GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamitaj mnie Zapomniae haso?

Gen. Komornicki: Łukaszenka jest skończony, ale jeżeli Zachód zdecydowanie nie wesprze Białorusi, to cały ruch zagospodaruje Putin [WYWIAD]

24 sierpnia 2020, 23:42 / Wywiad PolishBrief. Zdjęcie: archiwum Generała Komornickiego
Gen. Komornicki: Łukaszenka jest skończony, ale jeżeli Zachód zdecydowanie nie wesprze Białorusi, to cały ruch zagospodaruje Putin [WYWIAD]
Marek  Lachowicz
Marek Lachowicz

Główny analityk Instytutu Jagiellońskiego, redaktor naczelny PolishBrief https://mareklachowicz.com

O protestach na Białorusi, jaka powinna być w nich rola Polski i co zrobić, by nie zyskała na nich Rosja, a także jak wzmocnić potencjał obronny naszego kraju rozmawiamy z Generałem Leonem Komornickim. 

PolishBrief: Czy protesty, jakie odbywają się w Białorusi rzeczywiście mają szansę obalić Łukaszenkę?

Generał Leon Komornicki: Tak silnych protestów na Białorusi nie było nigdy. Łukaszenko utracił poparcie społeczne i go nie odzyska. Do tej pory ludzie okazywali niezadowolenie, jednak w momencie, w którym władza sfałszowała wybory i użyła siły przeciwko protestującym, których rozgniewało to fałszerstwo, sytuacja zmieniła się diametralnie. Obudziła się świadomość społeczna, pojawiła się wola zmuszenia do odejścia Łukaszenki i jego reżimu w sposób pokojowy.  Problem z protestami białoruskimi jest taki, że brakuje im liderów. To olbrzymie niezadowolenie i świadomość społeczna są niezagospodarowane. W tej chwili ma to już miejsce, ale z początku protest odbywał się w sposób niezorganizowany i spontaniczny.

PB: Czy występuje groźba interwencji rosyjskiej?

GLK: Daję sobie głowę uciąć, że Putin nie użyje armii rosyjskiej przeciwko protestującym, bo protestujący to naród białoruski. Ten proces ogarnął wszystkie środowiska i cały obszar Białorusi. Putin stanąłby naprzeciwko narodowi białoruskiemu, który jest prorosyjski w 70%. Gdyby użył armii, te nastroje by się zmieniły na niekorzyść Rosji, na niekorzyść Putina. Społeczeństwo stałoby się antyrosyjskie, dlatego, że polałaby się krew. Białorusini nie będą biernie przypatrywać się jak armia rosyjska wkracza. Tym samym dojdzie do rozlewu krwi, zmienią się nastroje, a naród białoruski stanie się antyrosyjski. Po drugie, Putin nie zamierza wysłać armii w obronie Łukaszenki, bo kiedy użyłby armii nie za narodem białoruskim tylko przeciwko, a za Łukaszenką, a naród białoruski jest przeciwko Łukaszence.

Łukaszenko jest skończony, jest kwestią czasu, kiedy odejdzie, bo nie ma innego wyjścia. Muszą być powtórzone wybory żeby uspokoić nastroje i na pewno w tych wyborach Łukaszenko nie wygra i odejdzie z kretesem. Wtedy ktoś go zamieni. Natomiast, kto go zamieni, to jest osobne pytanie. Czy będzie to lider opozycji prorosyjskiej czy lider, który będzie za niepodległą, wolną Białorusią, który będzie chciał zmierzać ku zachodniej Europie odrywając się od Rosji. Ale to jest proces, który nie odbędzie się z dnia na dzień, dlatego że gospodarka Białoruska jest w 80% powiązana z gospodarką rosyjską. Musi powstać specjalny program pomocowy dla Białorusi ze strony Zachodu żeby przejąć te wszystkie aktywa współpracy gospodarczej z Rosją i tym samym wyprowadzić Białoruś na niepodległość i suwerenność w pełnym wymiarze, także i gospodarczym. To jest proces. Poza tym Białoruś jest zadłużona w Rosji, zadłużona też jest na Zachodzie i te długi ktoś musi zrekompensować.

