GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

#OkiemEksperta - Jak wyjść z lockdownu, by gospodarka to przeżyła?

6 kwietnia 2020, 22:30 / Opracowanie i grafika zespół PolishBrief
#OkiemEksperta - Jak wyjść z lockdownu, by gospodarka to przeżyła?

Obecnie, kluczowym gospodarczym pytaniem jest kiedy lockdown zostanie poluzowany? Wszyscy są świadomi tego, że im dłużej trwają ograniczenia, wprowadzone, by walczyć z rozprzestrzenianiem się wirusa, tym bardziej cierpi gospodarka. Zadaliśmy je ekonomistom:

Dr Sławomir Dudek, główny ekonomista Pracodawców RP, Szkoła Główna Handlowa

Stopniowe zamykanie gospodarki to strategia na koronawirusa stosowana najczęściej na świecie – tak też dzieje się w Polsce. Zbyt długi lockodwn może poskutkować jak przedawkowanie lekarstwa. Czyli zabić. Nie wiemy jeszcze, „kiedy” gospodarka będzie mogła wrócić do normalności, ale już dziś musimy myśleć o tym, „jak” to się ma wydarzyć.

Prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski na ten rok to przedział od wzrostu 1,7% do recesji 5% (średnia prognoza to wzrost o 0,4%). Dla ekonomistów jest jasne, że im dłużej potrwa lockdown, tym głębsza będzie recesja, tym więcej firm zbankrutuje i tym większe będzie bezrobocie. Już dziś wielu przewiduje, że za koronawirusowe zamknięcie zapłacimy ciężkim kryzysem. Coraz częściej słyszę pytanie: „Co zabije więcej osób – koronawirus czy kryzys wywołany zatrzymaniem gospodarki?”.

Było inne wyjście? Szwedzi uważają, że tak. W ich kraju nie ma wielu ograniczeń, nie zamknięto usług. Tak chciała działać także Wielka Brytania, ale w wyniku analiz i presji społecznej wycofała się z tego podejścia. Wybór strategii zależy też o wydolności systemu opieki zdrowotnej – w Polsce jedyną opcją było zamknięcie gospodarki.

Możliwości finansów państwa oraz niestandardowa polityka monetarna wobec lockdownu nie są nieskończone. Można pomóc firmom przetrwać w krótkim okresie, ale na dłuższą metę to nie zadziała. Trzeba bowiem dbać o stabilność trójkąta bezpieczeństwa, który sformułowałem.  Bezpieczeństwo zdrowotne nie istnieje bez ekonomicznego. A bezpieczeństwo ekonomiczne nie istnieje bez bezpieczeństwa finansów państwa. Dlatego już dziś trzeba planować otwarcie polskiej gospodarki.

Decyzja o lockdownie gospodarki była bardzo trudna, ale decyzja o jej otwarciu będzie o wiele trudniejsza. Przy zamykaniu gospodarki chodziło o ochronę życia i zdrowia społeczeństwa. Tego typu postawa zawsze cieszy się poparciem społecznym. Ale kiedy ma nastąpić powrót do normalności? Na drodze do decyzji w tej sprawie stoi ryzyko drugiej fali zarażeń. Decyzję o otwarciu gospodarki muszą podjąć ekonomiści we współpracy z epidemiologami. Świat nie jest dziś tak prosty, jak był jeszcze kilka miesięcy temu.

Timing tej decyzji jest kluczowy. Zbyt szybkie otwarcie oznacza katastrofę. Zbyt późne – również. Potrzebne jest rozwiązanie zawierające odpowiednie obostrzenia sanitarne oraz wzorce działań i zachowań, które uchronią nas przed drugą falą zachorowań.

Co najważniejsze, nasz biznes potrzebuje tej wiedzy już teraz. Firmy są przyzwyczajone do funkcjonowania w warunkach niepewności – podejmowanie ryzyka to dla przedsiębiorców codzienność (choć oczywiście w nieco mniejszej skali niż to się dzieje dziś). Potrzebują danych, wskazówek do planowania przyszłości. Zwłaszcza, że wiele (jeśli nie wszystkie) strategii biznesowych wzięło w łeb z wiadomego powodu. A im sprawniejszy będzie restart gospodarki po koronawirusowej fali, tym lepiej dla nas wszystkich.

Wiadomo, że z kryzysu wyjdziemy mocno poobijani, finanse publiczne będą w gorszym – lub po prostu złym stanie (mam nadzieję, że nie w beznadziejnym). Trzeba też myśleć o scenariuszu polityki gospodarczej sięgającym daleko poza 2020 rok. Być może oprócz „Tarczy 2.0” potrzebny jest „Balcerowicz 2.0”.

