletni horyzont. Oczywiście, ktoś powie, że przecież to czarnowidztwo, nikt z nikim się nie pokłóci. Odsyłam te osoby do studiowania zachowania Rosji, w sytuacji gdy ma monopol na dostawy jakiegoś surowca.

Podsumowując, chociaż koronawirus niewątpliwie uderzył w gospodarkę, to taki zimny prysznic może podziałać bardzo otrzeźwiająco na ekonomicznych decydentów na całym świecie.

Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

POZOSTAŁE MATERIAŁY

Koronawirus a biznes [ANALIZA]
31 marca 2020, 23:50 0 komentarzy
pokaz więcej

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

2 komentarze

Rumorek
Rumorek
8 marca 2020, 08:05
Panie Marku, kiedyś była taka interaktywna mapa. Jest szansa na nowa? Fajna byla
ODPOWIEDZ
naczelny
naczelny
9 marca 2020, 00:01
Szansa zawsze jest. Jak się odgrzebię z bieżączki, którą raczej będę miał zarzucony marzec, niewykluczone, że napiszę nową. Przyznam się jednak Panu bez bicia - z trzech obszarów data science (modelowanie, optymalizacja, wizualizacja) najmniej lubię wizualizacje. Z ciekawości - jakie obszary by Pan widział w tejże mapce?

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