Ostatnia sprawa, jakby Putin wszedł tam z butami, staną zakłady, staną linie produkcyjne i będzie trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność za pomoc humanitarną, za wsparcie społeczeństwa. A jak poleje się krew to będzie poważny problem. Ryzyk jest tak dużo, że Putin nie poważy się tego zrobić. Wreszcie, Putin nie ma pewności, jak zachowa się armia białoruska, ponieważ tam służą żołnierze z rodzin strajkujących. Te nastroje tam się również przenoszą. Inaczej może być wśród kadry oficerskiej, starszego dowództwa, natomiast zwykli żołnierze popierają społeczeństwo. Nawet Łukaszenko tego wojska nie używa. Wyprowadził je do osłony swojej granicy, po to, by argumentować tę retorykę, która mówi, że NATO zagraża Białorusi. Robi wszystko żeby sprowokować Polskę do reakcji, by móc stwierdzić, że trzeba bronić niepodległości Białorusi przed NATO. Ten argument też wypada mu z rąk, bo wyprowadził wojsko, pozoruje wzmocnienie granic, ale nie ma żadnych kroków z naszej strony. I bardzo dobrze, nie daliśmy się sprowokować, nie dajemy mu tego nie do końca uzasadnionego argumentu, że mu NATO zagraża.

PB: W kreacji takich liderów doświadczenie ma jednak Rosja. USA niespecjalnie sobie z tym radzą, co pokazały przypadki Pakistanu czy Iranu.

GLK: Jeżeli teraz ten ruch społeczny, zostanie właściwie zagospodarowany przez opozycjonistów myślących kategoriami wyprowadzenia Białorusi ku wolności i niezależności od Rosji, to niezbędna będzie wszechstronna pomoc Zachodu. Jeżeli jednak Zachód poprzestanie na oświadczeniu Rady Europy, nie będzie kolejnego kroku, jakim jest program wsparcia gospodarczego i zdywersyfikowanie gospodarki Białoruskiej, czyli uniezależnienie gospodarki od Rosji, co u nas nastąpiło w sektorze energetycznym i paliwowym, wtedy cały ten ruch zagospodaruje Putin. Dojdzie do tego, że Białoruś, mimo protestów stanie bliżej Rosji. Inicjatywę przejmą przeciwnicy polityczni Łukaszenki, którzy będą myśleli kategoriami rosyjskimi i będą za większym zbliżeniem z Rosją, czemu Łukaszenko był przeciwny. Zachód musi tu zdobyć się na większą odwagę i opracować w kolejnym kroku program gospodarczy, w którym zagospodaruje te wszystkie przestrzenie białoruskiej gospodarki dywersyfikując tę gospodarkę i powodując uniezależnienie się od rosyjskiej gospodarki. Odejście od tego 80% związku z rosyjską gospodarką zagwarantuje wolność, niepodległość i suwerenność Białorusi.

Zachód nie ma dobrego doświadczenia w tego typu zachowaniach. Ostatnim tego typu pozytywnym zjawiskiem był Plan Marshalla i zakończenie II Wojny Światowej, ale to była zupełnie inna sytuacja, bowiem plan dedykowany był krajom zrujnowanym wojną, a nie takim, które prowadziły wojnę przeciw Amerykanom. Natomiast Zachód, po zakończeniu wojny, np. w Afganistanie miał problem z zagospodarowaniem przestrzeni w sposób pokojowy i w przekonaniu społeczeństwa do tych rozwiązań, które zwycięzcy, Zachód, oferuje.

