GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Prof. Mączyńska: „Nowa Normalność” czy kryzysogenny nieład ?

28 czerwca 2020, 23:40 / Biuletyn Gospodarczy IJ "Rynek Opinii "
Prof. Mączyńska: „Nowa Normalność” czy kryzysogenny nieład ?
Biuletyn gospodarczy  Rynek Opinii
Biuletyn gospodarczy Rynek Opinii

Biuletyn Gospodarczy Rynek Opinii. Wydawca: Instytut Jagielloński

Mam wątpliwości, czy określenie „Nowa Normalność” jest zasadne. Sugeruje ono istnienie normalności przed pandemią COVID-19. Trudno jednak uznać, że przedpanedmiczna sytuacja w gospodarce globalnej była nacechowana normalnością. Nie brakuje przecież dowodów, że tak nie było. Świat i poszczególne gospodarki, w tym i Polska nie były i nie są wolne od rozmaitych wynaturzeń, spękania, chaosu, entropii. Wiele wskazuje, że świat jest chwiejny i pozbawiony odporności na rozmaite kryzysowe ataki - pisze na łamach Biuletynu Gospodarczego Instytutu Jagiellońskiego "Rynek Opinii" Prof. Elżbieta Mączyńska, Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Prof. Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. 


Chwiejny świat

Pandemiczne zniszczenia prowokują obecnie debatę, której trzonem jest klasyczne w takiej sytuacji pytanie „Co poszło nie tak?”. Choć z pewnością pytanie to długo jeszcze pozostanie pytaniem otwartym, bowiem problem jest wysoce złożony, a pierwsze oceny przyczyn pandemii wydają się niesatysfakcjonujące, zbyt ogólne, a przy tym nierzadko sprzeczne. Jednak odpowiedź na pytanie „co poszło nie tak” ma fundamentalne znaczenie, albowiem bez dogłębnej znajomości przyczyn pandemicznego krachu nie sposób dopracować się rozwiązań dających szanse na zwiększenie społeczno-gospodarczej odporności na tego typu załamania. Odporność taka jest istotna tym bardziej, że współczesny świat cechuje narastająca częstotliwość rozmaitych kryzysowych szoków. W dodatku każdy z nich jest inny. Zaś współcześnie są one (i wiele wskazuje, że w przyszłości też będą) nie tylko coraz częstsze, ale i coraz bardziej głębokie, rozległe, co m.in. związane jest z narastającą w wyniku globalizacji złożonością i nieprzejrzystością gospodarczych, społecznych oraz politycznych powiązań. Potrzebna jest zatem swego rodzaju antykryzysowa, mająca systemowy charakter, „szczepionka”. Jednak bez dokładnego rozpoznania podłoża kryzysogenności i słabej kryzysoodporności, dopracowanie się takiej „szczepionki” staje się problematyczne. Jest to trudne tym bardziej, ze eksperckie i naukowe oceny dotyczące owego podłoża różnią się od siebie i to niekiedy skrajnie. Pewne nadzieje na rozwiązanie tego problemu można jednak wiązać z wyraźnie przebijającym się w dyskusjach na ten temat trendem łączenia słabej odporności gospodarek i społeczeństw na kryzysy z cechami systemu społeczno-gospodarczego, w tym przede wszystkim ustroju kształtowanego pod wpływem dominującej od kilku dekad doktryny neoliberalnej.

W środowiskach naukowych i eksperckich, ale także medialnych coraz wyraźniej przebija się teza o konieczności wypracowania nowego modelu ładu społeczno-gospodarczego, i nowego przemyślenia relacji państwo-rynek-społeczeństwo. Chyba najbardziej zaskakującym przykładem zwrotu w tym kierunku jest, sformułowana na początku kwietnia 2020 r., opinia kolegium redakcyjnego „The Financial Times” (FT) - prominentnego brytyjskiego dziennika o neoliberalnym zabarwieniu, uznawanego wręcz za „biuletyn kapitalistów”, dziennika o zasięgu międzynarodowym, silnie promującego wolny rynek i globalizację. W artykule wstępnym  z 8 8 kwietnia 2020 r. wskazuje się, że pandemia obnażyła 40 lat błędów w polityce gospodarczej. Opinia ta wywołała szeroki międzynarodowy oddźwięk i dla wielu środowisk, zwłaszcza zwolenników reaganomiki czy thatcheryzmu niewątpliwie jest zaskoczeniem.  Główne tezy fragment redakcyjnego tekstu FT - pod znamiennym tytułem Virus lays bare the frailty of the social contract. Radical reforms are required to forge a society that will work for all (Wirus obnaża kruchość umowy społecznej. Niezbędne są radykalne reformy, aby stworzyć system pracujący na rzecz wszystkich) - awansowały do miana cytatu dnia: „Radical reforms — reversing the prevailing policy direction of the last four decades — will need to be put on the table. Governments will have to accept a more active role in the economy. They must see public services as investments rather than liabilities, and look for ways to make labour markets less insecure. Redistribution will again be on the agenda; the privileges of the elderly and wealthy in question. Policies until recently considered eccentric, such as basic income and wealth taxes, will have to be in the mix” (Niezbędne są radykalne reformy odwracające dominujący kierunek polityki ostatnich czterech dekad. Rządy będą musiały zaakceptować bardziej aktywną rolę w gospodarce. Muszą postrzegać usługi publiczne jako inwestycje, a nie jako obciążające budżet wydatki; rządy muszą szukać sposobów ograniczania niestabilności rynków pracy. Redystrybucja dochodów powinna znów stać się przedmiotem działań rządów, z uwzględnieniem sytuacji osób starszych i bezzasadnych przywilejów osób zamożnych. W polityce społeczno-gospodarczej trzeba będzie też uwzględnić do niedawna uznawane za ekscentryczne takie koncepcje, jak bezwarunkowy dochód podstawowy i podatki od majątku).

