cz. 1 opisałem wpływ jaki moim zdaniem będzie miał obecny kryzys na przewartościowanie życia przeciętnego mieszkańca tzw. zachodu. Zgodnie z obietnicą nadszedł czas by przyjrzeć się kwestiom związanym z biznesem. W tym przypadku sytuacja jest bardziej złożona, a wymiarów oddziaływania więcej:

Biznes będzie się musiał dostosować do zmian po stronie konsumentów (opisanych w cz.1) – w praktyce oznaczać to będzie spadek popytu na niektóre dobra, szczególnie te drugiej czy trzeciej potrzeby, zwłaszcza jeśli w znaczącej skali nabywane były na kredyt,

Nastąpią też zmiany w strukturze popytu związane z tym, że świat – jak to określił były prezes banku centralnego Wlk. Brytanii M.Carney – stanie się mniej „fizyczny i globalny” za to bardziej „cyfrowy i lokalny”. Spowoduje to np., że zapotrzebowanie na przewozy lotnicze (a tym samym samoloty) przez relatywnie długi czas nie wróci do przedkryzysowego poziomu, po drugiej stronie jeszcze dynamiczniej rozwijać się będą np. usługi cyfrowe,

Kryzys bez wątpienia przyspieszy automatyzację i robotyzację – przy niskich stopach rozwiązania technologiczne staną się relatywnie jeszcze tańsze od pracy, a poza tym… roboty nie chorują,

W działalności firm znacznie wzrośnie znaczenie „anty-kruchości” – odporność na rożnego rodzaju szoki stanie się jednym z priorytetów. Będzie to oczywiście oznaczać wyższe koszty, ale firmy będą gotowe te koszty ponieść. Raczej trudno oczekiwać, że uda się je przenieść na klientów, więc „anty-kruchość” oznaczać będzie niższą rentowność,

Powszechnie udzielana dziś pomoc ze strony państwa sprawi, że znacznie silniejsze w nadchodzących latach będą powiązania pomiędzy sektorem prywatnym i państwowym. W niektórych branżach państwo pojawi się jako właściciel firm. Może to znacznie wypaczać konkurencję. Także same modele zarządzania znacjonalizowanymi firmami (polityczny folwark vs. agencyjne zarządzanie) i cele upaństwowienia (zwiększenie zasięgu swojej władzy vs. sanacja w celu sprzedaży) będą w różnych krajach różne,

Przy nadpodaży na wielu rynkach znów pojawi się silna presja na efektywność. Będzie to jeden z czynników wspierających wspomnianą już powyżej automatyzację i robotyzację, ale także falę innowacyjności organizacyjnej i procesowej. Modele organizacji wielu firm w wielu branżach ulegną prawdopodobnie silnemu przeobrażeniu,

Wzrośnie społeczna presja na walkę z gigantomanią. Coraz powszechniejsza jest świadomość, że dopuszczenie do powstania mega-korporacji oznacza dla społeczeństwa więcej strat niż korzyści. Stały się one swego rodzaju niezależnymi bytami powszechnie transferującymi zyski do rajów podatkowych. Rządy pod wpływem społeczeństwa oraz własnych potrzeb fiskalnych znacznie zdecydowanie niż do tej pory będą się starały okiełznać mega-korporacje. Nie ma pewności czy to się uda – po drugiej stronie staną bowiem do walki „armie” prawników, lobbystów, PR-owców itd.

Globalna relokacja produkcji (efekt skracania łańcuchów) wpłynie na całe sieci poddostawców – pojawią się nowi wygrani, ale też przegrani. Wśród tych pierwszych znajdą się firmy dobrze przygotowane technologicznie, zdolne spełnić wymagania Przemysłu 4.0,

W niektórych branżach zmieni się zapotrzebowanie na kompetencje – będzie to pochodna przyspieszonej automatyzacji, robotyzacji i cyfryzacji,

Dla dobrze zarządzanych firm pojawią się „okazje życia” – można będzie wykorzystać słabość innych do wzmocnienia swojej pozycji na danym rynku, wejścia na nowe rynki, poprawy swojej pozycji w ramach łańcucha tworzenia wartości, zdywersyfikowania biznesu itd.,

Wzrośnie presja na społeczną odpowiedzialność firm – tworzenie wartości dla szerokiej szerzy stakeholderów stanie się standardem, a nie czynnikiem wyróżniającym,

No i na koniec – co nie trudno zgadnąć – punkt o tym, że pojawi się potrzeba nowych liderów – nie zarządców, ale wizjonerów. Ludzi, którzy będą się w stanie połapać w zachodzących zmianach, czytać trendy i wyprzedzać konkurencję. Nadchodzi zdecydowanie czas mających biznesową intuicję śmiałków.

Jak z powyższego zestawienia widać, to z czym w najbliższych miesiącach/latach firmy będą miały do czynienia to nie przejściowe spowolnienie/łagodna recesja/drobna korekta, ale głęboki RESET. Dlatego tak ważne jest by w każdym przedsiębiorstwie jak najszybciej zrobić swego rodzaju bilansu „nowego otwarcia”, odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań:

w jakich obszarach i w jaki sposób kryzys mnie dotknie, nie tylko w perspektywie 2-3 miesięcy ale kwartałów i lat?

czy oddziaływanie kryzysu będzie na tyle silne, że muszę rozpatrzyć radyklane opcje?, włącznie z zamknięciem biznesu zanim zacznie on przynosić straty (łudzenie się, że jakość to będzie może w obecnej sytuacji być największym błędem!),

co trzeba zrobić, aby ograniczyć systemową „kruchość”?- w jakich obszarach jestem szczególnie wrażliwy i jak te słabości mogę zredukować?,

czy w wystarczający sposób monitorowany jest rynek by identyfikować pojawiające się okazje?,

jak można przemodelować biznes by stał się bardziej efektywny (technologia organizacja, proces), ale też tworzył wartość w oparciu o większe społeczne/lokalne zaangażowanie?

czy mamy ludzi na „nowe czasy”? – być może pierwszym działaniem powinna być wymiana zarządu, lub przynajmniej częściowe w nim zmiany.

Odpowiedzi na te pytania powinny być podstawą nowej strategii. Strategii skupionej nie tyle na określonych parametrach finansowych (typu RoE), ale na zapewnieniu elastyczności działania zarówno w defensywie (w warunkach spadku popytu) jak i ofensywie (umieć wykorzystać nadarzające się szanse).

To ile w danym kraju firm będzie się umiało odnaleźć w nowych uwarunkowaniach zdeterminuje relatywne zachowanie się całej gospodarki. Więcej o tym w cz. 3, w której postaram się wszystko zebrać w całość na poziomie makroekonomicznym i społeczno-gospodarczym. Bez wątpienia można jednak stwierdzić, że dla niektórych społeczeństw zachodzące właśnie zmiany oznaczać będą cywilizacyjny awans, dla innych zaś bolesny regres.

Tekst oryginalnie ukazał się na blogu eksperckim Rytm Gospodarki Andrzeja Halesiaka. Publikacja za zgodą autora [ link ]