Polska w tym zakresie, jeżeli chodzi o wsparcie gospodarcze powinna być liderem w artykułowaniu potrzeby i budowaniu koalicji, która by taki program wygenerowała. Dobrze, by w niej były Stany Zjednoczone oraz nasze bezpośrednie otoczenie, Grupa Wyszehradzka, nowa Unia Lubelska z Ukrainą i Litwą, kraje nadbałtyckie. Zbudować koalicję wsparcia gospodarczego, społecznego, edukacyjnego i pomóc Białorusi wyjść na niepodległość i zdywersyfikować gospodarkę, szczególnie w zakresie energii. Możliwości mamy, to kwestia podpięcia do naszej infrastruktury energetycznej. Taki program musi powstać, to jest kolejny krok. Polska nie może czekać na Zachód, nie możne oglądać się na Francję, na Niemcy, które prowadzą w tym zakresie samodzielną politykę. Po ustaleniach Rady Europy, Emanuel Macron publicznie wypowiedział się, że powinno dojść do mediacji na linii Putin - Łukaszenko i oczywiście Francja świadczy w tej materii swoje usługi. Żeby doszło do powtórki wyborów, do uspokojenia sytuacji, czyli rozmydlenia wszystkich wysiłków narodu białoruskiego i żeby Białoruś jeszcze bardziej stała się podporządkowana Rosji. Takie intencje wynikają z tego oświadczenia Macrona. My musimy budować w najbliższym otoczeniu Białorusi sojusz i dobrze by było żeby do tej koalicji dołączyły Stany Zjednoczone i to jest kwestia naszej dyplomacji, żeby nowy minister spraw zagranicznych uruchomił wysiłki zmierzające do tego żeby Stany Zjednoczone przystąpiły do naszej koalicji. Dobrze byłoby zbudować taką koalicję w oparciu o Trójmorze. Taki projekt już istnieje i jest zaakceptowany przez kraje, które do niego należą i dobrze byłoby do niego włączyć Białoruś. A ten projekt mocno popierają Stany Zjednoczone, mocno politycznie. Jeszcze nie zaangażowały się finansowo i kapitałowo ani inwestycyjnie.

To jest okazja, ale po wyborach, żeby mieć program przygotowany. Dlatego szkoda, że ten program nie powstał wcześniej. To, co stało się na Białorusi można było przewidzieć. Tam doszło do takich napięć po ostatnich sfałszowanych wyborach, że takiego procesu należało oczekiwać, ale nikt nie robił analiz nastrojów społecznych, tych badań zabrakło. Trzeba było to robić, ale przed wyborami. Te wyniki powinny leżeć u podstaw przygotowania strategii i programu na wypadek, gdy stanie się to, co się stało. A wszystkich to zaskoczyło. Postrzegano naród białoruski, jako naród leśny, prymitywny, a on nagle się obudził. To świadczy o tym, że nikt tego nie sprawdzał, nie monitorował. Wszyscy inwestowali w Łukaszenkę. O dziwo w tego, przeciw któremu naród wystąpił. Zachód inwestował, upatrując w Łukaszence tego, kto przyprowadzi Białoruś na naszą stronę. Tak naiwnym i prymitywnie myślącym może być tylko ktoś kompletnie oderwany od rzeczywistości. Tak jak Łukaszenko, bo całkowicie oderwał się swoim reżimem, swoją władzą od białoruskiej rzeczywistości. Tak jak oderwali się zachodni przywódcy. To jest jeden poziom świadomości tego, co się stało na Białorusi.

To, co się dzieje na Białorusi to jest Polska lat 80. Polacy wtedy też nie wznosili jeszcze haseł antysowieckich, ale były hasła socjalne. To jest to, co pobudza kolejne kroki. To jest pierwsza rzecz, którą trzeba zrobić – zagospodarować to, powtórzyć wybory, jednocześnie Zachód musi udzielać pomocy i to trzeba już robić, nie gadać tylko działać. Pojawiają się w przestrzeni publicznej nowe bzdurne pomysły, by zaprosić Putina i Łukaszenkę do stołu, ale z przestępcami się nie rozmawia. Przestępca ma zrozumieć, że on musi odejść, ale pierwszym krokiem jest powtórzenie wyborów i zaprzestanie represji wobec własnego społeczeństwa i opozycji. To jest rzecz, której Zachód powinien się domagać, jednocześnie udzielając pomocy humanitarnej poszkodowanym oraz udzielać wsparcia medialnego w języku rosyjskim. Oświadczenie, które się ukazało w Brukseli było w 3 czy 4 językach, ale nie było w języku rosyjskim. To do kogo ono jest adresowane? Do Paryża? Do Berlina? Do Londynu? Do Waszyngtonu? Dlaczego nie do Mińska? Dlaczego nie do ludności białoruskiej, w większości rosyjskojęzycznej? Dlaczego tego zabrakło w wersji rosyjskiej? Kolejna rzecz, czemu nie rozmawia się z Panią Cichanoską?