Wpisuje się to zarazem w tak często obecnie powtarzane, pochodzące z 2004 r., stwierdzenie Paula Romera (laureata Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii za 2018 r.), iż kryzysy są czymś zbyt strasznym, żeby je zmarnować („Crisis is a terrible thing to waste”).

Historia gospodarcza wykazuje jednak, że kryzysowe lekcje mogą być odrabiane należycie, ale też mogą być pojmowane, czy wykorzystywane opacznie.

Pandemia jako szkło powiększające  

Pandemia to swego rodzaju szkło powiększające, uwidaczniające brak odporności coraz bardziej zglobalizowanych i wzajemnie powiązanych gospodarek na zjawiska kryzysowe.  COVID-19  uwydatnia  zwłaszcza słabości gospodarek, poddanych doktrynie neoliberalnej i dyktatowi zysku. Noblista J.E. Stiglitz stwierdza wręcz, że „stworzyliśmy system, który jest bardzo podatny na pandemię”. Ekonomista ten porównuje neoliberalny system gospodarczy do samochodu wyścigowego, który uczestniczy w wyścigu, pędzi do przodu, ale nie ma koła zapasowego. Taki system na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Dlatego też Stiglitz traktuje pandemię COVID-19 jako swego rodzaju cezurę, wymuszającą naprawę i trwałe zmiany kapitalizmu, w taki system, w którym przezwyciężone zostaną niebotyczne asymetrie dochodowe w system, które służyć będzie całemu społeczeństwu, a nie tylko wybranym, uprzywilejowanym grupom. Znacznie mniej optymistyczne perspektywy dla kapitalizmu prognozuje znany amerykański socjolog Immanuell Wallerstein, wieszczący rychły koniec tego systemu. Podobnie negatywną opinię wyraża niemiecki socjolog i ekonomista Wolfgang Streeck, który już w 2014 r. - jak się dziś okazuje, proroczo - oceniał, że „/../w każdym momencie możliwe jest ponowne uderzenie kryzysu, takiego jak w 1929 r. albo 2008 r. Czy z tego szoku powstanie otrzeźwienie? Wątpię. Wiem tylko, że kapitalizm jest nie do naprawienia. Jako system ekonomiczny oraz polityczny. Bo kryzys stał się nie tylko motywem, który się w nim powtarza. Ale jego stałym towarzyszem. Streeck dochodzi do wniosku, że następuje wyraźna ewolucja państwa, jego przekształcanie z „państwa podatków” w „państwo długu”. W następstwie tego relacje między państwem, a rynkiem stają się coraz mniej przejrzyste i nie bardzo jest jasne czy to państwa upaństwowiły banki czy banki sprywatyzowały państwo. Zmniejszanie się (w wyniku neoliberalnej doktryny  państwa-minimum i niskich podatków) wpływów podatkowych państwa zmusza je albo do zadłużania się, aby móc realizować wszystkie przypisane mu funkcje, w tym  podejmować  inwestycje publiczne, albo do ich ograniczania. Ograniczanie zaś  przez państwo  świadczeń publicznych, w tym edukacyjnych, zdrowotnych i in. zmusza gospodarstwa domowe do prywatnego ich finansowania, co z kolei napędza wzrost kredytowania gospodarstw domowych przez banki. Tym samym w wyniku takiego przerzucenia na gospodarstwa domowe wydatków uprzednio finansowanych z budżetu państwa, zwiększa się udział sektora finansowego w gospodarce, która w coraz większym stopniu staje się  napędzana  kredytami. Brytyjski socjolog i politolog Colin Crouch w 2008 r. z przekąsem nazwał takie zjawiska „sprywatyzowanym keynesizmem”. Streeck szczegółowo analizuje to zjawisko i choć uwzględniając wyniki badań, neguje możliwość naprawy kapitalizmu, to zarazem jednak ocenia, że: „Jakąś formą pozytywnej zmiany mogłoby być demontowanie tych 40 lat neoliberalizmu na wszelkich szczeblach. I budowanie za pomocą takich instytucji, jakie jeszcze nam się uchowały. Osobno krok po kroku na każdym rynku. Na rynku pracy, rynku kredytowym albo usługowym. Ale to zadanie trudne i żmudne”.

