GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Koronawirusowa eksplozja cen ma korzenie w słabościach polskiej gospodarki

15 kwietnia 2020, 23:30 / Opracowanie autorskie, zdjęcie pixabay
Koronawirusowa eksplozja cen ma korzenie w słabościach polskiej gospodarki
Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

Na początku roku w prognozach inflacji panował optymizm. Oficjalna linia instytucji publicznych głosiła, że wzrost cen jest chwilowy, a najdalej w połowie roku wszystko wróci do normy. Budżet zakładał inflację w celu, powodów do obaw nie było. Kiedy byłem wtedy pytany o swoje przewidywania wolałem jednak zachować ostrożność, z kilku powodów, o których za moment powiem. Nowe szacunki GUS pokazują, że sceptycy mieli rację. Oczywiście koronawirus bardzo pogorszył sytuację, ale i bez niego sytuacja nie była tak różowa, jak mogłoby się zdawać. Na początek jednak dane. W szybkim szacunku inflacyjnym za marzec 2020 czytamy (w porównaniu do marca 2019):

  • żywność i napoje +8%;
  • użytkowanie domu/mieszkania i nośniki energii: +7.5%;
  • restauracje i hotele +6.3%;
  • edukacja +5%;
  • zdrowie +4.2%;
  • transport -1.4%;
  • odzież i obuwie -1.7%

Co zatem w gospodarce było nie tak, że koronawirus jedynie pogorszył sprawę?

Na samym początku chciałbym zaznaczyć, że literatura ekonomiczna wcale nie jest zgodna co do sposobu prognozowania inflacji. Zmienna jest notorycznie trudna, sporo zależy od specyfiki modelowanej gospodarki. Całkiem nieźle sprawdza się random walk, ekonometrycy zwykli umieszczać inflację w bloku płac i cen w systemie wielorównaniowym, zaś banki centralne (m.in. NBP) używają nawet technik uczenia maszynowego takich jak sieci neuronowe. Konsensusu brak, co sprawia, że inflację często modeluje się ‘na czuja’ albo używa agregatu kilku technik, a uzyskaną tak prognozę ewentualnie koryguje się o bieżące wydarzenia, których model nie uwzględnia, a które mają znaczny wpływ na wzrost cen.

Do owych bieżących wydarzeń zaliczałem dwa kluczowe, zwłaszcza z punktu widzenia metodyki GUS (przydaje ona różne wagi różnym grupom komponentów, najistotniejsza jest żywność i użytkowanie domu). Po pierwsze, już na początku roku można było przypuszczać, że sytuacja w rolnictwie wcale nie będzie różowa. W 2018 mieliśmy suszę, w 2019 najpierw powódź, a potem kolejną suszę. Po dwóch kiepskich latach i zimie bez zimy, zapowiadającej kolejną suszę, przy de facto nie istniejącym systemie retencyjnym (Polska znajduje się na 118 miejscu na świecie jeżeli chodzi o zasoby wody słodkiej per capita, znacznie ustępując np. Hiszpanii, Kazachstanowi i niewiele wyprzedzając pustynną Etiopię) było wysoce wątpliwe, by sytuacja w rolnictwie poprawiła się na tyle, by wyhamować wzrost cen żywności. Do tego dodać należało skomplikowaną sytuację na rynku wieprzowiny związaną z afrykańskim pomorem świń. Efekty widać w ‘szacunku’, cena mięsa wieprzowego wzrosła o 27%. Dla porównania, w ‘szacunku’ GUS za luty 2020, cena wieprzowiny wzrosła, rdr, o 25.4%, zatem wpływ koronawirusa jest tu – na razie – niewielki, podobnie jak w drugiej lokomotywie inflacyjnej, owocach (+19.3% za marzec, rdr i +15.8% w lutym, rdr).

W drugim kluczowym komponencie, jakim są ceny użytkowania domu/mieszkania także nie należało spodziewać się poprawy z uwagi na dwa obszary. Pierwszym problemem była kwestia gospodarki odpadami. Nowo wprowadzone regulacje ustaliły maksymalną stawkę za odbiór śmieci firmowych. Spowodowało to, że firmy zajmujące się odbieraniem odpadów, przerzuciły koszty na gospodarstwa domowe (nie należy tu winić firm – zrobiły to, co musiały). Ponadto, system należało dostosować do nowych wymogów recyklingowych wprowadzanych dyrektywami unijnymi. Sytuacja była i jest mocno chaotyczna, co nie sprzyja obniżkom. W szacunku czytamy zatem: wywóz śmieci +53% (w danych za luty 2020, rdr, +47.4%).

Drugą palącą kwestią były podwyżki cen energii. Ponieważ 2019 był rokiem wyborczym, problem rozwiązano zamiatając go pod dywan, tj. zamrażając ceny. Nie oznaczało to jednak, że został on rozwiązany i już na początku 2020 okazało się, że cena prądu jednak musi wzrosnąć i firmy dostały zielone światło na podwyżki. W ‘szacunku’ mamy +13% (za luty 2020, rdr, +9.4%).

Mając powyższe kwestie na uwadze widać, że wzrost cen, jaki obserwujemy tylko częściowo jest spowodowany koronawirusem, a w większości odpowiadają za niego problemy polskiej gospodarki. Na część z nich, takich jak niesprzyjające warunki pogodowe, rządzący wpływu nie mają (poza tym, że od lat w Polsce ignorowana jest kwestia gospodarki wodnej, a inwestycje celem zapewnienia odpowiedniej retencji są, delikatnie mówiąc, nieadekwatne). Na część, takich jak przepisy regulujące gospodarkę odpadami rząd jednak wpływ ma. Wnioski do wyciągnięcia.  

Źródła danych

Ceny: Szybkie szacunki GUS
Zasoby wodne: indexmundi

Z OSTATNIEJ CHWILI

Jeszcze 'fact checking' czy już cenzura?
31 maja 2020, 23:45 0 komentarzy
Nocne wyprawy imprezowe w nowych realiach
30 maja 2020, 23:50 0 komentarzy
Wakacje 2020: gdzie będzie można pojechać?
30 maja 2020, 23:47 1 komentarz
pokaz więcej

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

1 komentarz

Anonimus
Anonimus
16 kwietnia 2020, 11:00
Mam nadzieję, że wnioski zostaną wyciągnięte, czego nam wszystkim serdecznie życzę.
ODPOWIEDZ

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