Minionych kilka dni miałem okazję spędzić na moim rodzinnym Podkarpaciu. To miejsce, do którego zawsze bardzo chętnie wracam. Choć od 30 lat już tam nie mieszkam, to jest wiele elementów, które w tym regionie mnie pociąga i urzeka. Najważniejszym z nich jest coraz bardziej deficytowa w dzisiejszych czasach szczerość i prostota. Widać je szczególnie w zderzeniu ze światem wielkich miast, a szczególnie wielkich korporacji. Na Podkarpaciu nie musisz udawać, zgrywać kogoś kim nie jesteś (bo np. od tego zależy twoja kariera), tu możesz być sobą. Być może wynika to z faktu, że dla ludzi tu mieszkających porażka jest czymś oczywistym, czymś niejako wpisanym w życie – każdy z tu mieszkających ma ich wiele na swym koncie. Wynikają one z faktu, że dla Podkarpacia większość minionych 30 lat nie było łatwym czasem.

Te kilka dni to był intensywny czas wielu interesujących rozmów (szczególnie słuchania), z których większość – prędzej czy później – kierowała się ku ostatnim, prezydenckim wyborom. W niniejszym tekście chciałbym się podzielić przemyśleniami jakie zrodziły się na ich bazie. Nie jestem socjologiem, nie przeprowadzałem żadnych wnikliwych badań, nie weryfikowałem w statystycznych danych stawianych przez rozmówców tez (chodziło o uchwycenie percepcji ludzi, a nie tego czy mają rację czy nie), dlatego też jest to mój subiektywny odbiór. Uznałem jednak, że obraz jaki się z tych przemyśleń rysuje jest na tyle ciekawy (szczególnie w kontekście przyszłości), że warto się nim podzielić.

Podkarpacie to różnorodność
Pierwsza, bardzo ważna, kwestia dotyczy tego, że społeczność Podkarpacia nie jest jednolita. To „oczywista oczywistość”, ale dla wielu tych, którzy w minionych tygodniach atakowali Podkarpacie za poparcie A.Dudy region ten jawi się jako „jednolita masa”. Tak nie jest i nigdy nie było. Ja – na bazie własnych obserwacji i na potrzeby tego tekstu – chciałbym wyróżnić trzy grupy, choć z pewnością jest ich więcej:

-> „twardy” elektorat narodowo-katolicki, dla którego rządy PiS to niemalże spełnianie się mesjanistycznych wizji o Polsce – Światłu Narodów. Dla tej grupy oglądane Wiadomości, to patriotyczny obowiązek, podobnie jak (bezkrytyczne) wsłuchiwanie się w to, co głosi ksiądz na ambonie. To jednak stosunkowo mała grupa, skupiająca z reguły ludzi w wieku 65+, głównie kobiety. Dla tej grupy bez wątpienia ważne są takie elementy działań PiS jak polityka rozliczeń (np. za rozsprzedanie Polski Zachodowi), przywracanie tożsamości narodowej, patriotyzm gospodarczy („kupuj polskie), itd.

-> druga wyraźna grupa to przedsiębiorcy, osoby których utrzymanie zależy od prosperity ich własnych firm, działalności gospodarczej. To najbardziej krytyczna wobec PiS grupa spośród tych, z którymi się spotkałem. W ich mniemaniu, główna zasługa PiS, to wsparcie koniunktury; przez 500+, zamówienia rządowe w polskich fabrykach (zbrojeniówka) czy projekty unijne, które dziś w większej mierze niż za PO trafiają na „ścianę wschodnią”. Ich generalnie krytyczne spojrzenie wynika z kolei z faktu, że to na nich odbija się rozregulowane dziś otoczenie biznesowe (rozwiązania regulacyjno-podatkowe). Oni też zdecydowanie najbardziej boją się, że to właśnie im przyjdzie zapłacić (w nieodległej przyszłości) za rozdętą politykę socjalną PiS,

-> trzecia wreszcie, moim zdaniem zdecydowanie największa grupa to ci, którzy reprezentują swego rodzaju podkarpacką „przeciętną” (przepraszam za to słowo, ale nie przyszło mi do głowy żadne inne). To właśnie na tej grupie chciałbym się w dalszej części skupić.

Pragmatyzm
Najbardziej rzucającą się w oczy cechą tej grupy jest pragmatyzm. To właśnie on ma największy wpływ na to co myślą i w jaki sposób działają. Swoje decyzje podejmują w oparciu o informacje z wielu źródeł, ale najważniejsze są dla nich doświadczenia własnego życia, życia rodziny i znajomych.