Zatem, choć obecnie, w roku pandemii COVID-19, ujawniające się rozmaite dysfunkcje współczesnego świata przypisywane są właśnie tej pandemii, to symptomy i sygnały zagrożeń kryzysowych dawały o sobie znać już od lat, a nawet dekad. Spektakularnie uwydatnił je już kryzys finansowy z 2008 r. Niestety, jak wynika z historii gospodarczej, pamięć kryzysowa przeważnie bywa krótka, zaś lekcje, jakich udzielają kryzysy, nierzadko nie są nazbyt starannie odrabiane,  podłoże  krachów ignorowane, a leczenie nader często koncentruje się nie na eliminowaniu przyczyn schorzeń, lecz na łagodzeniu ich objawów. Tworzy to urodzajne podglebie dla kolejnych  kryzysów i to występujących z coraz większą częstotliwością. Każdy zaś z kryzysowych załamań pozostawia rozmaite, nierzadko bardzo bolesne ślady i rany. W dodatku kryzysy niekiedy nakładają się na siebie, tworząc swoistą kryzysową multiplikację, megahistoryczny węzeł gordyjski, wywołany przez synergiczne efekty kumulacyjne wielu kryzysów. Obecnie do standardowej listy kryzysów, tj.  kryzysu  porządku globalnego, globalizacji, neoliberalizmu, elit globalnych, zadłużenia, można dodać kryzys gospodarki nadmiaru, kryzys demograficzny, czy kryzys nadmiernej finansyzacji, niezrównoważonych systemów rolnictwa i żywności, rynków pracy, klimatyczny i właśnie pandemiczny. Zatem ten ostatni kryzys nie pozostaje osamotniony. Listę jednocześnie występujących w świecie kryzysów można wydłużać i z pewnością jeszcze długo nie pozostanie ona zamknięta. Kryzysowe podłoże tworzą przede  wszystkim narastające nierówności społeczne oraz błędy pomiaru dokonań społeczno-gospodarczych, w tym ograniczenia, słabości i wynaturzenia miary jaką jest produkt krajowy brutto (PKB) oraz jego fetyszyzowanie, kreowanie mitu PKB.

Owo nakładanie się i rosnąca częstotliwość kryzysów jest zarazem czynnikiem sprawczym jak i skutkiem  tego, że coraz bardziej uwydatniającą się cechą współczesnego świata jest jego spękanie, wyrażające się w występowaniu i nasilaniu się rozmaitych dychotomicznych zjawisk, asymetrii i braku harmonii w kształtowaniu globalnej rzeczywistości społeczno-gospodarczej. Jednym ze spektakularnych przejawów nieprawidłowości we współczesnym świecie jest rozwój i rosnąca siła oligopolistycznych, przeważnie słabo uwrażliwionych społecznie i ekologicznie, przedsiębiorstw, zwłaszcza gigantów cyfrowych (tzw. GAFAM - Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft), co skutkuje, zagrażającą wolnej konkurencji, horyzontalną koncentracją władzy na wielu strategicznych poziomach, w tym obejmujących centra danych, systemy operacyjne, oprogramowanie, przeglądarki, komunikatory internetowe i in.. Innym przejawem asymetrii jest związane z rzeczonym już niebezpiecznym narastaniem w wielu krajach nierówności społecznych, w tym dochodowych, nasilanie się przejawów rozmaitych form wykluczenia społecznego. Z licznych badań i publikacji na ten temat wynika, że stanowi to zagrożenie  nie tylko dla fundamentów gospodarki wolnorynkowej  i konkurencji lecz także dla  demokracji i liberalizmu .

Zarówno sama rzeczywistość, jak i wyniki badań naukowych, potwierdzają niemal jednoznacznie, że świat pogrąża chaos. Chaos ten dotyczy zarówno sfery ekonomicznej, jak i społecznej oraz ekologicznej. Dowody tego przedstawiane są poprzez liczne badania naukowe  i publikacje.

M.in. brytyjsko-włoska ekonomistka Mariana Mazzucato wskazuje, że kapitalizm stoi w obliczu co najmniej trzech głównych kryzysów: gospodarczego, ekologicznego/klimatycznego i zdrowotnego. Obecny wywołany pandemią kryzys zdrowotny gwałtownie rozpalił kryzys gospodarczy. Niesie to jeszcze nieznane w pełni konsekwencje m.in. dla stabilności finansowej, a wszystko to rozgrywa się na tle kryzysu klimatycznego, któremu standardowy „zwykły biznes” nie jest w stanie sprostać. Na niedawne medialne przekazy i przerażające zdjęcia walczących z gigantycznymi pożarami strażaków, nakładają się obecnie jeszcze bardziej przerażające obrazy pandemicznych zmagań pracowników ochrony zdrowia.

Ważnym ostrzeżeniem przed ryzykiem kryzysowej multiplikacji jest m.in. opublikowany w 2018 r. Raport Klubu Rzymskiego pod zatrważającym tytułem „Ejże! Kapitalizm, krótkowzroczność, populacja i zniszczenie planety”. Raport ten można traktować jako swego rodzaju syntezę dotyczącą groźnych nieprawidłowości cechujących współczesny świat .  

Przestrogą przed kryzysogennymi zagrożeniami są także wyniki badań prowadzonych przez brytyjskiego ekonomistę Paula Colliera. Badania te dotyczą przede wszystkim nierówności społecznych.  Autor ten wskazuje na swego rodzaju żarłoczność neoliberalnego systemu społeczno-gospodarczego, cechujący go egoistyczny indywidualizm, kreujący „społeczeństwo rottweilerów”.