Dr Błażej Podgórski, kierownik laboratorium finansowego Bloomberga, Akademia Leona Koźmińskiego

Wyjście z obecnego zamrożenia gospodarki będzie z pewnością kwestią trudną i w dużej mierze zależną od czasu jego trwania. Sektor usług, turystyka i gastronomia są odpowiedzialne za 3 proc. PKB w Polsce. Te sektory mają obecnie zerowe przychody, a koszty w zdecydowanej części pozostały na tym samym poziomie. Jeżeli dołączymy do tego przestoje w handlu detalicznym oraz fabrykach, to skutki mogą być jeszcze poważniejsze. Z tego też powodu, żeby łagodzić skutki kryzysu oraz wesprzeć służbę zdrowia, wiele państw przestawia produkcję w fabrykach – na przykład General Motors w USA czy Seat w Hiszpanii, które od niedawna zaczęły produkować respiratory. W Polsce proces ten wystąpił tylko w niewielkim stopniu, głównie w postaci produkcji płynów do dezynfekcji.

Drugim elementem pomocy jest podejście zwane helicopter money, stosowane obecnie w USA i Niemczech. W Polsce jednak pakiet wsparcia dla przedsiębiorców cały czas jest w trakcie wdrażania i wydaje się nadal niewystarczający. Musimy pamiętać, że w przypadku przestoju gospodarki działa efekt kuli śnieżnej. Spadek w jednym obszarze przenosi się bowiem na kolejne ze zdwojoną siłą. Pytanie zatem – jak wyjść ze skutków zamrożenia gospodarki? Tutaj najlepiej odwołać się do historii.

Kryzys Subprime z lat 2007-2009 został zażegnany właśnie dzięki helicopter money, czyli uruchomieniu maszyn drukarskich w dokapitalizowaniu sektor bankowego. Kryzys Dot Com rozwiązano obniżeniem stóp procentowych. Aby złagodzić stagnacje powstałą po zniesieniu w Polsce stanu wojennego, wprowadzono pakiet ustaw Wilczka. Z kryzysem paliwowym udało się rozprawić dzięki obniżeniu stóp procentowych oraz dołączeniu do tego mechanizmu zabezpieczającego w postaci recyklingu petrodolara – nadwyżki funduszy OPEC były kierowane poprzez rynki kapitałowe w USA i Europie do sfinansowania deficytów na rachunkach bieżących. Kryzys w Europie powstały w wyniku Drugiej Wojny Światowej złagodzono Planem Marshalla, czyli inwestycjami bezpośrednimi w gospodarkę, które dzięki dobremu doborowi gałęzi stanowiły koło zamachowe dla przyszłego rozwoju. Kryzys ekonomiczny z lat 1929-1933 pośrednio udało się złagodzić w USA, wprowadzając tzw. Nowy Ład, czyli reformy prawne stabilizujące gospodarkę i prawa pracownika, powstanie instytucji pobudzających gospodarkę oraz pomoc doraźną. Oprócz New Deal stworzono też nowe źródła dochodów budżetowych, jak choćby poprzez zniesienie prohibicji. W Polsce natomiast powołano Centralny Okręg Przemysłowy, stanowiący fundamenty polskiej gospodarki przez kilkadziesiąt lat.

Obecnie zatem warto rozważać krótkookresowe przesuwanie wolnych mocy do sektorów potrzebujących wsparcia. Siła robocza do pomocy przy wydawaniu posiłków na oddziałach niezakaźnych, aby odciążyć biały personel i przekierować do ośrodków jednoimiennych. Fabryki cierpiące na spadek zamówień należy przestawić na produkcje sprzętu medycznego czy też artykuły bezpośredniej ochrony osobistej. Musimy pamiętać, że jesteśmy jednym z największych producentów w Europie podzespołów do samochodów, a także mamy szereg firm z branży tekstylnej, więc posiadamy do tego dobre zaplecze.

Długookresowo trzeba zaś tworzyć nowe miejsca pracy, pamiętając przy tym, że będziemy zmagać się z dużym skokiem bezrobocia. Możemy to zrobić w postaci tworzenia nowych i rozwoju istniejących gałęzi gospodarki (np. branża IT), czy może perspektyw bardziej odległych jak chociażby produkcja samochodów elektrycznych, czy też inwestycji w infrastrukturę (np. kolej próżniowa Hyperloop).

Najgorszym pomysłem będzie zastosowanie systemu zasiłków. Znacznie lepszym – zaangażowanie osób bezrobotnych w nowe przedsiębiorstwa (najpierw nawet na poziomie dochodu minimalnego) lub dotowanie sektora prywatnego. A już na pewno nie można dopuścić do transferów bezpośrednich.

