GOSPODARKA EKONOMIA NOWE TECHNOLOGIE
Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Katulski: Co dla regionu oznacza normalizacja między Emiratami i Izraelem?

2 grudnia 2020, 23:45 / Stosunkowo Bliski Wschód / zdj. Biały Dom (USA)

13 sierpnia ogłoszono, że Izrael i Zjednoczone Emiraty Arabskie podpiszą porozumienie mające doprowadzić do trwałej normalizacji relacji dyplomatycznych. Emiraty są pierwszym od 26 lat krajem arabskim, który zdecydował się na podpisanie traktatu pokojowego z Izraelem. Mimo wszystko, ten krok nie jest zaskoczeniem. Niespodzianką był moment, lecz od pewnego czasu spodziewano się już takich decyzji. Jak to jednak wpłynie na sytuację w regionie i co będzie dalej? - wyjaśnia politolog Jakub Katulski prowadzący blog Stosunkowo Bliski Wschód.

Od 1971 roku Zjednoczone Emiraty Arabskie mówiły o Izraelu jak o “wrogu”, co zresztą nie jest żadnym wyjątkiem w regionie. Większość arabskich państw odmawia uznania istnienia państwa żydowskiego, choć nie wszystkie robią to z tak dużą stanowczością. Egipt i Jordania mają podpisane traktaty pokojowe i umożliwiają ruch graniczny. W praktyce różnie jest z wykorzystaniem możliwości podróżowania, choć Izraelczycy bardzo chętnie korzystają z możliwości wjazdu na Synaj, gdzie spędzają urlopy w towarzystwie beduinów, jak również zwiedzają jordańskie zabytki, o czym sam się przekonałem choćby w Petrze. Maroko nie uznaje co prawda Izraela, ale utrzymuje z tym krajem relacje handlowe i akceptuje izraelski paszport umożliwiając wjazd do kraju i uzyskanie wizy turystycznej na lotnisku, bez wcześniejszych starań w ambasadach. Izrael utrzymuje też relacje handlowe z Omanem, choć te stosunki miały swoje wzloty i upadki. Do tej grupy dołączają teraz Emiraty.
Zanosiło się na to już od pewnego czasu, bo Izraelczycy zbliżają się mocno do krajów Półwyspu Arabskiego. Wskazują na to choćby zeszłoroczna konferencja w Bahrajnie, na której Jared Kushner wygłosił swój ekonomiczny plan pokoju izraelsko-palestyńskiego (opisywany przeze mnie w tekście: Umowa stulecia i klęska projektu Kushnera), ale też inne wydarzenia. W rozmowach między Emiratami a Izraelem uczestniczył Biały Dom, o czym z dumą poinformował prezydent Trump.
Co ważne, warunkiem dla tego porozumienia miało być zatrzymanie planowanej przez Izrael aneksji Zachodniego Brzegu (pisałem o tym planie dla Krytyki Politycznej w tekście Aneksja Zachodniego Brzegu – co warto wiedzieć?). Aneksja nie została jednak zatrzymana na stałe, lecz jedynie tymczasowo zawieszona, o czym poinformował podczas konferencji prasowej premier Netanjahu. To wiele znaczy, bo tak istotny z perspektywy izraelskiej prawicy projekt nie jest czymś, z czego rezygnuje się łatwo. Prawicowi politycy tacy jak Naftali Bennett mimo tego już ogłosili, że Netanjahu poniósł klęskę. To świadczy o tym jak ważne są dla nich terytoria Zachodniego Brzegu.
Z pewnością za Emiratami podążą inne kraje arabskie. Mówi się, że następny w kolejce może być Bahrajn lub Arabia Saudyjska, choć niektórzy komentatorzy (jak Tomasz Rydelek na facebookowym profilu swojego bloga Puls Lewantu) uważają, że Saudowie nie będą chcieli być tymi drugimi. Znając bliskowschodnie poczucie dumy jest to prawdopodobny scenariusz. Dlatego też na kolejny kraj normalizujący relacje z Izraelem poczekamy pewnie dłużej niż kilka miesięcy, nawet jeśli w tym momencie trwają już zakulisowe rozmowy.
Z tej sytuacji nie są zadowoleni Palestyńczycy, choć pozory mogą sugerować, że osiągnęli to co chcieli. Mimo, że aneksja została wstrzymana to wcale nie przybliży ich do uzyskania własnego niepodległego państwa. Projekt włączenia części Zachodniego Brzegu do terytorium “właściwego Izraela” jest zbyt ważny dla izraelskiej prawicy i osadników, by tak łatwo z niego zrezygnować. Porozumienie między Izraelem a ZEA nie zatrzyma też w żaden sposób osadnictwa i w Autonomii Palestyńskiej nadal będzie przybywało żydowskich miast i wiosek, do których Palestyńczycy nie mają dostępu.
Wydarzenie przyjęte zostało ciepło przez egipskiego prezydenta. Wygląda na to, że istotne w regionie siły arabskie odwracają się od Palestyńczyków. Mówiło się o tym od lat, choć żaden kraj arabski nie chciał tego wprost pokazać. Czas pokaże co będzie dalej, lecz może się okazać, że Palestyńczycy stopniowo będą przypierani do muru po to, by ostatecznie przyjąć plan Trumpa i Kushnera, choć warunki będą coraz mniej im sprzyjały.

Jakub Katulski - politolog, kulturoznawca bliskowschodni. Współautor bloga i podcastu Stosunkowo Bliski Wschód. Teksty publikuje także między innymi w "Przeglądzie", "Krytyce Politycznej" i "Liberté!".

 

0 komentarzy

przeczytaj także

© 2020. Wszystkie prawa zastrzeżone

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk serwisu. Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Polityka Prywatności    AKCEPTUJĘ