GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zubelewicz: interesy posiadaczy złotego mogą być z definicji odmienne od interesów Ministerstwa Finansów

19 maja 2020, 23:45 / Wywiad PolishBrief. Zdjęcie: archiwum Kamila Zubelewicza
Zubelewicz: interesy posiadaczy złotego mogą być z definicji odmienne od interesów Ministerstwa Finansów
Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

Z Kamilem Zubelewiczem, członkiem Rady Polityki Pieniężnej rozmawiamy o jednym z najgorętszych tematów ekonomicznych tego kryzysu czyli luzowaniu ilościowym. Pytamy go także, czy z kryzysem można poradzić sobie w inny sposób, a na deser rozmawiamy o inflacji oraz ostatniej aktywności RPP w obszarze stóp procentowych. Zapraszamy do lektury

PolishBrief: Wiele poruszenia wśród ekonomistów wywołują operacje skupu papierów wartościowych prowadzone w trójkącie MF-BGK-NBP. Zwolennicy zauważają, że emisja papierów nie odbywa się na otwartym rynku, więc zastrzyk pieniężny, jaki NBP w ten sposób przekazuje budżetowi jest relatywnie bezpieczny. Przeciwnicy ostrzegają przed niebezpiecznie podnoszącymi się poziomami długu publicznego. Czy faktycznie mamy się czego obawiać?

Kamil Zubelewicz, Rada Polityki Pieniężnej: Obecnie bank centralny sięga po niestandardowe działania w niestandardowej sytuacji. Istotą problemu jest zatem to, czy wraz z normalizacją sytuacji gospodarczej bank centralny przestanie korzystać z niestandardowych narzędzi. Sposób przywracania tradycyjnej polityki pieniężnej będzie testem faktycznej niezależności banku centralnego. To właśnie niezależność banku centralnego pozwala na minimalizację kosztów niestandardowych operacji. Bank centralny powinien reprezentować interesy posiadaczy złotego, a te z definicji mogą być odmienne od interesów Ministerstwa Finansów, zainteresowanego przecież ich przejęciem.

Ostatnie działania należy odróżnić od dyskutowanej, także za granicą, optymalnej polityki alokacji aktywów banku centralnego. W tego typu działaniach kluczowe są jasne reguły, odnoszenie się do wycen rynkowych, uwzględnianie rzeczywistego ryzyka itp. Jeżeli kreacja pieniądza opiera się na kredycie, a nie na kruszcu, to tylko w ten sposób możemy zmniejszać ryzyka pojawienia się kolejnych kryzysów. W gospodarce amerykańskiej od lat siedemdziesiątych wyraźnie widać, że – wraz ze wzrostem ilości pieniądza na rynku – coraz więcej czasu zajmuje odbudowa gospodarki po każdym kolejnym kryzysie. Obecna sytuacja pokazała, że jednym z lepszych aktywów zabezpieczających wartość w czasie jest złoto, powszechnie zresztą gromadzone przez poważane banki centralne, i że masowo nie doceniano ryzyka negatywnych scenariuszy w gospodarce.

Polska gospodarka, nie tylko sektor finansów publicznych, ma wysoki udział kredytów walutowych. Z zaskoczeniem odebrałem cytowane w prasie rozważania na temat zamiany zadłużenia w złotym na zadłużenie w walutach obcych. Odpowiedzialna polityka pieniężna pomogłaby zminimalizować różnice w nominalnym oprocentowaniu kredytów w Polsce i za granicą oraz zmniejszyć ryzyko kursowe.

Podnoszenie poziomu długu publicznego może niepokoić, jeżeli nie są znane sposoby jego redukcji. Rosnące zadłużenie publiczne, nawet w walucie krajowej, oznacza, że to urzędnicy, a nie obywatele i przedsiębiorcy, dokonują alokacji zasobów. Coraz większa ich część przeznaczana zatem będzie na cele nieprodukcyjne.