Marek Lachowicz, główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, redaktor naczelny PolishBrief

W walce z wirusem czas działa na naszą korzyść. Ze świata spływa coraz więcej pozytywnych informacji. Francuzi odkryli, że dwa lekarstwa, do tej pory używane do leczenia malarii, całkiem nieźle radzą sobie i z koronawirusem. W Australii, Grecji, Holandii i Wielkiej Brytanii sprawdza się szczepionki na gruźlicę, bowiem wydaje się, że w krajach o obowiązkowych szczepieniach na gruźlicę, przypadków jest mniej. W Polsce Uniwersytet Jagielloński razem z Małopolskim Centrum Biotechnologii odkrył, że związek HTCC blokuje interakcję wirusa z komórkami. W USA firmy farmaceutyczne pracują w pocie czoła nad szczepionkami, które mogą trafić do testów na ludziach już wiosną/latem bieżącego roku. Straszliwie dotknięte epidemią Włochy zdaje się, że zaczynają stabilizować sytuację i - czego im serdecznie życzę - wygrywać z chorobą. Nie jestem epidemiologiem, ale rozumiem, że taki jest podstawowy cel strategii lockdownu. Spowolnić zakażenia, nie dopuścić do ich eksplozji, by służba zdrowia się nie zapadła, a w międzyczasie testować, w oparciu o wiedzę i doświadczenie, ale tak naprawdę metodą prób i błędów, które środki pomagają w walce z nim. Widać, że lekarze czasu nie marnowali.

Zgadzam się również z opinią medyków, że zbyt szybkie poluzowanie restrykcji może skutkować jeszcze głębszymi problemami gospodarczymi. Powtarzałem od samego początku, lepiej zamknąć prewencyjnie na miesiąc, niż potem z konieczności na kwartał. Trzeba jednak ten czas wykorzystać na odpowiednie przygotowania. Kiedyś z lockdownu trzeba wyjść. Naturalnym punktem zwrotnym jest Wielkanoc, kiedy to na pewno należy zastanowić się nad dalszą strategią. Prędzej, czy później i tak trzeba będzie wycofywać restrykcje i zastępować je modelem koreańskim, czyli masowym testowaniem i - niewykluczone - śledzeniem osób w kwarantannie. Można wykorzystać sugestię Andrzeja Sośnierza, by objętych nią umieszczać w hotelach, co dodatkowo złagodziłoby nieco bóle branży hotelarskiej. Na początku epidemii, iść w ślady Korei nie mogliśmy (nie wnikam dlaczego), ale obecnie mamy większe po temu możliwości. Na marginesie, lubelska BioMaxima opracowała test dający wynik w dwie godziny. 

Nie mam nadziei, że po Wielkanocy wrócimy do koncertów, czy imprez w klubach, ale należy pozwalać Polakom wracać do pracy, pod warunkiem zachowania należytej ostrożności. Pomyśleć trzeba o gastronomii i hotelarstwie, czyli dwóch branżach, gdzie z dnia na dzień przychody spadły do zera, a koszty pozostały. Jeżeli przed wakacjami nie pozwolimy im chociaż trochę działać, jesienią zostaną po nich tylko zgliszcza. Nie będzie tu miał znaczenia rozmiar tarczy czy przypisany jej numer. Na marginesie, rozważyłbym poważnie, chociaż wiem, że to niepopularne, obniżkę socjalu. Rezygnację z 13 i 14 emerytury, przywrócenie 500+ do pierwotnej wersji. Nie mamy obecnie tych miliardów na socjal, jakie mieliśmy w szczycie koniunktury. Te pieniądze są obecnie potrzebne na co innego. 

Przestrzegam również przed krótkowzrocznym traktowaniem kryzysu, jako coś, co "mnie nie dotyczy". Gospodarka to system naczyń powiązanych. Jeżeli pewne jej sektory nagle się walą, skutki odczują także i pozostałe. Nawet ci, którzy sądzą, że są bezpieczni.

Długofalowo przewiduję ograniczenie globalizacji. Każdy kraj, maksymalnie region będzie samowystarczalny w podstawowych produktach. Gospodarki natomiast będą mocniej inwestować w przemysł, bo chociaż usługi to mniejsze koszty wejścia i lepsza przebitka, ale z kryzysów kraje zawsze wyciągał mocny przemysł. Sugestię dają Włochy: PMI w usługach na poziomie 17 pkt, ale w przemyśle 40 z ułamkiem.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