To grupa, która nie patrzy na świat „zero-jedynkowo” (PiS jest dobry, a PO złe). Dostrzega np. postęp jaki miał miejsce w Polsce w latach rządów PO, tyle tylko, że głównymi beneficjentami tego postępu były duże miasta i zachód Polski. Ich rozwój odbył się niejako kosztem „ściany wschodniej” – duże projekty infrastrukturalne szerokim łukiem omijały ten teren. Jednak największe rozgoryczenie wzbudza w nich to co stało się po kryzysie 2008 r. Uelastycznienie rynku pracy w zderzeniu z rosnącą rzeszą młodych ludzi wkraczających na ten rynek wywołało olbrzymią frustrację (pisałem o tym kilka lat temu w „Przeżuci i wypluci” oraz w „Dwie Polski”  więc nie będę tego wątku rozwijał). Ta sytuacja wywarła olbrzymie piętno na życiu poszczególnych rodzin i społeczności jako takiej. To chyba w tym należy doszukiwać się źródeł przekonania, że PO wystawiła ich do wiatru – zamiast solidarności zastosowała politykę „ratuj się kto może”. Na tym tle PiS wypada rewelacyjnie – powszechnie można usłyszeć pochwały dla antykryzysowych Tarcz, które pojawiły się w ramach walki ze skutkami COVID.

Oprócz solidarności bardzo ważnym motywem jest też motyw godności. W zasadzie wszystkim moim rozmówcom żyje się za PiS znacznie lepiej. Podnosi to ich samoocenę („radzą sobie z życiem”) oraz motywuje by chcieć od życia czegoś więcej niż tylko walczyć o przetrwanie. Dlatego nadspodziewanie silny jest dziś na Podkarpaciu motyw aspiracji. Ludzie tu mieszkający chcą lepszego życia dla siebie i dla swoich dzieci. By to osiągnąć ciężko pracują, często na 2-3 etatach – stałej, etatowej pracy jest relatywnie mało, dlatego też trzeba sobie radzić (wciąż wiele osób zasila rodzinny budżet sezonową pracą za granicą).

Bardzo ważne dla zrozumienia postaw na Podkarpaciu jest uświadomienie sobie, że w regionie tym programy socjalne (500+, „wyprawka”, dodatkowe emerytury), mają znacznie większe ekonomiczne znaczenie niż dla mieszkańców dużych miast. To w wielu przypadkach dodatkowe 20-30% budżetu rodziny. Co wiecej, nie jest to jedyne pozytywne oddziaływanie polityki PiS na region. Fundusze socjalne, większe projekty infrastrukturalne, zamówienia rządowe przekładają się na popyt, a wraz z tym na rozwój nowych rynków, upowszechnianie się wielu usług i dóbr – rosnące zapotrzebowanie na fitness, korepetycje, usł. kosmetyczne, buty do biegania (tak, tak ludzie coraz powszechniej zaczynają tu biegać!). Powstaje swego rodzaju mechanizm pozytywnych sprzężeń, a wraz z tym pojawiają się procesy, które w dużych miastach widoczne były już 10-15 lat temu.

Oczy szeroko otwarte
Nie jest przy tym tak, że mieszkańcy Podkarpacia patrzą na rządy PiS bezkrytycznie. Wręcz przeciwnie. Widzą brak postępu w edukacji (to w małych miastach i na wsi COVID najbardziej obnażył nieprzygotowanie do zdalnego nauczania) czy służbie zdrowia. Podkreślają jednak, że dziś – przy większym budżecie domowym – mogą się starać temu choć częściowo zaradzić; w większym stopniu stać ich bowiem na skorzystanie (gdy zaistnieje potrzeba) z prywatnej służby zdrowia czy z opłacenia korepetycji. To co w dużych miastach jest „standardem” także tu stało się choć częściowo dostępne.

Mieszkańcy Podkarpacia widzą też nadużycia (korupcja, nepotyzm). Przyjmują jednak, że jest to (niestety) nieodłączna częsć polityki.

Wbrew temu co może się niektórym wydawać kwestie takie jak sądy czy konstytucja są dla mieszkańców Podkarpacia ważne. Tyle tylko, że psucie Polski w tym względzie widoczne było od dawna (w powszechnej opinii – opartej „na własnej wiedzy i doświadczeniach” – PO tolerowała lokalne układy w sądach i prokuraturach). Zwracają też uwagę, że w sytuacji gdy koncentrujesz się na zaspokojeniu podstawowych potrzeb tzw. „wyższe” sprawy mają dla ciebie mniejsze znaczenie. Tym bardziej, że nierzadko kontrowersje wzbudzają ludzie, którzy je popierają (kilka razy był w tym względzie przywoływany przykład KOD).

