GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Największy wróg dyktatury... [FELIETON]

8 marca 2020, 23:50 / źródło: opracowanie autorskie / zdjęcie: pixabay
Największy wróg dyktatury... [FELIETON]

Dla władzy totalitarnej najgroźniejszy będzie człowiek taki jak Sokrates i władza totalitarna zawsze będzie starała się go zgładzić. Tego rodzaju pogląd wygłosiła wybitna filozof polityki, niestrudzona badaczka społeczeństw totalitarnych, Hannah Arend.

Można by w reakcji na tę opinię zadać głębsze pytanie: człowiek taki jak Sokrates, czyli jaki; jakie cechy posiadający?

„Wiem, że nie wiem”
Kim był Sokrates wiemy. Jeden z najbardziej znanych i chyba najwybitniejszych filozofów Starożytnej Grecji, mistrz – jeszcze chyba słynniejszego – Platona, prowadził z ludźmi niewinne rozmowy w Atenach i poprzez stosowanie metody majeutycznej, wydobywał ze swych interlokutorów prawdę, skłaniał ich do myślenia.

Wiele wieków później, inny wybitny filozof, tym razem niemiecki, Friedrich Wilhelm Nietzsche, nazwie Sokratesa ojcem racjonalizmu, gdyż to nie Oświecenie i Kartezjusz, jak przywykło się mówić było kolebką racjonalizmu, a racjonalizm rozpoczął się w Starożytnej Grecji, jego twórcą był właśnie Sokrates, reprezentujący stanowisko racjonalizmu etycznego, a więc poglądu, że zło może wynikać tylko z niewiedzy, bo gdy ktoś wie co to dobro, nigdy nie popełni zła.

Co więc takiego złego było w Sokratesie, że władza totalitarna (zdaniem Arendt) takiego archetypu człowieka się właśnie obawia? Jakie przymioty drzemią w człowieku podobnym do Sokratesa, że powoduje drżenie totalitarnej władzy, która za wszelką cenę stara się go zniszczyć, zabić, pozbawić istnienia.
Można wymienić wiele osobliwości Sokratesa: był człowiekiem aktywnym, był wolnym, był zdolny do poświęceń, był dobry.

Jednak władzę totalitarną niepokoiła szczególnie jedna, inna cecha występująca wyraźnie u Sokratesa oraz podobnych mu ludzi: zdolność do krytycznego myślenia, a także to, że wszystkie swoje decyzje, wszelkie swoje działania opierał na rozumie.

Gdy pewnego razu zapytano Wyroczni Delfickiej, kto jest najmądrzejszym człowiekiem na świecie (?), odpowiedziała jednoznacznie, że Sokrates, autor słynnych słów: „wiem, że nie wiem”. Zdanie to najlepiej pokazuje jego zdolność do krytycznego myślenia.

Krytyczny obywatel

Tego każda władza totalitarna zawsze najbardziej się boi: ludzi niezależnych intelektualnie, posiadających dystans do rzeczywistości, jak również trzeźwy ogląd sytuacji; krytycznie myślących, i stara się ich za wszelką cenę zniszczyć, zabić w nich myślenie.

Często zastanawiam się, jakie walory najbardziej są potrzebne człowiekowi pragnącemu być dobrym obywatelem. Można wymienić różne atrybuty: aktywność, zaangażowanie, partycypacja, kreatywność, świadomość, wrażliwość, solidarność, poświęcenie.

Przedstawiciel Szkoły Frankfurckiej, a także twórca Teorii Racjonalności Komunikacyjnej, zwanej również rozumem komunikacyjnym, współczesny niemiecki filozof i socjolog, Jürgen Habermas, jako przymiot w największym stopniu konstytuujący obywatela wymienia właśnie krytyczne myślenie.

Aktywna bierność

Utarł się fałszywy pogląd, że demokracja jest dla wszystkich. To jest właśnie jedno z największych wypaczeń demokracji, a także powodów stanowiących o tym, że demokracja w XX oraz XXI wieku tak bardzo się zepsuła: brak świadomych obywateli oraz krytycznego myślenia.
Demokracja jest dla ludzi krytycznie myślących, a przynajmniej myślących!

Tu można nawiązać do tego co zdaje się chciał nam powiedzieć Baruch Spinoza w „Etyce w porządku geometrycznym. Dowiedzionej”, że nic nam z aktywności skoro człowiek jest nieświadomy; nie może być mowy o aktywności bez świadomości; aktywny może być jedynie człowiek świadomy; aktywność jest konstytuowana przez świadomość; zaś bez świadomości nie ma człowieka aktywnego, nawet gdy jest on fizycznie aktywny, to intelektualnie pozostaje bierny.