Pomoc ta musi iść, media muszą być wolne, nie mogą być rządowe. To powinno być kolejne żądanie. Nie można występować przeciw robotnikom, nie można tworzyć bojówek, bo teraz to robi Łukaszenko. Uruchamia bojówki nacjonalistyczne, których przecież na Białorusi nie ma, a były na Ukrainie, żeby doszło do starć wewnątrz i może przerodzenia tego protestu w wojnę domową. Nie ma nic groźniejszego. Łukaszenko eskaluje działania przeciwko własnemu narodowi, dążąc do jego skłócenia, dążąc do tego żeby doszło do starć i to już jest groźne. W związku z tym Zachód musi to monitorować i zająć jasne stanowisko, a nie układać się z przestępcą. Trzeba szybko uruchamiać pomoc, bo na razie wszyscy gadają, a pomocy nadal nie ma. Sprawnie, dużo sprawniej od Polski działa Litwa. Tam znalazła się Cichanoska, tam zabierała głos. 50 tysięcy Litwinów z byłymi prezydentami na czele stworzyło łańcuch solidarności od Wilna do granicy z Białorusią. Otworzono uniwersytet wileński dla studentów z Białorusi. Mogą tam studiować za darmo. U nas też uczelnie powinny się otworzyć na studentów białoruskich od października. Granica powinna być otwarta w tym sensie żeby Białorusini tu przyjeżdżali i nie było żadnych przeszkód. Wielu z nich już jest w Polsce i tu mogą uczyć się i studiować. To trzeba robić, widzieć, podejmować szybkie, kompleksowe działanie, a nie idzie to jak krew z nosa i wszyscy się zastanawiają, co zrobi Putin. Putin nic nie zrobi groźnego, o czym mówiłem na początku. Natomiast wtedy, kiedy my będziemy tak działać to on będzie krok po kroku te protesty zagospodarowywał.

Tutaj jest ważne, że Polska musi stać się liderem, nie oglądać się na Zachód, bo Zachód będzie rozgrywał, będzie się oglądał na Rosję, bo boi się Putina. Będą przeciągać żeby to się zakończyło tym, żeby inicjatywę przejął Putin, bo on czeka, co będzie dalej, aż Łukaszenko się zapętli zupełnie, a Zachód będzie się zachowywał tak, że ogon pod siebie. My nie możemy tej pozycji przyjąć, my musimy przejąć inicjatywę w bezpośrednim otoczeniu, skrzyknąć się bez Francji, bez Niemiec, tylko Stany Zjednoczone są potrzebne. Trzeba o tym rozmawiać ze Stanami Zjednoczonymi, a widzę, że nikt nie rozmawia. Jak potrzeba kupić rakiety, rozlokować wojska amerykańskie to rozmawiamy, a jeżeli trzeba stworzyć koalicję, w której obecność Stanów Zjednoczonych jest potrzebna, to naszej inicjatywy nie ma. Tak być nie może.