Dziś na niekorzyść opozycji działa również fakt, że wbrew licznym ostrzeżeniom pieniądze na 500+ (i mu podobne) nie doprowadziły do bankructwa kraju. To obniża wiarygodność opozycji. Poddaje w wątpliwość także wmawiane przez lata rządów PO „nie da się” (bardzo popularny – w negatywnym tego słowa znaczeniu – jest na Podkarpaciu minister Rostowski). Na tle PO PiS jawi się jako partia szukająca pozytywnych rozwiązań, i z tego względu ma swego rodzaju kredyt zaufania, także na czas obecnego kryzysu. Jeśli sobie nie poradzą nikt jednak nie zawaha się szukać innych możliwości; innych partii, nowych liderów.

Nadchodzi czas dużych zmian
Przechodząc do podsumowania, w mojej ocenie:

-> mieszkańcy Podkarpacia mają takie same cele w życiu jak ci z Warszawy, Gdańska, zachodu Polski, itd.: chcą dla siebie godnego życia i stworzenia swoim dzieciom jak najlepszego punktu startu. Równocześnie chcą by pojcęie solidarności (patrzenia z perspektywy „wspólnoty” a nie tylko „własnego ja”) nie było jedynie wyświechtanym sloganem, a realną rzeczywistością naszego kraju,

-> sposób w jaki te cele efektywnie osiągnąć jest w ich przypadku postrzegany inaczej niż w dużych miastach; wynika to z odmiennych doświadczeń minionych 30 lat oraz innej pozycji zajmowanej obecnie w piramidzie potrzeb (gdy ma się miesięcznie 3-4 tys. złotych na rodzinę do dyspozycji człowiek koncentruje się na podstawowych potrzebach, gdy ma się ich kilkanaście i więcej może koncentrować się na „wzniosłych ideach”).

-> krytykujący mieszkańców Podkarpacia za ich polityczne wybory, będąc na ich miejscu (pod względem sytuacji materialnej, bagażu doświadczeń minionych 30 lat) w większości przypadków głosowaliby pewnie tak samo jak oni,

-> można powiedzieć, że mieszkańcy Podkarpacia „rozkoszują się obecną chwilą”. Nie jest to jednak podejście hedonistyczne; starają się wykorzystać „window of opportunity” dla zdobycia nowych kompetencji, dla zainwestowania w dzieci. W ich przekonaniu świat jest dziś na tyle nieprzewidywalny, że pragmatyzm każe im skupiać się raczej na nadchodzących miesiącach niż na tym co będzie za 3 czy 5 lat. Bazując na swych wyniesionych z minionych 30 lat doświadczeń starają się podążać za intuicją. A ta każe im się szykować na czas dużych zmian. Choć nie są w stanie wyartykułować na czym miałyby one polegać, to powszechnie wskazują, że to co dzieje się dziś na świecie zburzy na swój sposób to co znamy. Co ciekawe przekonanie to dostrzegłem znacznie powszechniej niż w Warszawie i bynajmniej nie miało ono (przynajmniej generalnie) posmaku apokalipsy,

-> druga ważna obserwacja odnosząca się do przyszłości dotyczy tego, że dla rosnącej części elektoratu PiS ten ostatni staje się na swój sposób…przaśny. Taką przaśnością jest dla nich prymitywna i nachalna propaganda w TVP czy nieustanne szukanie w relacjach z zagranicą konfliktu ze wszystkimi (w tym kontekście jako potencjalnie największe zagrożenie postrzegane jest ograniczenie naszych możliwości funkcjonowania w UE; podróżowania, pracy, eksportu itd.). Dlatego też gdyby pojawiła się realna alternatywa to z pewnością ofertę taką z pragmatyzmem i na poważnie by rozpatrzyli. Oferta taka musiałaby zaspokajać ich aspiracje uczestniczenia w czymś pozytywnym, ważnym i wielkim. Musiałaby też bazować na społecznej solidarności. Na dziś oferty takiej nie ma. W tej sytuacji A.Duda nie miał tak naprawdę z kim przegrać.

Na koniec optymistyczny dla mnie osobiście wniosek, że wbrew temu co się niektórym wydaje istnieje zestaw wartości i celów, które mogłyby być punktem wyjścia dla wysiłków na rzecz „sklejania Polski”. Jeśli intuicja mieszkańców Podkarpacia jest słuszna i rzeczywiście nadchodzi czas dużych zmian na świecie, to lepiej, aby zastały one nasz kraj jako społeczeństwo zjednoczone. Dobrym punktem wyjścia dla wysiłków w tym kierunku może być otwarcie na wzajemnie słuchanie się. Nie na poziomie „partyjnej propagandy”  – za pośrednictwem polityków i „ich” mediów – ale na poziomie bezpośredniego dialogu zwykłych ludzi. Dlatego też mieszkańców dużych miast zachęcam do tego, by w ramach wakacyjnych podróży na te tereny nie tylko podziwiali krajobrazy, ale także starali wsłuchać w głos tej samej co ich, a zarazem odmiennej w doświadczeniach minionych 30 lat Polski.

Felieton ukazał się na blogu Rytm Gospodarki