Słyszy się często narzekania na zbyt małą frekwencję, na zbyt niskie uczestnictwo ludzi przy urnach wyborczych. Ale co nam po frekwencji wysokiej, skoro w wyborach wezmą udział osoby bierne i przede wszystkim nieświadome własnego wyboru, często głosujące wbrew sobie i własnym interesom?!

Co nam po takim uczestnictwie...?!

Tacy – nieświadomi, pozbawieni krytycznego myślenia ludzie, o niskim poziomie socjalizacji politycznej – zawsze podatni będą na populizm oraz manipulacje, staną się ofiarami własnej aktywności, a także polityków pozbawionych skrupułów.

Dwie mentalności kulturowe

Właśnie w tym punkcie istnieje główne napięcie powodujące współczesny – głęboki kryzys – życia demokratycznego, a przy okazji również życia obywatelskiego: pozorna, powierzchowna aktywność pozbawiona świadomości.
Na to właśnie zwraca uwagę Habermas, pokazując ewolucję dwóch różnych, przeciwstawnych mentalności kulturowych: 1) kulturę reprezentacyjną, charakterystyczną dla czasów monarchii, między innymi Wersalu i Ludwika XIV, który wypowiedział słynne słowa: „państwo to ja”; oraz 2) kulturę deliberatywną, właściwą dla okresu Oświecenia, kiedy wzrost zainteresowania literackiego oraz aktywności czytelniczej, spowodował wykształcenie się w ludziach zdolności do krytycznego myślenia, a także wydawania ocen publicznych.

To zaś powodowało warunki korzystne dla demokracji. Zdaniem Habermasa wspólnota komunikacyjna poprzez swoją deliberację, dyskurs oraz intersubiektywność mogła w najlepszym stopniu pełnić funkcję społecznej kontroli (kluczowy parametr życia demokratycznego) oraz forum wydawania opinii.

W ujęciu Habermasa, wspólnota dyskursu może być czymś w rodzaju trybunału, uprawnionego poprzez swoją intersubiektywność do wydawania sądów.

Polityka to przedłużenie etyki

Wbrew pozorom i różnego rodzaju twierdzeniom, etyka zawsze była blisko polityki. Już Arystoteles widział ścisły związek pomiędzy etyką a polityką, gdy definiował człowieka jako „zoon politikon” czyli „zwierzęcie polityczne” - człowieczeństwo dopełnia się we wspólnocie, uczestnicząc w Polis, w państwie, w społeczeństwie, człowiek rozszerza i wzbogaca swoją osobowość.

Etyka zawsze blisko jest polityki, tyle tyko, że często myli się właściwą relację jaka powinna być ustanowiona pomiędzy obydwoma obszarami, a idealny stosunek powinien być następujący: etyka formułuje zasady, reguły, normy, nakazy moralne, a polityka jest praktyczna, posiada znaczenie praktyczne, ma wdrażać postulaty etyki w życie, i ulepszać świat.

Nie niszczyć, nie degenerować, nie defraudować; tylko ulepszać.

Właśnie dlatego Gottfried Wilhelm Leibniz nazwał istniejący świat najlepszym z możliwych, gdyż posiada on w sobie wolność oraz pierwiastek doskonalenia. W opinii Leibniza, świat bez wolności, a w ślad za tym, pozbawiony możliwości doskonalenia, ewaluacji, byłby dużo gorszy.

– „Przesadnie pobożny teolog za wszelką cenę chce uwolnić Boga od winny jaką ponosi on za istnienie zła. Z kolei rozumnego polityka (by użyć określeń ze słynnego Leibnizowskiego dialogu) interesuje tylko zło możliwe do uniknięcia, szkody możliwe do naprawienia, działania podjęte w nadziei na lepszą przyszłość” – pisze wybitna znawczyni filozofii Leibniza, Concha Lopez Roldan, w książce „Żyjemy w najlepszym z możliwych światów”.

Polityk więc powinien być rozumny i myśleć o przyszłości, czyli nie o następnych wyborach, lecz o kolejnych pokoleniach. Obywatel zaś, czyli szersza kategoria ontologiczna, musi być przede wszystkim, aby móc podejmować dobre, trafne decyzje, wyposażony w krytyczne myślenie.

