GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?
na żywo
IMF ma do dyspozycji 1 bln USD na walkę z pandemią

Szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Kristalina Georgieva, ogłosiła, że kryzys koronawirusa jest inny...

pokaż więcej
Zmiany obniżające podatki, dotyczące darowizn na walkę z koronawirusem

Zmienił się sposób odliczania darowizn od podatków. Wprowadzono mnożniki powiększające wartość o...

pokaż więcej
Polacy z lekiem na koronawirusa

Polskie Radio podaje, że Uniwersytet Jagielloński wspólnie z Małopolskim Centrum Biotechnologii opracow...

pokaż więcej

Prof. Modzelewski: Zatraciliśmy pojęcie interesu publicznego [WYWIAD]

9 marca 2020, 23:46 / źródło: Instytut Nowej Europy
Prof. Modzelewski: Zatraciliśmy pojęcie interesu publicznego [WYWIAD]

Dlaczego tak się stało? Kto korzysta na  zawiłościach prawa podatkowego? Jakie skutki dla  integralności państw europejskich może mieć wzmacnianie pozycji przez międzynarodowe korporacje? Na te i inne pytania odpowiada profesor nauk prawnych i doradca podatkowy Witold Modzelewski.


Michał Banasiak: Wiele mechanizmów wyłudzeń podatków, do  jakich dochodzi w  państwach europejskich, wynika z samego faktu istnienia różnych przepisów w różnych państwach. Czy  jeśli założymy, że  poszczególne rządy faktycznie chcą podjąć skuteczną walkę w  tym  zakresie, to  wizja ujednoliconego prawa podatkowego w Unii jest realna?

prof. Witold Modzelewski: W  ciągu ostatnich dwudziestu lat wygenerowano największą katastrofę fiskalną w  historii Europy oraz naszego kraju. Nigdy, żadne państwa nie doświadczyły takiej skali bezwzględnej utraty wpływów do  budżetu z  VAT i  akcyzy. Suwerenność podatkowa to  domena państw, a  zatem żeby mówić o  jednym unijnym ustawodawstwie dotyczącym VAT czy  akcyzy, trzeba by  mówić o  powstaniu europejskiego państwa federacyjnego.

Mało kto stawia dzisiaj na taki scenariusz.

Za 15-20 lat możliwe są dwa warianty: przekształcenie się w  Unii w  coś na  kształt ONZ, a  więc  w  fasadową organizację, która nie  jest samodzielnym graczem; ma swoje oficjalne rytuały, lecz pod tym płaszczykiem załatwiane są  partykularne interesy i  interesiki. Mówiąc krótko, ten  wariant oznacza luźny związek nieprzeszkadzających sobie zbytnio państw. Druga opcja to  wydzielenie się z  obecnej Wspólnoty kilku krajów dążących do  stworzenia „małej” federacji. I w ramach tejże, lepiej lub gorzej, można by rozwiązywać jednolicie problemy podatkowe poprzez bezpośrednie stanowienie prawa podatkowego. Scenariusz powstania takiego organizmu rzeczywiście jest już  jednak mało prawdopodobny, co  na  dobrą sprawę oznacza, że  wizja tych wspólnego prawa podatkowego powoli przechodzi do  przeszłości i poszczególne państwa poszukują własnych rozwiązań uszczelniających podatek od towarów i usług

Różnice w  systemach podatkowych i  brak przejrzystości ich  funkcjonowania ułatwiają procedery wyłudzeń podatku, ale  też  są  na  rękę międzynarodowym korporacjom, które mogą żonglować swoimi rozliczeniami pomiędzy krajami, w których prowadzą interesy.

Istota choroby polega na  tym, że  w  Unii Europejskiej państwa członkowskie świadomie ograniczające swoją suwerenność w imię realizacji wspólnego rynku i  swobodnego przepływu towarów, usług i  kapitału A  brak suwerenności na  granicach wewnętrznych powoduje, że  jesteśmy w  mniejszym lub  większym stopniu skazani na patologizację podatków, będących w jurysdykcjach poszczególnych krajów. Współczesne państwa z reguły kapitulują i nie rozwiązują skutecznie tych problemów. Nie  prowadzą żadnej stanowczej, suwerennej polityki podatkowej wobec grup silnych interesów i  korporacji korzystających z  tej słabości; są  im  faktycznie podporządkowane. Przecież Polska nie zrezygnowała z wprowadzenia podatku cyfrowego dobrowolnie; zdecydował o  tym  prawdopodobnie rząd amerykański, który realizuje interesy kilku amerykańskich firm.