Także znany francuski ekonomista Thomas Piketty traktuje narastanie nierówności jako podstawowe schorzenie współczesności. Podkreśla rosnące znaczenie różnic nie tylko dochodowych, ale przede wszystkim różnic w bogactwie, co  wiąże się zwłaszcza  z bogactwem odziedziczonym.  Piketty traktuje to jako symptom powrotu do swego rodzaju XIX-wiecznego, dynastycznego, „ojcowskiego” kapitalizmu. Postrzega nierówności jako zjawisko społeczne napędzane przez system społeczno-gospodarczy, w szczególności przez rozwiązania instytucjonalne. W rozmowie z Steinmetz-Jenkinsem dla czasopisma „The Nation”, neoliberalną formę kapitalizmu określa jako „hiperkapitalizm”, będący „rodzajem społeczeństwa własnościowego na sterydach”.

Obok nierówności społecznych, szczególnie dalekosiężnym i kryzysogennym wypaczaniem rzeczywistości są mankamenty pomiaru społeczno-gospodarczych dokonań. Sposób pomiaru zawsze bowiem rzutuje na jakość, styl i intensywność pracy, zachowania i decyzje tych, których bezpośrednio lub pośrednio pomiar taki dotyczy. Jeśli jest błędny lub niepełny może prowadzić do nieprawidłowości w zrachowaniach ludzi, w funkcjonowaniu społeczeństwa i gospodarki. W największym uproszczeniu PKB stanowi bowiem sumę zysków jednostek gospodarczych, zysków kapitałowych oraz otrzymywanych przez zatrudniane osoby wynagrodzeń, bez względu na charakter, formy prawne i znaczenie ich pracy. Na równi traktowane są w pomiarze PKB działania w sferze wytwórczej, jak i np. w sferze hazardu czy spekulacji. Błędy pomiaru powiększa traktowanie kosztów, jakby były korzyściami. I tak np. nakłady na reklamę, której nadmiar nierzadko uprzykrza życie ludzi, powiększają PKB. Dotyczy to także spekulacji finansowych, niekiedy rujnujących przedsiębiorstwa. Wątpliwości i głębokie kontrowersje budzi  przy tym wprowadzona w 2014 r. w UE zasada wliczania do PKB  także prostytucji, działalności przestępczej, w tym handlu narkotykami  itp..

Niedostatki PKB jako miary osiągnięć społeczno-gospodarczych i charakterystyczne dla kilku minionych dekad fetyszyzowanie tej miary sprawia, że coraz bardziej krytycznie oceniane są takie modele polityki gospodarczej, w której absolutnym priorytetem jest wzrost gospodarczy. A taki właśnie priorytet cechuje system neoliberalny. Stąd też obecnie zarysowywane są wstępne koncepcje tzw. post-PKB-owskich modeli polityki społeczno-gospodarczej, w których więcej uwagi poświęca się jakościowym, w tym społecznym, ekologicznym i kulturowym czynnikom. Między innymi Kołodko wskazuje na konieczność przejścia na „nowy pragmatyzm”, czyli ekonomię umiaru, zarazem podkreślając, że „gospodarka bez wartości jest jak życie bez sensu”. Wskazuje to na wagę wyznaczanych w systemie społeczno-gospodarczym priorytetów/preferencji. Wiąże się to ściśle z przyjętym modelem ustroju społeczno-gospodarczego.

Zwraca na to też uwagę m.in. Mariana Mazzucato w książce  z 2018 r.  pod prowokującym tytułem “The Value of Everything: Making and Taking in the Global Economy”. Mazzucato wskazuje, że współczesne gospodarki nagradzają działania, które raczej wysysają, ekstraktują wartość, aniżeli ją tworzą. Różnice między tworzeniem wartości, a jej ekstrakcją Mazzucato, wyjaśnia na podstawie m.in. analizy dysproporcji wynagrodzeń i dochodów, między poszczególnymi grupami zatrudnionych, np. przepaści między wysoko wynagradzanymi bankowcami, a sytuującymi się na przeciwnym biegunie płac nauczycielami. Ekonomistka ta uznaje to za wynaturzenie i stawia otwarte pytanie, czy rzeczywiście takie różnice wynagrodzeń odzwierciedlają realny wkład wynagradzanych osób w kreowanie wartości. Dlatego też Mazzucato, podkreśla konieczność wykorzystania pandemicznego kryzysu do głębokiego przemyślenia tych kwestii, zwłaszcza roli państwa w gospodarce i relacji państwo-rynek. Zamiast po prostu naprawiać niedoskonałości rynku, zdaniem Mazzucato, rządy powinny dążyć do aktywnego kształtowania rynków tak, aby zapewnić trwały inkluzyjny rozwój społeczno-gospodarczy. Zdaniem Mazzucato, partnerstwo publiczno-prywatne, czyli partnerstwo rządów z biznesem i angażowanie środków publicznych powinno być „napędzane” interesem publicznym, a nie zyskiem.  Autorka ta podkreśla konieczność obecnie kierowania dużych funduszy publicznych na innowacje w sektorze ochrony zdrowia, ale zarazem zaznacza, że rządy powinny tak sterować tym procesem, aby zapewnić uczciwe ceny i żeby patenty nie były nadużywane, dostawy leków zagwarantowane, a zyski były ponownie inwestowane w innowacje, a nie przekazywane akcjonariuszom. Mazzucto zwraca uwagę, że po kryzysie finansowym w 2008 r. nauczyliśmy się na własnej skórze, co dzieje się, gdy rządy zalewają gospodarkę bezwarunkową płynnością, a nie kładą podwalin pod trwałe i sprzyjające społecznej inkluzji ożywienie. „Teraz, gdy trwa jeszcze poważniejszy kryzys, nie możemy powtórzyć tego samego błędu /../ Desperacko potrzebujemy państw przedsiębiorczych, które zainwestują więcej w innowacje - od sztucznej inteligencji począwszy poprzez zdrowie publiczne i po odnawialne źródła energii. Ale /../potrzebujemy również państw, które potrafią tak negocjować, aby korzyści z inwestycji publicznych powracały do społeczeństw. Kryzys stwarza tym samym szansę naprawy systemu. „Jeśli tego nie zrobimy, to w nadchodzących latach i dziesięcioleciach dojdzie do kolejnego głębokiego kryzysu oraz szeregu mniejszych, co sprawiać będzie, że nasza Planeta będzie ‘coraz bardziej niezdatna do zamieszkania’. Przestrzega przed tym wielu innych ekonomistów, w tym noblistów.