Opozycja białoruska i społeczeństwo musi mieć świadomość, że jeżeli ten proces zostanie finalnie zagospodarowany przez Rosję i Białoruś będzie jeszcze bliżej Rosji w wyniku tego niezagospodarowania przez Zachód, to będzie to niewybaczalny błąd i zaniedbanie, jeśli chodzi o Polskę i Europę Zachodnią. Białoruś ma bardzo istotne znaczenie dla bezpieczeństwa Europy w kontekście zagrożeń ze wschodu. Bardzo przykry los spotka też opozycję białoruską, podzielą swój los Nawalnego, który został otruty. Rosja nie będzie miała sentymentów i bardzo szybko się rozprawi z opozycją białoruską tak jak to ma miejsce w Rosji. Putin to zrobi bez wahania i zrobi to takimi metodami jak dotychczas rozprawiał się z opozycją, ze Skripalem, a teraz Nawalnym, czy jeszcze wcześniej Kowalenką. To jest najbardziej skuteczna metoda, którą mają opanowaną do perfekcji, jeżeli chodzi o opozycję wewnętrzną.

PB: Wspomniał Pan, że wolna Białoruś jest bardzo ważna w kontekście obrony Polski od wschodu. Jak powinna wyglądać nasza strategia?

GLK: Lasy są bardzo ważnym elementem w kontekście sytuacji na Białorusi i naszego bezpieczeństwa na wschodniej ścianie, w kontekście zagrożeń ze wschodu. Bardzo zabolała mnie inicjatywa Ministerstwa Rozwoju, Wicepremier Emilewicz, o prywatyzacji 400 tys. hektarów lasów, co jest równe powierzchni jednego województwa. To nie tyko godzi w jakość powietrza, poziom wód, zasoby wody pitnej. Nie tylko pogorszy zdecydowanie gospodarkę wodną, która już daje o sobie znać w postaci suszy, ale ugodzi to jednocześnie w bezpieczeństwo Polski, bowiem lasy stanowią ważny element potencjału biernej obrony państwa. Lasy służą do koncentracji wojsk, maskowania, ochrony, obrony potencjału przed środkami napadu powietrznego, kosmicznego, ale też w jakiś sposób zakłócają łączność, możliwość prowadzenia walki w cyberprzestrzeni. To bardzo ważny element. Z drugiej strony lasy kanalizują ruch wojsk, są bowiem nie do przebycia dla wojsk pancernych. Jeżeli przebiegają przez nie drogi, to one kanalizują ruch wojsk, te wojska można tam zatrzymać. W związku z tym lasów nie można wycinać, je trzeba sadzić! Nie wycinać tylko prowadzić odpowiednią gospodarkę leśną.

Nie można lasów wycinać w warunkach operacyjnych, które są dostępne dla wroga, napastnika. To się działo za zaborów. Wycinano lasy, bo Powstanie Styczniowe pokazało, że powstańcy chowali się w lasach, więc te lasy wycinano. Proszę zobaczyć, jak wygląda sytuacja z kompleksami leśnymi na Mazowszu. Tych lasów tu jest niewiele. W związku z tym nie można dalej wycinać tych lasów. Jeżeli się te lasy sprzeda to nie dlatego, żeby ktoś je utrzymał, tylko zostaną one wycięte pod deweloperkę. Będą tam budowane apartamentowce, atrakcyjne mieszkania nad jeziorami. Gdzie te działki będą sprzedane? Nikt nie kupi lasu, który jest gdzieś na Mazurach, gdzie nie ma dobrych dróg, gdzie nie ma infrastruktury. Kto zamieszka w szczerym polu? Gdzie trzeba będzie dojeżdżać ileś kilometrów, nie będzie to atrakcyjne, nie nad jeziorem, nie nad morzem, nie w górach. Będzie to atrakcyjne z punktu widzenia dewelopera czy inwestora, który kupi te tereny leśne pod inwestycje. Zakładów produkcyjnych też nikt tam nie będzie budował. W lasach będzie budował fabryki? To jest jakiś poroniony pomysł, to jest po prostu dywersja. Nieodpowiedzialny zamiar, który godzi w każdy wymiar bezpieczeństwa Rzeczpospolitej. Dobrze, że Minister Woś to oprotestował i to jest jedyna gwarancja, że ta ustawa nie wejdzie w życie. Na razie zapanowała cisza i mam nadzieję, że ten nieodpowiedziany krok został powstrzymany.