Ale  przecież każdemu politykowi powinno zależeć na  tym, żeby do  zarządzanego przez niego budżetu wpływało jak najwięcej pieniędzy z podatków.

Niekoniecznie. Zatraciliśmy pojęcie “interesu publicznego”. Unia Europejska często tego nie rozumie, nikogo to w rzeczywistości nie obchodzi. A  jeśli system podatkowy nie  jest podporządkowany interesowi publicznemu, to znika sens jego tworzenia i funkcjonowania. Przy jego braku, stanowienie prawa podatkowego prowadzi do patologii. Mamy słabe, uległe państwa, które nie  kierują się własnym interesem, ale  interesami finansowymi korporacji, a czasami nawet aferzystów. Podejmowane są próby walki z takim stanem rzeczy, ale ktoś kto się na to porywa, od razu dostaje po łapach. Wielu ten stan odpowiada, dlatego jest tak stabilny.

Wymieniliśmy już  oszustów podatkowych i międzynarodowe korporacje.

Destrukcją systemu podatkowego zainteresowane są  instytucje finansowe. Taki układ istnieje od  mniej więcej 30 lat. Instytucje te  urosły do  obecnych rozmiarów właśnie dzięki długowi publicznemu – dzięki temu, że musiały sfinansować dług publiczny państw, które w  których mógł on być o  połowę mniejszy, albo teoretycznie zerowy. Ale sektorowi finansowemu dobrze się żyje z  długiem publicznym. Czym on większy – tym, o paradoksie, lepiej. Im więcej emituje się skarbowych papierów wartościowych – tym  lepiej, bo  dla  instytucji finansowych to  najlepszy rodzaj inwestycji. Nie  w  akcje, a  właśnie skarbowe papiery wartościowe.

Wchodzi pan w  bardzo szczegółowe mechanizmy, które dla przeciętnych obywateli są mało przejrzyste. Wobec tej nieprzejrzystości podnoszą głosy sprzeciwu. Mamy polityków, którzy chcą walczyć z – jak to nazywają – “banksterką i wielką finansjerą”.

Raczej w mniejszych niż w większych państwach mogą pojawiać się – i pojawiają – grupy polityków, które – mimo dyktatu ogólnej poprawności – będą jednak starać się doszukiwać interesu publicznego również w  polityce prowadzonej w  stosunku do  banków. Nie  odnoszą tu jednak sukcesów, bo umiędzynarodowienie banków nadaje im zbyt dużą siłę. Politycy, o których pan mówi, to ci, którzy chcą się trochę uniezależnić od tej wszechwładzy „międzynarodowych” banków. Będą mówić o  konieczności zaprzestania zwiększania długu publicznego, będą ograniczać deficyt budżetowy i  walczyć z  biznesem unikającym płacenia podatków. W Polsce już mamy takich polityków, co jest jednak sytuacją mało reprezentatywną w skali Europy. Ci politycy mobilizują gigantyczne siły przeciwko sobie. Są osamotnieni i  pewnie – nie  chcę być pesymistą – są na pozycji przegranej, bo do takiej polityki nie uda im się zbyt wielu przekonać.

A wydawałoby się, że bunt powinien być powszechny. Nikt nie  lubi marnotrawienia publicznych pieniędzy. Co  rusz słyszymy: “nie  chcę, żeby szły na  to  moje podatki”.

My się buntujemy, ale  mamy „wyrwane zęby”. To  się nazywa „imposybilizm”. Pozostaje bunt intelektualistów czy sprzeciw tzw. środowisk opiniotwórczych. On jest potrzebny, bo – jak mówi teoria wentyla – intelektualiści muszą sobie co  pewien czas pogadać. I  dobrze, bo przecież tym sposobem lewicowa inteligencja, która odrzucała kapitalizm, w  dużej mierze i  na  dość długo pomogła go naprawić. Jak to  się mówi: “błogosław krytyków swoich, oni prawdę ci powiedzą”. Dlatego dobrze, że  krytyka nie  umiera i  że  można się dzięki niej czegoś nauczyć. Tylko, że krytycy nie bardzo mają do  kogo mówić. Nie  ma  nikogo, kto weźmie ich  hasła na  sztandary, nie  są  w  stanie nikogo wokół siebie zjednoczyć.