Wobec wskazywanej przez wielu badaczy konieczności zmian w systemach społeczno-gospodarczych, specjalnej wymowy nabiera inna wypowiedź cytowanego już Paula Romera, eksponująca, że to właśnie racjonalizacja zasad i regulacji w systemie społeczno-gospodarczym, może uczynić więcej dla rozwoju społeczno-gospodarczego, wzrostu produktywności i efektywności wykorzystania zasobów naturalnych oraz ograniczania niepożądanych skutków ubocznych, aniżeli pogoń za coraz większym wzrostem gospodarczym. Romer uciekając się do metafory kulinarnej wskazuje, że istotniejsze są właściwe przepisy, „recepty” niż sam proces większego „gotowania” („Economic growth springs from better recipes, not just from more cooking. New recipes produce fewer unpleasant side effects and generate more economic value per unit of raw material”) A owe „recepty” są domeną przede wszystkim  ekonomistów. Ostatnio (luty 2020) Romer, w zamieszczonym na swojej stronie internetowej wpisie, dość kąśliwie wypowiada się (zresztą nie po raz pierwszy) na temat odpowiedzialności ekonomistów za przeszłe, obecne i przyszłe wydarzenia i trendy. To bowiem ekonomiści kreują rozmaite modele i koncepcje służące kształtowaniu systemów społeczno-gospodarczych i przyjmowanych w nich zasad oraz relacji. Jednak te makroekonomiczne modele, choć zekonometryzowane  i charakteryzujące się elegancją matematycznej logiki, nader często, zdaniem Romera, nie przystają do rzeczywistości. Romer przestrzega, że ekonomiści tak sprawnie posługują się modelami matematycznymi/ekonometrycznymi, że stosując je mogą z łatwością wykazać, iż „prawie wszystko jest logicznie możliwe”, mogą zatem uzasadnić na podstawie modeli dowolną hipotezę. I tu Romer posługuje się dość zaskakującą analogią do położnictwa. Mianowicie w dziewiętnastym wieku zdiagnozowano, że w sytuacji, gdy przy porodzie asystował lekarz, zwiększało się prawdopodobieństwo śmierci pacjentki. Przyczyna tego okazała się banalna. Było nią mianowicie niemycie rąk  przez lekarzy (sic!). W takiej sytuacji pozostawał zatem wybór, albo odsunąć lekarzy od asystowania przy porodach, albo rygorystycznie egzekwować, by myli ręce. Romer, używając tego przykładu w odniesieniu do ekonomistów, zastrzega, że nie chce sugerować społeczeństwom, żeby pozbywać się ekonomistów (to get rid of economists), lecz by dbać o to, żeby  „mieli czyste ręce”.  Zatem fundamentalne znaczenie ma  wymóg liczenia się przez ekonomistów z realiami, faktami, w tym także świadczącymi o zasadniczych błędach środowiska  ekonomistów. Aby zawód ekonomisty mógł być wykonalny, a prace i rekomendacje ekonomistów wiarygodne, naukowe środowisko ekonomistów musi wziąć na siebie zbiorową odpowiedzialność za - skutkujące ogromnymi szkodami społeczno-ekonomicznymi - błędy, jakie mogą zdarzyć się  i niestety, zdarzają się niektórym ekonomistom w niektórych ich pracach. Błędy takie trzeba bezwzględnie ujawniać, zamiast w nich tkwić (co zresztą może wynikać z rozmaitych względów, także z wąsko pojmowanego interesu środowiskowego). Dziś, w sytuacji pandemicznego kryzysu i ujawniających się nieprawidłowości w systemach społeczno-gospodarczych oraz poszukiwań możliwości ich naprawiania, takie stwierdzenie nabiera specjalnej wymowy. Na konieczność zmiany podejścia  w teorii ekonomii zwraca uwagę  także wielu innych ekonomistów krajowych i zagranicznych,  w tym wyżej cytowanych. Na gruncie polskim  wiele miejsc poświęca tej kwestii, zwłaszcza  w kontekście sytemu wartości społecznych Grzegorz  Kołodko. Aksjonormatywny wymiar ma  też najnowsza monografia Jerzego  Hausnera z 2019 r., co zresztą wyraża już sam jej tytuł. „Społeczna czasoprzestrzeń działalności gospodarczej. W kierunku ekonomii wartości”.

