GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Czy to koniec mobilności, jaką znamy? [ANALIZA]

5 maja 2020, 23:52 / źródło: opracowanie autorskie / zdjęcie: pixabay
Czy to koniec mobilności, jaką znamy? [ANALIZA]
Maciej Drozd
Maciej Drozd

Ekspert w obszarach government affairs, spraw międzynarodowych, a także infrastruktury i mobilności. W przeszłości związany zawodowo m.in. z Konfederacją Lewiatan, Ministerstwem Infrastruktury, Ministerstwem Środowiska i Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo Handlową.

Europejski transport po pandemii nie będzie taki sam – to banał. Jednak branża TSL i powiązane z nią gałęzie gospodarki – budowlana, turystyczna, motoryzacyjna, usługi IT dla transportu – stanowią skomplikowaną sieć zależności. Inaczej będziemy dojeżdżać do pracy, inaczej będziemy korzystać z kolei, inaczej będą wyglądać nasze wakacje, na inne rynki będziemy wysyłać towary. Zmiany będą bardzo głębokie, ale nie jesteśmy dziś w stanie przewidzieć ich pełnej skali.

Samochód zamiast samolotu

Branża turystyczna i lotnictwo zostały poszkodowane najwcześniej i najdotkliwiej, gdyż zakaz lotów pasażerskich i przekraczania granic nie tylko uziemił floty przewoźników i anulował zaplanowane w najbliższym czasie wyjazdy turystyczne, ale de facto na pół roku uniemożliwił sprzedaż biletów i wycieczek międzynarodowych.

Kraje europejskie w warunkach pandemii nie mają równych szans na odbicie w turystyce w przypadku poluzowania restrykcji w sezonie wakacyjnym. Niektóre na własne życzenie – np. Sycylia pozostanie w najbliższym czasie odizolowaną zarówno dla obcokrajowców, jak i mieszkańców innych regionów, częścią Włoch. Inne państwa będą cierpieć z powodu powszechnego zamknięcia granic i braku turystów z zagranicy.
Polska nie jest w tych warunkach na straconej pozycji. Wprawdzie tempo wzrostu liczby zagranicznych turystów  rosło w ostatnich latach o ok. 7-9% rocznie, a w pierwszych trzech kwartałach 2019 nasz kraj odwiedziło 16,3 mln turystów (na cały 2019 prognozowano ponad 20 mln), to rodzimy rynek turystyki nadal opiera się na krajowych klientach. Państwa takie jak Grecja czy Chorwacja, dodatkowo nastawione wyłącznie na letni sezon turystyczny, są w dużo gorszej sytuacji.

Wszystko wskazuje na to, że najbliższe wakacje upłyną pod znakiem wyjazdów indywidualnych z wykorzystaniem samochodu. Z oczywistych względów stracą kolej i transport autokarowy. Jedyną niewiadomą pozostaje rządowe wsparcie finansowe na krajowe wyjazdy turystyczne, ochrzczone w mediach „1000+ na wakacje”. W obliczu wciąż niezbadanego wpływu pandemii na rynek pracy i wynagrodzenia, takie dofinansowanie pozwoliłoby wielu przedsiębiorcom zorientowanym na turystykę patrzeć w przyszłość z odrobiną optymizmu.

Social distancing w transporcie publicznym

Jasne jest, że nawet przy zapowiedzianym stopniowym łagodzeniu restrykcji, większość z nas będzie musiała żyć przez kilka następnych miesięcy w reżimie tzw. dystansu społecznego. Stopniowe złagodzenie kwarantanny wraz z otwarciem gospodarki zwiększy liczbę osób korzystających z systemów transportu, ale regulacje dot. social distancing nakładają ograniczenia na wydolność transportu publicznego - w zależności od przepisów krajowych i lokalnych maksymalna dopuszczalna pojemność pojazdów transportu publicznego będzie wynosić od 1/3 do 2/3 prawnie określonego maksymalnego obłożenia, co w większości przypadków będzie odpowiadać odległościom między pasażerami od 0,75 do 1 metra.Prawda, że trudno to sobie wyobrazić w metrze w godzinach szczytu czy w jedynym porannym PKS-ie do miasta?