PB: Wycinka lasów to tylko jedna z niezrozumiałych decyzji. Weźmy na przykład sprzedaż Modlina. Być może twierdza rzeczywiście była przestarzała, nie znam się, ale jest umieszczona strategicznie, w widłach Wisły i Narwi. Mamy już nie bronić tego miejsca?

GLK: Po to żeby potencjał wojsk można było rozwijać, zwiększać także stan wojska, obronę cywilną kraju, żeby zagospodarowywać tę rosnącą u nas potrzebę osobistego zaangażowania w obronę Rzeczpospolitej, państwo musi stworzyć warunki, mechanizmy, systemy i rozwiązania, spójne ze sobą i strategią obrony Rzeczpospolitej. W wieku zdolnym do służby wojskowej jest około 10 milionów ludzi. To nie tylko wojska operacyjne, czy WOT, ale także ta część społeczeństwa, która już w wojsku odsłużyła, jest w nieco starszym wieku, powiedzmy po 34 roku życia. Trzeba tę część społeczeństwa zagospodarowywać w strukturach obrony cywilnej kraju razem z całym systemem pozamilitarnym, czyli policją, strażą pożarną i one razem ze służbą cywilną mają stworzyć jednolity system, który nazywa się powszechną obroną kraju. Powszechną to znaczy, że każdy zna swoje obowiązki, zna swoje zadania, jest do tego przygotowany, ma świadomość i wolę by stanąć w obronie ojczyzny i do tego również potrzebna jest infrastruktura, w postaci koszar, oprzyrządowania, także infrastruktura drogowa, mostowa. To wszystko razem stworzy jeden system. Co z tego, że my chcemy zwiększać wojsko, skoro my koszar nie mamy, bo posprzedawaliśmy najlepsze koszary, położone w operacyjnie najbardziej dogodnych miejscach. Na przykład Modlin, który sprzedano za srebrniki, 18 mln zł, gdzie początkowo twierdza wyceniana była na 120 mln zł. Podobny los spotkał koszary w Pułtusku, gdzie jest bardzo potrzebna jednostka, to ważne miejsce, jeżeli chodzi o kierunek warszawski. Tam nie ma wojska, tam wycięto batalion saperów, koszary stoją opuszczone, zaniedbane, nie nadają się już do niczego. To jest ruina. Wiele takich koszar w Polsce jest, opuszczonych, zaniedbanych, albo sprzedanych za bezcen.

PB: Czego zatem potrzeba, by odwrócić ten proces?

GLK: Do tej pory obrona państwa oparta była o siły zbrojne, ale to niewłaściwe spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, zagrożenia i wynikającą stąd budzącą się świadomość społeczną. Siły zbrojne same nie odegrają żadnej roli, jeżeli nie będą zakotwiczone w potencjale narodowym. Czyli nie będą częścią tego potencjału, który stanowi wraz z siłami zbrojnymi powszechną obronę państwa. W nowej strategii bezpieczeństwa narodowego zostało to wyartykułowane, że obrona ma być powszechna i zagwarantowana musi być jej odporność, ale tę odporność można zagwarantować wtedy, jeżeli państwo zagospodaruje świadomość narodową, która stanowi bardzo istotny element potencjału obronnego państwa, poprzez struktury, szkolenie, przygotowanie, wyposażenie każdego obywatela w wiedzę i oprzyrządowanie niezbędne do wykonania zadań w wypadku najwyższej konieczności. Taka strategia, taki potencjał i taki charakter obrony państwa jest potrzebny. Poprzednio strategia obrony państwa zakładała, że opieramy swoją obronę na siłach zbrojnych, których potencjał jest wyjątkowo niewystarczający do adekwatnych zagrożeń ze strony potencjalnego agresora. Mówię to w kontekście doświadczeń Ukrainy, Gruzji. Nie można udawać, że przeciwnik nas zaatakuje zielonymi ludzikami i potrzebny będzie do tego batalion wojska i tym zagwarantujemy sobie bezpieczeństwo. To jest bardzo niebezpieczne myślenie.

