GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamitaj mnie Zapomniae haso?

Biznes po polsku czyli jak kazać sobie dopłacać za absolutnie wszystko i czemu detale mają znaczenie

13 sierpnia 2020, 23:52 / Opracowanie własne, grafika: pixabay
Biznes po polsku czyli jak kazać sobie dopłacać za absolutnie wszystko i czemu detale mają znaczenie
Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

Naszła mnie chęć zobaczyć jedną z nowych atrakcji na mapie Polski, szczególnie kuszącą mieszkańców centrum, mianowicie niedawno i z wielką pompą otwierany akwapark. Od razu mówię, że cena jest wyższa niż tak, którą zapłacimy za wstęp nawet na duży basen, taki jak Warszawianka, ponadto nie działają żadne multisporty. Lżejszy o 120 zł wyruszyłem w podróż. Po dotarciu na miejsce czekała mnie cała seria zdziwień. Nie będę jednak Państwu opisywał swoich przygód pływackich. Zwrócę jedynie uwagę na dwie sprawy. Centrum w cenie biletu nie zapewnia ręcznika, nie zapewnia też wody pitnej, bo źródełka są nieczynne do odwołania.

Od razu zestawiłem te doświadczenia z pobytem w hotelowym spa w Czarnogórze z początku roku. Wprawdzie obiekt był mniejszy i pozbawiony palm, ale jednak ręczniki dostawało się za darmo od niezwykle sympatycznej obsługi. Źródełek z wodą pitną nie było, ale były stare, dobre, znane z niezliczonych poczekalni kraniki zasilane z 20 litrowej butli.

Powiecie Państwo, niby nic, w końcu nie jest obowiązkiem basenu czy też spa zapewniać ręczników lub wody. W końcu klient może o tym pomyśleć (ja pomyślałem). Ale różnica występuje, gdy oferuje się, bądź, co bądź, usługę premium. Dlaczego sądzę, że to premium? Choćby z uwagi na cenę, która, przypominam, jest sporo wyższa niż na olimpijski basen w centrum Warszawy. Tego typu przypadki są niestety nagminne. I stanowią bardzo skuteczną zagrywkę sprzedażową (ale niekoniecznie etyczną).

Jaki jest klient, który przejechał kilkanaście (dziesiąt) kilometrów, by zobaczyć jakieś miejsce? Zaangażowany. Obojętne, czy bilet kupił przez internet, czy na miejscu, ciężko mu się wycofać. Jeżeli towarzyszy mu gromadka dzieci, to tym bardziej. Zaangażowanie można nagrodzić, można też próbować na nim zarobić. Przypomina to trochę często powtarzany w książkach sprzedażowych przykład sprzedawców samochodów, którzy angażują klienta w zakup, a potem wspominają o dodatkowych, poukrywanych opłatach. Dodajmy do tego koszty utopione (benzyna, czy bilet na komunikację miejską). Wszystko to sprawia, że klient jest skłonny zapłacić za rzeczy, które normalnie wzbudziłyby jego/jej oburzenie.

My Polacy aspirujemy do zachodu Europy. Rozwój gospodarczy zawsze równamy do krajów starej UE, standardy życia, moda, to również przychodzi z zachodu. Chcemy być postrzegani jako ta zamożna część świata, żyjąca na poziomie. A tymczasem podejściem do klienta czy jakością obsługi zawstydza nas kraj o dwukrotnie niższym PKB per capita (ppp). I to uwaga nie tylko do właścicieli parku wodnego, ale ogólnie do polskich przedsiębiorców.

W mądrych książkach biznesowych (które często są ignorowane przez polskich praktyków) duży nacisk kładzie się na budowanie więzi klienta z marką. Klient ma czuć, że marka pasuje do jego charakteru, wyraża nią jakiś aspekt osobowości. Wtedy taki klient wraca. Mało tego, może pojawić się lepszy jakościowo albo tańszy konkurent, klient dalej będzie lojalny. W Polsce takich marek jest mało. Stara się np. Ewa Minge.

Zakończę drobną historią z praktyki zarządzania projektami. Wiele osób nie lubiło pracować ze mną, bo gdy koordynowałem jakiś raport, wymagałem najwyższych standardów. Przede wszystkim od siebie, ale też od współpracowników. Wbrew obowiązującej praktyce, przywiązywałem również uwagę do stylistyki, języka, tłumaczenia i całej masy detali, takich jak okładki, wychodząc z założenia, że to ja będę to opracowanie sygnował. Jeżeli coś będzie nie tak, nikt nie pomyśli, że pomylił się np. pracownik dokonujący korekty, tylko że niżej podpisany Marek Lachowicz jest idiotą. Niektórzy tego nie rozumieli. Sądzili, że czepiam się pierdółek. Ale jednak detale mają znaczenie. Kawa w poczekalni, ręcznik w spa, to detale, ale to one często decydują o tym, czy klient wróci, czy też nie.

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

1 komentarz

Kowalski
Kowalski
14 sierpnia 2020, 12:20
Biznes po polsku? A czy przypadkiem to nie żyd jest właścicielem tego bajora?
ODPOWIEDZ

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj si

Zapamitaj mnie Zapomniae haso?

Zarejestruj si

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby uatwi użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz si na ich używanie oraz zapisanie w pamici urzdzenia.
Polityka Prywatnoci    AKCEPTUJ