Do krytycznego myślenia odwołują się zarówno Immanuel Kant w „Krytyce praktycznego rozumu”, jak i Jürgen Habermas, w „Teorii Racjonalności Komunikacyjnej”. Z tą różnicą, że pierwszy widzi źródło moralnych norm, reguł, zasad oraz przestrzeń osądu działań i wyborów człowieka w jego wnętrzu, w głębi osobowości, w tej strukturze, którą psychologia nazywa często „ja”, zaś drugi przenosi ten atrybut, to uprawnienie na społeczną wspólnotę dyskursu.

Monolog zamiast dialogu

Dlaczego zepsuła się demokracja? Hebermas szczegółowo opisuję historyczną i zarazem dialektyczną ewolucję, w ramach której kulturę deliberatywną, a więc taką w której istnieje demokracja, pluralizm, cyrkulacja opinii, wspólnota, z powrotem zastąpiła kultura reprezentacyjna, charakterystyczna dla okresu monarchii, przed Oświeceniem, w której istnieć mógł tylko jeden autorytet – monarcha – i jedynie on miał prawo przemawiania, opinię publiczną kształtował dwór, zaś dla poddanych zarezerwowano jedynie rolę agregatu aplauzu, mogli (a właściwie mieli obowiązek) wydawać tylko aplauz.
We współczesnych czasach znów rolę autorytetu uzurpuje sobie tylko jeden człowiek i tylko on ma prawo zabierania głosu, kształtowania opinii, mówienia, co dobre, a co złe. Reszta ma bić prawo i skandować w nieskończoność nazwisko idola.

Popatrzcie na współczesne kongresy czy konwencje partii politycznych. Czy nie wyglądają one niczym koncert jednego muzyka albo spektakl jednego aktora?

Otumanienie

Jak pisze Habermas, „podmiotowość literacka” stworzona w Oświeceniu i wyposażona w walor krytycznego myślenia, została zastąpiona przez „podmiotowość postliteracką” (postoświeceniową), pozbawioną tego demokratycznego, obywatelskiego atutu; czyli człowieka świadomego, krytycznego, proaktywnego, wyparł człowiek nieświadomy i bezkrytyczny, żyjący – jakby to nazwał amerykański socjolog George Ritzer – w zmakdonaldyzowanej rzeczywistości, w której wszystko jest powierzchowne, ilościowe, ustandaryzowne, i ulega spłyceniu.

Człowiek współczesny został otumaniony różnego rodzaju socjotechnikami i narzędziami przeciągniętymi z przestrzeni kultury konsumpcyjnej, obszaru życia gospodarczego, na teren aktywności publicznej i polityki.

Dziś władza totalitarna czerpie z inżynierii społecznej całymi garściami, stosując rozmaite narzędzia przemocy (już nie fizycznej a symbolicznej), a najgroźniejszy dla niej jest człowiek taki jak Sokrates: myślący.

Francuski filozof, Michel Foucault, już dawno nazwał tę rzeczywistość społeczeństwem dyscyplinarnym – nie obywatelskim, a dyscyplinarnym, inwigilującym i stosującym subtelne represje wobec własnych obywateli.

Banalne zło

Zagrożenie dla dla społeczeństwa przez totalitaryzm nie istnieje wówczas, kiedy ugrupowania o skłonnościach totalitarnych popierane są przez fanatyków, bo oni zawsze takim formacjom udzielają wsparcia, tylko wtedy gdy poprzez swoją aktywność lub bierność zwolennikami partii totalitarnych stają się ludzie normalni.

Tu pojawia się problem „banalnego zła”, o którym pisała Hannah Arend. Nie chodzi o zło – jakby sugerowała nazwa – małe, błahe, gdyż totalitaryzm zawsze prowadzi do zła wielkiego, tylko o zło, u którego źródła, u którego podstaw leżą banalne motywy, determinowane konformizmem lub indywidualizmem.

Czy my w tej chwili w Polsce nie mamy z tym zjawiskiem do czynienia?

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

5 komentarzy

Ursus
Ursus
9 marca 2020, 08:46
Jeszcze i tutaj ten grafoman?
ODPOWIEDZ
Kimiś
Kimiś
9 marca 2020, 11:09
Mi tekst się podoba. Może Pan odnieść się merytorycznie co w nim jest nie tak?
naczelny
naczelny
10 marca 2020, 16:20
Tak
Do Autora
Do Autora
9 marca 2020, 08:22
Fajny tekst. Gratulacje, będzie Pan częściej gościł na PolishBrief?
ODPOWIEDZ
naczelny
naczelny
10 marca 2020, 16:19
Autorem nie jestem, ale nasza współpraca - o ile nic się nie zmieni, odpukać - będzie regularna

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