PB: Czy Polska ma szanse stać się eksporterem uzbrojenia? W jakim kierunku powinien rozwijać się przemysł zbrojeniowy, tak istotna i tak niedoceniana przez ekonomistów gałąź gospodarki?

GLK: Badania wykazały, że świadomość społeczeństwa rośnie, że społeczeństwo dostrzega potrzebę, by zamówienia publiczne, wynikające z programu technicznej modernizacji armii, lokowano w polskim przemyśle obronnym. Żeby te pieniądze nie płynęły za granicę i wracały jedynie w postaci uzbrojenia, ale bez transferu technologii do polskiego przemysłu obronnego. Na to społeczeństwo już się nie godzi i wyraża, może nie sprzeciw, ale niezadowolenie. Społeczeństwo jest za tym, by te pieniądze były lokowane w polskim przemyśle, który w 80% powinien zagwarantować wojsku niezbędny sprzęt, 20% może być lokowane za granicą, ale pod warunkiem, że polski przemysł obronny przy zakupie uzbrojenia pozyska nową technologię, czyli będzie uczestniczył w produkcji tego uzbrojenia, tak, by polski przemysł miał z tego określone profity i to niezależnie od tego, gdzie będzie sprzedawany ten sprzęt. Tak postępowała np. Turcja, która uczestniczyła chociażby w produkcji F-35 i miała z tego określone profity, ze sprzedaży samolotu nie tylko kupując dla siebie, ale także tych, które Amerykanie sprzedawali do innych krajów, w tym do Polski. Jak wiadomo, po zakupieniu rakiet S-400 z Rosji, Amerykanie cofnęli Turcji pozwolenia i odkupili od nich te samoloty, które sprzedali Turcji i wyeliminowali Turcję z udziału w produkcji.

My mamy w tym kierunku zmierzać, brać wzorce od Izraela, Turcji, że jeżeli gdzieś kupujemy to jest offset, transfer technologii, czy nawet zakup licencji, tak jak było z czołgami T-72. Zmarnotrawiliśmy to potem przez leopardyzację, bo wzięliśmy sobie Leopardy z demobilu, przeznaczone do utylizacji, bez umowy przemysłowej. To znaczy, że wzięliśmy te czołgi z Bundeswehry, ale nie podpisaliśmy umowy z producentem. Producent, mówiąc kolokwialnie, dalej łapę na tym sprzęcie trzymał i bez jego wiedzy i udziału nie można było prowadzić napraw, serwisów, remontów. Producent Leopardów bardzo ucieszył się, że Polska wzięła czołgi bez umowy przemysłowej, a on będzie w dalszym ciągu te czołgi serwisował, naprawiał, remontował i tak się działo. Nie kupując naszych PT-91 doprowadziliśmy do tego, że Łabędy umierały i Wojsko Polskie położyło na grobowcu tego zakładu głaz. Teraz się go odsuwa modernizując T-72, Leopardy, ale utraciliśmy naprawdę duże doświadczenia, jeżeli chodzi o produkcję czołgów, czego już nie odbudujemy. Zostały tu zerwane więzy kooperacyjne ze Słowakami, Czechami. Pionki, które produkowały amunicję, zaprzestały produkcji. Wola, która produkowała tysiąckonne silniki do PT-91 dzisiaj nie istnieją. My w Polsce tych silników nie robimy. W PT-91 był polski silnik, a to jest serce, bardzo ważna rzecz. I ten zakład upadł. Decydenci polityczni, ale też wojskowi za tym stoją, którzy się pod tym podpisali. To działanie było bardzo szkodliwe dla państwa i dla polskiego przemysłu obronnego i tego nie można powtarzać.

 

 

Zapisz się na PolishBrief.pl

Analizy, opinie i wywiady. Gospodarczy skrót dnia.

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj si

Zapamitaj mnie Zapomniae haso?

Zarejestruj si

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby uatwi użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz si na ich używanie oraz zapisanie w pamici urzdzenia.
Polityka Prywatnoci    AKCEPTUJ