Czyli to taki bunt na papierze?

Cichy. I  nieważny. Stara Europa szczęśliwie nie  jest zdolna do  podjęcia jakiejkolwiek wojny nawet tej, którą nazywamy „hybrydową” lub  „ukrytą”. To  świat rozbrojony, który nie wywoła między państwami wojny w  znaczeniu przez  nas  dotychczas pojmowanym. Nie  mamy armii i  nikt nie  chce umierać za  swój kraj. To jest błogosławieństwo i jednocześnie przekleństwo pokoju. Błogosławieństwo, bo pokój sam w sobie jest najwyższą wartością. Przekleństwo, bo  w  warunkach pokoju nikt nie  jest w  stanie skutecznie zmienić tego, co  mamy. Istniejący status quo ma  bardzo silnych obrońców, dlatego ten  stan rzeczy będzie się utrzymywać i pogłębiać.

Zaczęliśmy od  unifikacji systemów podatkowych, a  już  po  chwili jesteśmy w  miejscu, gdzie snuje pan fatalistyczne wizje dla całych państw.

Drogą ucieczki spod dominacji wielkich i ponadnarodowych korporacji będzie prawdopodobnie cichy rozpad państw na mniejsze organizmy. I to będzie racjonalny krok, bo mniejsze struktury, paradoksalnie, mają większą szansę przetrwania oraz zachowania odrębności i  tożsamości. Unia Europejska miała być wspólnotą wokół celów praktycznych. Wokół zadań, które będziemy razem rozwiązywać. Twórcom przyświecała wiara, że wspólnie lepiej poradzimy sobie z dużymi problemami. Ale tych problemów zaczęło być zbyt dużo. Do tego interesy ekonomiczne przestały być zbieżne, a  niektóre społeczności zaczęły z  powrotem patrzeć na  „swoje” wartości i  wracać do  wspólnoty symboli. Wymownym przykładem wspólnoty wokół symboli, a  nie  np. interesów ekonomicznych, jest Polska. Z  punktu widzenia ekonomicznego, nasz powrót na  mapę świata był jedną z  najbardziej niefortunnych operacji w  historii. Wszystkie regiony odrodzonej przed  stu laty Polski gospodarczo miały się lepiej pod  zaborami niż  w  zjednoczonej Polsce. Ale  kluczem była właśnie wspólnota symboli, która była dla nas dużo ważniejsza. I dlatego nasz nowy byt okazał się trwały.

Teraz takie wspólnoty pana zdaniem wrócą?

Wrócą. Będziemy mieli publiczno-prawne wspólnoty Katalończyków, Irlandczyków, Walijczyków, Bawarczyków czy  Toskańczyków. Często niezbyt liczne społeczności odnajdują jedność odwołując się do  starych symboli, bo  okazało się, że  te  wielkie molochy nie  są  w  stanie sprostać wielu wyzwaniom współczesności. Może w  takim razie te  małe twory – o  paradoksie – będą bardziej odporne na  infiltrację i  zdominowanie przez  interesy oligarchii finansowo-biznesowej. Mniejsze twory mają większą ochotę, a  nawet zdolność do  obrony. A  przynajmniej przeciwstawiania się złu.

Małe państwo ma  w  starciu z  wielkimi korporacjami poradzić sobie lepiej? Przecież traci swoją siłę przebicia.

Usamodzielniające się małe państwo również traci mniej potencjalnych korzyści z  podporządkowania się silniejszemu, niż  państwa duże. Małe państwa mogą też  być mniej narażone na  stanie się polem starcia sprzecznych interesów wielkich korporacji. To syndrom „zbyt małej areny” albo  peryferii, bo  wielcy zawsze krzyżują miecze na  ważnych arenach. Przez  swoją kunktatorską politykę małe twory mogą też skutecznie walczyć o swoją niezależność – również podatkową.

Na czym miałaby polegać przewaga takich państw?