Rozmijanie się  teorii ekonomii o realia oraz jej rozbrat  z etyką nie służy dobrze praktyce życia społeczno-gospodarczego, skutkuje wieloma, w tym wyżej sygnalizowanymi negatywnymi zjawiskami i następstwami. Jednym z groźniejszych tego typu następstw jest zafałszowywanie rachunku ekonomicznego, w tym marginalizowanie rachunku kosztów i efektów zewnętrznych (externalities) i nieprawidłowe wyceny wartości pracy, wyrobów i usług.

Zafałszowany rachunek kosztów. Syndrom „Botaniego”

Jednym z najbardziej złożonych w ekonomii zagadnień jest rachunek kosztów i efektów zewnętrznych (externalities). Externalities polega na przenoszeniu części kosztów lub korzyści (zysków, efektów), wynikających z działalności jednego podmiotu gospodarczego lub innej instytucji czy osoby na inne podmioty, bez należytej rekompensaty z tego tytułu.

Tego typu zamierzone i niezamierzone przepływy kosztów i efektów, powinny znajdować odzwierciedlenia w kosztach działalności wszystkich podmiotów, których to dotyczy oraz w  cenach oferowanych przez nie produktów i usług. Ta zasada nie znajduje jednak przełożenia na praktykę. Wynika to z wielu czynników, zaś podstawowym jest złożoność i wzrost nieprzejrzystości transakcji ekonomiczno-finansowych. W analizach tych kwestii nie brakuje opinii, że ukształtowany został globalny system przepływów kapitału, w sposób generujący nie transparentność tego systemu sugeruje wręcz, że przepływy  są programowane  w taki sposób, aby zwiększać nieprzejrzystość, tak aby bardzo trudno było dokonać redystrybucji bogactwa, w tym redystrybucji podatkowej. Ponadto Piketty wskazuje, że  intensywnie narastające od lat 80. i 90. XX wieku ponadnarodowe przepływy kapitału, przy słabościach regulacji finansowych, w tym podatkowych, sprzyjają nieuzasadnionym, w tym manipulacyjnym  transferom kosztów i korzyści. Typowym tego przykładem jest przyzwolenie na funkcjonowanie rajów podatkowych. W wyniku tego, przedsiębiorstwa prowadzące działalność w danym kraju, korzystające z infrastruktury publicznej, w tym transportowej, edukacyjnej, infrastruktury związanej z bezpieczeństwem i ochroną obrotu gospodarczego, ochrony prawnej, mogą formalnie rejestrować się w rajach podatkowych, unikając płacenia wyższych podatków w kraju, na terenie którego rzeczywiście funkcjonują. To typowy przykład uszczuplania wpływów budżetowych takiego kraju oraz przejaw syndromu prywatyzacji zysków i upaństwawiania strat/ kosztów. Umożliwia to  m.in. złożony, wyrafinowany system prawny na poziomie międzynarodowym. Generalnie dobra publiczne są klasycznym przykładem pozytywnych, wykorzystywanych przez różne podmioty, efektów zewnętrznych, zaś klasycznym przykładem negatywnych efektów zewnętrznych są generowane przez niektóre podmioty szkody ekologiczne, jako następstwo pogoni tych podmiotów za zyskiem i cięcia niezbędnych nakładów na działania zapobiegające takim szkodom.

Innym przykładem jest funkcjonowanie oligopolistycznych, ponadnarodowych gigantów cyfrowych, skutecznie, poprzez tzw. optymalizację  cenowo-kosztowo-podatkową,  unikających płacenia podatków w krajach, z których infrastruktury korzystają i w których wypracowują obroty i zyski. W dodatku przedsiębiorstwa takie  uzyskują korzyści wynikające z dostępu do globalnych baz danych (BIG i Global Data). Pewnym paradoksem jest, że w dobie rewolucji cyfrowej wciąż nie funkcjonuje w należytej formie ani podatek cyfrowy, ani - zaproponowany przed kilkoma dekadami przez amerykańskiego noblistę Jamesa Tobina - podatek od spekulacji finansowych, ukierunkowany na ograniczanie nierówności społecznych i z przeznaczeniem na ich łagodzenie.

Przykłady zawiłości pomiaru rzeczywistych kosztów i zysków oraz kalkulacji uzasadnionych cen można mnożyć, co uzasadnia eksponowany w niektórych publikacjach ekonomicznych syndrom swego rodzaju teatru liczb, gdzie dane i statystyki liczbowe tworzą kurtynę, która odcina nas od rzeczywistości. Zagrożenie takie potwierdza wiele badań, ujawniających ograniczenia rynku, nietransparentność i zafałszowywanie miar rynkowych, nader często abstrahujących od rachunku społecznych kosztów i efektów zewnętrznych (externalities), zwłaszcza z uwzględnieniem długookresowej perspektywy. Szczególnie wyraziście przedstawiają tę kwestię dwaj nobliści: George A. Akerlof i Robert J. Shiller w książce pod wielce wymownym tytułem Złowić frajera. Ekonomia manipulacji i oszustwa  wskazującym zarazem na etyczno-moralne podłoże takich wynaturzeń.