Żeby zniwelować negatywne skutki rosnącego zadłużenia wystarczy zastosować rozwiązania nowozelandzkie. Dekady temu tamtejsze partie porozumiały się, że będą zmniejszać zadłużenie po to, by w razie kryzysów minimalizować koszty ewentualnego zadłużenia. Politycy wszystkich ugrupowań zrozumieli, że warto współpracować, a nie nakręcać spiralę zadłużenia i inflacji.

Jeżeli nie luzowaniem ilościowym i kontrolowanym skupem obligacji, którą to metodę stosują także inne banki centralne takie jak Fed czy ECB, to jak inaczej moglibyśmy radzić sobie z kryzysem? Czy istnieje inne rozwiązanie?

Najprostsze rozwiązanie to pozwolenie obywatelom na skorzystanie z praw socjalnych, jakie przysługiwałyby im w przyszłości. Przykładowo, jeżeli ktoś w okresie kryzysu potrzebowałby 1000 złotych, to mógłby już teraz z pewnym dyskontem skorzystać z dwóch wypłat 500+, jakie w przyszłości by dostał na swoje dzieci. Ktoś inny mógłby skorzystać ze środków „zgromadzonych” w ZUS itp. Dzięki temu obecny wzrost wydatków państwa skutkowałby automatycznym obniżeniem tych wydatków w przyszłości, bez strat dla budżetu (ze względu na dyskonto). Program taki odwoływałby się też do indywidualnej racjonalności i skutkowałby wzrostem podaży pracy w przyszłości. Aby zachęcić obywateli do większej aktywności po kryzysie, wystarczyłoby zwolnić z podatków i składek wynagrodzenia przewyższające wynagrodzenia z 2019 roku. Wynagrodzenie netto z nadgodzin zrównałoby się wtedy z „brutto brutto”. Skutkowałoby to też wydłużeniem czasu pracy w okresie po kryzysie. Państwo otrzymałoby dodatkowe środki z VAT, więc też by skorzystało na dodatkowej pracy.

Czy niepożądanym efektem ubocznym ratowania gospodarki w ten sposób nie będzie utrata wartości przez pieniądz? Pytam tu zarówno o inflację, jak i o spadek kursu złotówki wobec walut takich jak dolar czy euro.

Sam fakt uruchomienia niestandardowych narzędzi był czynnikiem osłabiającym kurs, ale jednocześnie rodził nadzieję na poprawę sytuacji gospodarczej. Per saldo kurs nie musiał spaść. Bez wątpienia jednak obniżenie stóp procentowych wywołało dodatkowy negatywny efekt dla złotego. W czasie kryzysu ludzie obawiają się utraty wartości swoich oszczędności z powodu wzrostów cen. Obniżka stóp była dodatkowym ciosem dla posiadaczy złotego. Cena kredytu i tak była historycznie niska, a jakoś nie skutkowało to wzrostem inwestycji.

Obecnie przed każdym bankiem centralnym stoi poważne wyzwanie metodyczne. W sytuacji ograniczeń administracyjnych problematyczne się staje stosowanie indeksu Laspeyresa przy obliczeniu zmian cen. W efekcie możemy mieć dwa lata oficjalnego spadku cen, po czym okaże się, że każda cena w perspektywie dwóch lat jednak wzrosła.

 Innym elementem walki z kryzysem przez RPP było obniżenie stóp procentowych. Liczba i wartość udzielanych kredytów konsumpcyjnych czy wydawanych kart kredytowych w marcu spadła w ujęciu rdr. Czy RPP zaobserwowała już odbicie i czy Polska w ogóle miała co obniżać?

Myślę, że warto poczekać na kolejne dane. Obniżanie stóp w obliczu tak wysokiej inflacji i silnie ujemnych realnych stóp procentowych sprzyja deweloperom, niektórym inwestorom i zadłużonym podmiotom. W Warszawie ceny mieszkań ważone ich jakością wzrosły o 10%, w kolejnych 6 największych miastach o 14% w skali roku. Na inflacji traci jednak całe społeczeństwo, a zwłaszcza osoby, które chciałyby kupić mieszkanie, które nie chcą mieć kredytu lub którym trudno negocjować wzrost dochodów, np. emeryci i renciści.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