Przede wszystkim silniejsza legitymacja społeczna władzy. Dzisiaj problem polega na tym, że politycy sami nie wiedzą, kogo reprezentują i dlatego próbują dobrze żyć z każdym: z mediami, lobbystami, grupami interesów. Dmuchają na  zimne i  uległością zabezpieczają swoją przyszłość. A  w  małej społeczności małego państwa polityk ma  jasny sygnał od  tzw. ludu: jesteś naszym i  tylko  naszym reprezentantem. Reprezentantem naszego małego tworu, który ma się obronić, przetrwać. Nie umiesz tego robić? To won. Silniejszą legitymację dostaje również opór wobec silniejszego. Bo opór jest irracjonalny: „jestem Katalończykiem i  będę bronił Katalończyków. Dlaczego? Bo ich  reprezentuję”. Takiemu politykowi więcej wolno i  przez  to  wzrastają jego szanse na sukces.

A  to  nie  tak, że  te  małe twory, jeśli faktycznie uda im  się uzyskać taką niezależność, będą izolowane? Staną się pariasami?

Ale  to  właśnie może być sposób na  przetrwanie! Zejście z głównej osi sporu i skazanie się na pozostanie na  peryferiach. Peryferia ostają się, kiedy upadają centra – to  teoria Kondratiewa. Dobrze stać z  boku głównych procesów. Tym sposobem udaje się uciec od  wielu problemów i  można się przekonać, że  samemu też  można wiele zrobić. Rozdającym dziś karty w wielkiej polityce jest to nie na rękę – nie chcą by rządzeni zorientowali się, że sami też coś potrafią. Przecież istotą rządzenia i panowania jest przekonanie obywateli o  tym, że  władza jest im  niezbędna. A tu okazuje się, rządzeni umieją to zrobić sami.

To będzie największą zmianą jaka Pana zdaniem czeka Europę? Zamiast integracji międzypaństwowej, dezintegracja wewnątrzkrajowa?

Mamy w  Europie silne tendencje odśrodkowe. Wiele państw będzie się dzielić na  mniejsze twory albo  głęboko decentralizować. Rozpad dużych, dziewiętnastowiecznych tworów państwowych to  pewny kierunek. Czeka nas  powstanie nowych i usamodzielnienie się już de facto istniejących państw, takich jak np. Walia czy Szkocja. Te akurat już istnieją w  sensie prawnym, ale  muszą jeszcze przekroczyć niewidzialną linię „rozwodu”. Proces rozpadu czeka też  np. Niemcy. Tamtejsza scena polityczna tym sposobem będzie się bronić przed rosnącą w siłę diasporą turecką.

Dezintegracja wewnątrz nie  wyklucza współpracy tych mniejszych bytów na zewnątrz.

Państwa naszej części Europy będą w  kolejnym pokoleniu umiały tworzyć zapomniane współcześnie związki wokół symboli – na  przykład wokół podobieństwa języków. Nas, Słowian, przez  ostatnie dziesięciolecia wyprano z  istotności znanych nam od  wieków związków językowych. Wmówiono nam, że  to  nie  ma  znaczenia. I  teraz rzeczywiście nie  ma, bo  wszyscy mówią po  angielsku. Ale  takie regionalne związki wrócą.

Czyli związki, które w  pierwszej kolejności nie są oparte o kwestie ekonomiczne?

Przykładem może być Trójmorze. To nie będzie proste, bo wielu przypadkach trzeba przełamać stare niechęci, mające nawet i  sto lat. Na  przykład istniejące silne resentymenty węgiersko-rumuńskie czy  węgierskosłowackie. My też musimy uważać, bo często jesteśmy podejrzewani o  “polski imperializm” i  chęć dominacji. Jesteśmy najsilniejszym tworem w regionie, będącym zarazem najbardziej na  cenzurowanym. Postrzegają nas  jako tych złych, jako Słowian-judaszy. Wielu, np. Litwini czy  Ukraińcy budowali swoją obecną tożsamość wokół niechęci do  polskości. Dlatego niech nas Bóg strzeże przed jakimś polskim federalistą, którzy zamarzy sobie, żebyśmy stali na  czele jakiejś słowiańskiej federacji, przejęli rolę lidera. Taka rola jest zbyt kosztowna i  z  góry skazana na  klęskę. Ale  mamy chyba na  tyle rozsądną klasę polityczną, że  nikt się na tę drogę nie zdecyduje.

Wywiad oryginalnie ukazał się w raporcie INE "Wizja Nowej Europy" [link]. Przedruk za zgodą wydawcy. 

POZOSTAŁE MATERIAŁY

Koronawirus a biznes [ANALIZA]
31 marca 2020, 23:50 0 komentarzy
pokaz więcej

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