Nieuwzględnianie externalities w kosztach funkcjonowania rozmaitych podmiotów oraz w cenach oferowanych przez nie produktów i usług, sprawia, że zarówno koszty, jak i ceny, a także zyski czy straty są deformowane. Wiele badań wskazuje np. że, gdyby w cenę hamburgera w McDonald’s wliczone zostały wszystkie negatywne następstwa  (zdrowotne, ekologiczne, społeczne, kulturowe i in.), to musiałby kosztować kilkakrotnie więcej. Wskutek marginalizowania rachunku kosztów i efektów zewnętrznych, następstwa i wynikające  z nich  koszty te nie  obciążają producentów i usługodawców, nie ponoszą  oni tego typu  kosztów. Zatem producenci zarabiają, a kosztami obciążane są szerokie grupy społeczne i państwo. To jeszcze jeden dowód absurdalnego syndromu prywatyzacji zysków i upaństwawiania, uspołeczniania strat.

Zdeformowywanie w wyniku marginalizacji  externalities prowadzi do wielu innych  negatywnych następstw. Cena bowiem jest podstawowym parametrem uwzględnianym w decyzjach podejmowanych na różnych szczeblach gospodarki i państwa, a także  w wielu  decyzjach na poziomie ponadnarodowym i globalnym. Zdeformowane ceny generują zafałszowane informacje, sygnały , albowiem to, co tanie, w rzeczywistości może okazać się drogie, i odwrotnie.  W następstwie tego zafałszowywany jest  cały rachunek ekonomiczny.  Przy tym  w  warunkach fetyszyzowania PKB i pogoni za szybkimi zyskami łatwo dochodzi do bulimii w systemie społeczno-gospodarczym, z przejawami gospodarki nadmiaru i nienadążania popytu za podążą, co przede wszystkim wiąże się z  narastaniem nierówności społecznych, z czego z kolei  wynikają  bariery popytu . Niedostatki popytu skutkują zaś  zażartą walką  producentów o nabywców oferowanych produktów i usług, a także wyrafinowaną, nierzadko uprzykrzającą życie,  reklamą, sprzyjającą, zwłaszcza w krajach bogatych, bezrefleksyjnemu, aroganckiemu, bulimicznemu konsumpcjonizmowi – jedz, wymiotuj i znowu jedz, czyli: „kupuj, wyrzucaj i znowu kupuj, choćby na kredyt. W dodatku rynek kreuje całą masę sztucznych potrzeb. Skalę tej sztuczności bardzo wyraźnie  właśnie uzmysławia.  wymuszona obecnie  pandemiczna izolacja. Trafnie ujął to francuski filozof Alain Finkielkraut, który w wywiadzie pt. Pozostaliśmy jeszcze cywilizacją, stwierdza: „Produkować, aby konsumować, i konsumować, aby produkować: nasza współczesna cywilizacja oferowała beznadziejny spektakl amoku bez końca. I nagle wirus zatrzymał ten chocholi taniec”.

Współczesna gospodarka została bowiem oparta na priorytecie dla wąsko pojmowanej optymalizacji kosztów, taniości produkcji i powiększania zysków. Nazywam to „syndromem Botaniego” – robimy tak, bo tak jest taniej, BO TANIO i byle taniej. Taniej jest przecież nie posiadać rzeczonego, już metaforycznego „koła zapasowego”. Jednym  z wielu tego przejawów  jest rozrost kilkunasto- ,czy nawet kilkudziesięcio-milionowych mega miast  (notabene raju dla  wirusów), ale  też inne absurdy zagospodarowywania przestrzeni, prowadzące do wymierania, marginalizowania oraz ekonomiczno-społecznego wykluczania jednych miejscowości,  a nawet całych regionów  na rzecz   gigantycznego, wręcz nieludzkiego rozrostu innych. Ów syndrom BOTANIEGO  prowadzi do wielu innych  nieprawidłowości w różnych obszarach życia społeczno-gospodarczego  i groźnych, niekiedy tragicznych  tego. następstw. Ich dramatycznym potwierdzeniem jest pandemia COVID-19. Ujawniła ona, że w wielu krajach nie było należytych zapasów niezbędnego wyposażenia medycznego (maseczek, rękawiczek gumowych, respiratorów i in.) – bo tak jest taniej. Zarazem niemal monopolistą takiej produkcji okazały się Chiny – bo tak jest taniej. Okazało się też m.in. , że np. ponad 90% antybiotyków sprzedawanych w USA produkowanych jest tylko w Chinach. Dziś w warunkach pandemii, nawet nie trzeba uruchamiać wyobraźni, aby uzmysłowić sobie katastrofalne następstwa takiej sytuacji. Pandemia aż nazbyt brutalnie je obnażyła. W warunkach globalizacji długie łańcuchy dostaw dotyczą coraz większego zakresu produkcji. Zaś współzależności wynikające z globalizacji sprawiają, że losowe wydarzenia w jednej części świata mogą silnie rzutować na cały światowy łańcuch dostaw, zrywając go i tym samym negatywnie wpływając na światową kondycję, generując koszty zewnętrzne. Trudno bowiem odmówić racji upowszechnianej w mediach opinii, że cały świat to jedna wielka firma. Wprawdzie badacz tych kwestii Yossi Sheffi nadał uspokajający tytuł swojej książce na ten temat, a mianowicie The Power of Resilience. How the Best Companies Manage the Unexpected (Potęga odporności. Jak najlepsze firmy zarządzają niespodziewanym) i podał szereg przykładów niemal talebowskiej antykruchości wielu firm i siły ich odporności na losowe zakłócenia, to zarazem wykazuje, że wskutek globalizacyjnej specjalizacji ryzyko przerwania dostaw jest znaczne. Nawet np. krótka awaria elektryczna, czy inna w jednej fabryce w Japonii może zakłócić produkcję niemieckich samochodów i ich dostawy do nabywców. Dotyczy to też koreańskiej elektroniki. Wynika to z oligopolizacji produkcji wielu półfabrykatów i komponentów, przejawiającej się tym, że w niektórych przypadkach 80-90% takich wyrobów produkuje tylko jedna fabryka, będąca dostawcą niemal dla całego świata. Zwiększa to zatem ryzyko generowania kosztów zewnętrznych, które nieoczekiwanie mogą obarczyć poszczególne państwa i ich obywateli.