Oprócz tych prawnych ograniczeń pojemności środków transportu pojawi się również lęk przed zarażeniem, który powstrzyma od korzystania z transportu publicznego niektóre z osób, które mają alternatywę. Taką alternatywą będzie w większości przypadków prywatny samochód, choć nie należy chyba jeszcze wróżyć katastrofalnych korków w miastach, ponieważ musimy poczekać na to, ile firm i w jakim stopniu przestawi się na pracę zdalną.

Niezależnie jednak od tego, inżynierowie ruchu, managerowie transportu i samorządowcy muszą przygotować się na różne scenariusze. Jak uniknąć blokowania ruchu drogowego z powodu przestawienia się ludzi na samochody prywatne? Jak służyć ludziom, którzy nie mają alternatywy w postaci samochodu, ani nie mogą być obsługiwani przez PT w obliczu ograniczeń pojemności?

Rozwiązanie tych dwóch problemów jest złożone i wymaga interwencji zarówno po stronie popytu na transport, jak i jego podaży. Po stronie popytu najlepszym sposobem na zmniejszenie obłożenia systemów transportowych przez telepracę – np. przez cotygodniowe rotacje pracowników w systemie biuro-dom. Już w ciągu półtora miesiąca udowodniono, że ten sposób pracy jest opłacalny i wydajny w przypadku wielu firm sektora usług. Ale to nie wystarczy, chyba że przy bardzo wysokim odsetku osób pracujących zdalnie, co ,nawiasem mówiąc, nie ma zastosowania do handlu i przemysłu.

Czy polskie TIRy pojadą do Chin?

Polska branża transportowa już myśli nad przeorientowaniem działalności przewoźników. Transport i Logistyka Polska (TLP) wystosowały na początku maja apel do ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka o zawarcie umowy o przewozach drogowych z Chińską Republiką Ludową. W komunikacie TLP motywuje swoją prośbę potrzebą poszukiwania nowych rynków zbytu dla naszych towarów. Rzeczywiście, wielu analityków i guru polityki międzynarodowej wskazuje na pandemię COVID-19 jako na punkt krytyczny, a od teraz faktyczne przywództwo polityczne i ekonomiczne na świecie miałyby przejąć Chiny.
Choć globalny paraliż gospodarki ma swój początek w regionie Wuhan, Chiny z pewnością już nauczyły się wykorzystywać panującą sytuację – lockdown, załamanie na rynku pracy, wahania walut, utratę wartości atrakcyjnych z ich punktu widzenia przedsiębiorstw. Rządy Niemiec i Francji wprowadziły nawet specjalne działania w celu przeciwdziałania wrogim przejęciom ze strony chińskiego kapitału.

Apel polskich transportowców wziął się nie tylko z braku wiary w szybkie odbudowanie koniunktury w Europie po pandemii. Po drugie, wraz z polskim rządem i organizacjami biznesowymi walczą w Komisji Europejskiej i Parlamencie Europejskim ze szkodliwymi zapisami Pakietu Mobilności I, który istotnie ogranicza jednolity rynek przewozów w UE. Nowe rynki zbytu i nowe połączenia logistyczne to zdaniem polskich przewoźników być albo nie być dla wielu firm.

Transport to jedna z tych gałęzi gospodarki, która przejdzie zmiany, których nie jesteśmy sobie w stanie dziś wyobrazić. Konsolidacja nastąpi dość szybko, jednak wartość obrotów, wolumeny towarów i liczba pasażerów długo będą niższe od niedawno prezentowanych wyników za rok 2019. Dobrze prezentuje to kryzys w lotnictwie. Branża transportu powietrznego latami będzie odbudowywać wyniki  ostatnich sezonów, wiele linii upadnie, inne skorzystają z pomocy publicznej i będą zmuszone ograniczyć najbardziej dochodowe połączenia. Niepewna jest przyszłość nowych projektów lotnisk, w tym centralnego portu lotniczego w Baranowie. Być może będzie z obecnego kryzysu jakiś pożytek, bo zapobiegnie chociaż kilku przestrzelonym inwestycjom infrastrukturalnym.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