GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Nowa miara demokracji to jawność i wiarygodność statystyk COVID19

8 czerwca 2020, 23:44 / źródło: opracowanie autorskie / zdjęcie: pixabay
Nowa miara demokracji to jawność i wiarygodność statystyk COVID19
Maciej Drozd
Maciej Drozd

Ekspert w obszarach government affairs, spraw międzynarodowych, a także infrastruktury i mobilności. W przeszłości związany zawodowo m.in. z Konfederacją Lewiatan, Ministerstwem Infrastruktury, Ministerstwem Środowiska i Polsko-Niemiecką Izbą Przemysłowo Handlową.

Co najmniej tyle emocji, co sama liczba zachorowań i zgonów na koronawirusa, budzi obecnie wiarygodność samych liczb. Nic dziwnego, bo raport o około 4500 zgonach w Chinach, gdzie pojawił się wirus, w porównaniu z danymi z państw europejskich czy USA jest nie do obrony. Co więcej, dyplomacja maseczkowa, która chwilowo zajęła miejsce panda diplomacy, ma uczynić z Pekinu siłę, która uratuje świat przed tragicznym finałem pandemii. Kto będzie skłonny uwierzyć w tę wersję?

Państwo Środka chce dziś pokazać, że państwo autorytarne nie tylko lepiej radzi sobie z budowaniem pozycji w światowej gospodarce, ale również ze zwalczaniem epidemii COVID19. Na dodatek, jest w stanie na wielką skalę wspomagać inne państwa transportami sprzętu medycznego, nadając tym działaniom głęboki sens polityczny, co mieliśmy okazję zaobserwować przy okazji wysłania do Polski wątpliwej jakości maseczek – prezydent Andrzej Duda publicznie potwierdził, że dostawa była efektem bezpośredniej rozmowy z Xi Jinpingiem, co ochoczo podchwyciły polskie media państwowe, internalizując de facto wersję państwowej chińskiej propagandy, wedle której pomoc ma wymiar nie tylko humanitarny, ale przede wszystkim polityczny.

Wiarygodność statystyk zakażeń i zgonów przedstawianych przez Pekin ma potwierdzać błyskawiczne tempo wychodzenia gospodarki z lockdownu, które przypadło na czas pierwszych dopiero obostrzeń w Europie i USA. Na potwierdzenie tego, Chiny przedstawiają dane o produkcji przemysłowej i konsumpcji, które pokazują, że jedynie pierwszy kwartał 2020 charakteryzował się spadkiem PKB, a w kwietniu gospodarka wróciła na stare tory.

Przenieśmy się teraz do Europy, która wciąż zmaga się z zachorowaniami i dużą liczbą przypadków śmiertelnych. Dla przykładu – od początku pandemii w UE zadawano sobie pytania, dlaczego w Niemczech, gdzie opieka medyczna jest dobrze dofinansowana, liczba lekarzy na 1000 obywateli wysoka, a zapasy i jakość sprzętu medycznego zadowalające, przypadków śmiertelnych jest tak dużo, bo prawie 8000. Wynika to między innymi ze skrupulatności, z jaką za Odrą podchodzi się do każdego zgonu, który potencjalnie mógł być związany z koronawirusem, a której rezultatem jest każdorazowa sekcja zwłok i szereg badań. Takie metodyczne podejście należy pochwalić nie tylko jako przejaw dokładności i solidności ze strony służb medycznych i sanitarnych, ale także jako deklarację władz i aparatu państwowego – nie mamy nic do ukrycia.

Stany Zjednoczone to lider niechlubnych statystyk związanych ze śmiertelnością na COVID19. W USA znajdziemy również dowód na to, że silne instytucje demokratyczne i tradycja jawności życia publicznego gwarantują społeczeństwu dostęp do wiarygodnych danych o zachorowaniach i przypadkach śmiertelnych. Nie jest tego w stanie zmienić nawet tocząca się kampania prezydencka, a przecież można sobie wyobrazić, że administracja waszyngtońska pod kierownictwem Donalda Trumpa miałaby interes w podważaniu danych o tragicznych konsekwencjach pandemii. Owszem, szczególnie na początku zachorowań, amerykański prezydent miał tendencję do lekceważenia koronawirusa i powoływał się na wątpliwej renomy ekspertów. Jednak jawność statystyk, w tym włącznie do nich również tych zgonów, gdzie COVID19 był jedną z kilku występujących chorób, jest niewątpliwa, a przecież konsekwencje pandemii mogą kosztować Donalda Trumpa kolejną kadencję w Białym Domu.

W tych rozważaniach należy brać oczywiście pod uwagę głównie państwa, których poziom rozwoju pozwala na masowe badanie ludzi, wprowadzenie i egzekwowanie środków ochrony sanitarno-epidemiologicznej, zapewnienie opieki medycznej i prowadzenie statystyk. Wiele krajów trzeciego świata nie posiada środków nie tylko do leczenia zakażonych, ale również ich diagnozowania. Nie brakuje jednak państw, które pomimo poziomu pozwalającego na aktywne zwalczanie pandemii, przez wiele miesięcy lekceważyły koronawirusa – np. Białoruś lub Turcja. Przywódcy tych krajów przez wiele tygodni zapewniali, że pandemia nie jest udziałem tych państw i nie odnotowano żadnych przypadków. Kiedy więc sytuacja stała się bardzo poważna i przyznano się do odnotowania fali zachorowań i przypadków śmiertelnych, to czy takie statystyki mogą być w ogóle wiarygodne?

Pod tym względem Ankarze i Mińskowi bliżej zdecydowanie do Pekinu, niż Berlina czy Waszyngtonu. Ale przecież nie tylko w tej materii. Okazuje się, że jeśli jawność statystyk zakażeń i śmiertelności na koronawirusa oraz przejrzystość związanych z pandemią działań państwa uczynimy miernikiem demokracji i wolności obywatelskich, stare „rankingi” niewiele się zmienią. Działanie aparatu państwowego w sytuacji powszechnego zagrożenia życia obywateli jest papierkiem lakmusowym jawności informacji, wolności mediów i procedur demokratycznej kontroli nad władzą.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