Jak się okazuje, w pogoni za szybkimi, łatwymi zyskami i taniością, łańcuchy dostaw, wskazujące, skąd pochodzą kupowane produkty i jaką drogą docierają do nabywców,   zostały absurdalnie wydłużone, a  co gorsza, zmonopolizowane lub zoligopolizowane. Obecnie cały świat ponosi tego konsekwencje. To klasyczny przykład nieuwzględniania w decyzjach produkcyjnych rachunku kosztów i efektów zewnętrznych. Pandemia bardzo to uwydatniła. Okazuje się bowiem, że prywatny biznes nie jest w stanie należycie zadbać o to, o co muszą dbać rządy, w tym konkretnym przypadku, o zdrowie publiczne, generalnie o dobro wspólne. To potwierdza, że zyski przejmuje prywatny biznes, a negatywne następstwa ponosi państwo i jego obywatele. Stoi to w sprzeczności z neoliberalną doktryną niskich podatków i ograniczania roli państwa do roli przysłowiowego stróża nocnego, nieingerującego w funkcjonowanie rynku. Przy jednoczesnym wymaganiu od państwa świadczeń publicznych, nakładów na infrastrukturę, edukację, zdrowie publiczne itp. prowadzi to do deficytów budżetowych. Taka koncepcja państwa prowokuje pojawiającą się w dyskusjach ironiczną opinię, że w sytuacji, gdy nie byłoby przestępców, złodziei, państwo byłoby całkowicie zbędne.

Wszystko to wskazuje na konieczność nadania należytej rangi rachunkowi kosztów i efektów zewnętrznych. Fundamentalną rolę ma tu do odegrania państwo. Stąd też coraz więcej ekonomistów wskazuje na potrzebę sprawnego, efektywnego państwa, mogącego sprostać złożonym wyzwaniom współczesnego świata, w tym wyzwaniom przeciwdziałania deformacjom w rachunku kosztów i efektów. Najbardziej wyraziste rekomendacje na ten temat formułuje Mariana Mazzucato w książce pod wiele mówiącym tytułem „Państwo przedsiębiorcze”. Autorka ta dochodzi do wniosku, że zważywszy na nowe wyzwania stojące przed państwami, powinny one w większym stopniu włączać się w procesy stymulowania innowacyjności w gospodarce. Jednak nie powinno to być wspieranie na zasadzie bezzwrotnej (a takie dotychczas dominowało), lecz oparte na regułach biznesowych, zapewniających państwu udział w zyskach z przedsięwzięć, które dofinansowało i które zakończyły się sukcesem. Dzięki temu zwiększać się będą środki państwa na finansowanie zarówno kolejnych innowacji, jak i sfery usług publicznych. Ponadto umożliwi to likwidację syndromu prywatyzacji zysków i upubliczniania strat

Rachunek kosztów i efektów zewnętrznych oraz jego marginalizacja wiąże się z kwestią charakterystycznej dla neoliberlizmu marginalizacji kultury myślenia strategicznego, wyprzedzającego, na rzecz   krótkiego horyzontu czasowego oraz z kwestią kształtowania odporności wszystkich aktorów życia społeczno-gospodarczego na wydarzenia losowe. Zaniedbania w rachunku kosztów i efektów zewnętrznych uwydatniają się bowiem wyraziście w sytuacji wystąpienia takich wydarzeń, w tym przede wszystkim zdarzeń uznawanych za wysoce nieprawdopodobne, określanych w literaturze przedmiotu jako Czarne Łabędzie.

Konkluzja

Pandemia obnażyła słabości współczesnego świata i wielu krajowych gospodarek, w tym przede wszystkim słabości systemowe. Aby pandemiczne lekcje nie poszły na marnie nie wystarczą drobne korekty w obszarach schorzeń. Owa „Nowa Normalność”  wymaga głębokich reform systemu społeczno-ekonomicznego, ukierunkowane na kształtowanie kryzysowej odporności,  eliminacji  wynaturzeń pomiaru  gospodarki oraz zafałszowywania  rachunku cen i kosztów,  a to  z kolei wymaga realizacji zasady priorytetu dla sfery społecznej,  poprawy jakości życia ludzi.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